środa, 22 czerwca 2005

Andrzej Szmilichowski: Echa ubrudzonej przeszłości

Dwadzieścia i więcej lat temu wszystko wydawało się proste, ludzie Systemu byli jasno zaadresowani, jednolici, najczęściej prostaccy i z reguły ubrudzeni. Gdy nadszedł czas Rzeczpospolitej pochylili się jej do ręki i poczęli służyć, niektórzy naprawdę dobrze, co poczęło budzić wahania u nie ubrudzonych. Czy nie osądzam pochopnie człowieka? Tak różni się od swego wizerunku sprzed lat!

W zakamarki ludzkiego współczucia wpada się niezwykle łatwo, wiedzieli o tym dobrze starzy Grecy wymyślając tragedię. Ale nie zapominajmy o jednym, funkcjonariusz Zła zrobi wszystko aby przedstawić się światu jako agent Dobra działający w łonie Zła. Cóż, można to nawet zrozumieć, ludzka sprawa, ale jedno wiemy z doświadczenia wieków i musimy o tym stale pamiętać, - donosiciel, to obrzydliwe ucho, jakby nie ufryzował swego życia sługi, pozostanie szpiclem, cholerną jemiołą!

Eksploatacja obudzonego przez historię entuzjazmu i zaufania, umiejętne pozyskiwanie przyjaciół, kontrolowana przyzwoitość, oraz inne maski, są elementarnym wyposażeniem wirtuozów sztuki przetrwania. A co charakterystyczne i wcale nie pozbawione realnych i zauważanych w codzienności cech, latami uprawiana dwulicowość i zahartowane długotrwałym treningiem luki pamięci, pozwalają im, owym ekwilibrystom etyki, uważać siebie za ludzi przyzwoitych i godnych szacunku. Kwadratura koła i drogi panie Dante śmiechu warte, co Pan wie o piekle!

Andrzej