środa, 26 stycznia 2005

Auschwitz-Birkenau

dr FrÖid: oświecenie a ciemności

nie łatwo jest być oświeconym...
potrzeba do tego świecy i źródła światła, może być zapalniczka czy też jakaś myśl jasna...
...słońce nie pasuje bo znika problem ze świecą żarówka i oświecenie następuje jako produkt uboczny bez jakiegokolwiek wysiłku oświeconego.
no cóż..
warto zapytać dlaczego jest lepiej być oświeconym a nie ukrytym w mroku ?
oświetlona osoba jest widoczna , wchodzi na pierwszy plan, a także przemieszczając się oświetla ciemne zakątki naszej rzeczywistości...
zalety ciemności są widoczne... ułatwiają oświecenie... no i przy porządnej i subtelnej iluminacji można uzyskać specjalne efekty jak świetlane postacie, hologramy czy halucynacje


zalety ciemności
można się w niej ukryć, działa na wyobraźnię, ciekawi...
mrok świeci? brakiem światła i sprowadza całą rzeczywistość do tej samej postaci
oświęcimia świecy i oświecenia

postOswiecimski, Re: JAS NO ... ...
wszystko jest takie jasne że oślepia
ciemność wchodzi w związek ze światłem
powstają wszelkie odmiany szarości
Ujawnia się PRZESTRZEŃ co zawiera nas wszystkich
widoczna i Jasna...
Światło Oświęcimia to Ciemność !!!
love, Re: JAS NO ... ...
poeta
oślepiony
ciemnością
płacze
nurkowanie z rekinami, Re: JAS NO ... ...SwiatłoWzor Oswiecimski


nieba_nalne zło łez źródło
na aquanecie terra

Epictetus, Re: JAS NO ... ...SwiatłoWzor Oswiecimski
...
woda życia
dla umarłych
co widzisz to JEST
a czego nikt nie widzi
można śnić
:}(.){: , Re: }sEn o SENSIe
terran, Re: życie trwa i jeszcze nie zginęło...

dopoki sie żyje
czego mi brak
postaram się
uzupełnić
szeregiem
postaci historycznych
a także fikcyjnych
oczy pełne łez
emituja swiatło

jak wpadłem raz nieopatrznie w kartezjanizm
zrobiono ze mnie początek systemu koordynatów
katrezjanczycy maja 3 oczy każde pilnuje jak pies 000
wyje na osie czysty terror... prawdziwy matiRuski;)
panie i panowie koordynaci i koordynatki
prawda jest taka każde z was jest 000
tak jak ja nim jestem nawet ci 999 czy 666
to zera z ogonkami ?, z zawartością...
zero nie jest puste
ma swoją wielkość
000 SOLAR PLeXus

niedziela, 23 stycznia 2005

An Exhibition of Surprising Structures Across Dimensions

Gdyby czas płynął w drugą stronę, jakże byłoby pięknie...

Zaczyna się od tego, ze kilku gości przynosi cię w skrzyneczce i oczywiście od razu trafiasz na imprezę. Żyjesz sobie spokojnie jako starzec w domku. Stajesz się coraz młodszy. Pewnego dnia dostajesz odprawę w postaci grubszej gotówki i idziesz do pracy.

Pracujesz jakieś 40 lat i poznajesz uroki życia.

Zaczynasz pić coraz więcej alkoholu, coraz częściej chodzisz na imprezy, no i coraz częściej uprawiasz seks.

Gdy już masz to opanowane, jesteś gotów, żeby trafić na studia. Potem idziesz do szkoły. Coraz mniej od ciebie wymagają, masz coraz więcej czasu na zabawę.

Robisz się coraz mniejszy, aż trafiasz do... no, wiadomo dokąd, gdzie pływasz sobie przez 9 miesięcy, wsłuchując się w uspokajający rytm bicia serca.

A potem nagle - bęc!! Twoje życie kończy się orgazmem.

Image Hosted by ImageShack.us

środa, 19 stycznia 2005

Pudła Pandory, wyciek kontrolowany, czyli wywiad z Leonem Kieresem

- Panie profesorze, mamy falę dzikich lustracji. W Krakowie Zbigniew Fijak zapowiada ujawnienie list agentów SB na Uniwersytecie Jagiellońskim i w „Tygodniku Powszechnym”, w Lublinie ujawnieniem agentów na KUL grozi Ryszard Bender. Pan zaczyna odgrywać rolę strażaka – ustalił pan z rektorem UJ, że teczkami zajmie się zespół historyków, a nie fundacja. Ugasił pan pożar?
– W sprawie krakowskiej uzgodniłem z rektorem UJ, że historycy tej uczelni zbadają stopień inwigilacji środowiska akademickiego. Pana Fijaka w tym gronie nie ma, wycofał się. Ustaliliśmy też, że w przypadku „Tygodnika Powszechnego” pracę będzie prowadził IPN. W sprawie KUL udostępnimy dokumenty zespołowi, który powołał abp Józef Życiński. Nie wyklucza to dostępu do tych dokumentów innych badaczy. Mam nadzieję, że wszystko odbędzie się w sposób profesjonalny, z zachowaniem maksymalnej ostrożności.

- Czyli fali ujawniania teczek nie da się już powstrzymać?
– Już nie. W tej chwili możemy tylko jedno – zachować szczególną ostrożność. Tak jak w przypadku jednego z prawicowych posłów. Z sześciu agentów, których znalazł w swojej teczce, ujawniliśmy jednego. Pozostałych pięciu nie, bo jeszcze nie jesteśmy w stu procentach pewni ich nazwisk. A ustawa zobowiązuje nas do tego, byśmy stwierdzali jednoznacznie.

- A czy falę ujawniania zawartości teczek może powstrzymać prozaiczny fakt, że znaczna część dokumentów jest nieuporządkowana? Ile potrzeba czasu, by IPN opracował wszystkie akta?
– Andrzej Friszke mówi o dziesięciu latach. Myślę, że tyle czasu przy dzisiejszych środkach może nam zająć porządkowanie i ewidencjowanie 80 km akt, które mamy.

- To stąd te niespodzianki z nagle odnalezionymi dokumentami?
– Wiele dokumentów ciągle odnajduje się przypadkowo. W ubiegłym roku otrzymałem od prof. Sulei, dyrektora oddziału IPN we Wrocławiu, zdjęcie z alternatywnego pochodu pierwszomajowego z 1968 r. Profesor zapytał mnie, czy poznaję człowieka na fotografii. To byłem ja. Mamy dziesiątki tysięcy podobnych zdjęć, nieuporządkowanych, zalegających w wielkich pudłach. Moje odnalazło się, bo prof. Suleja pisał książkę na temat marca ‘68 i szukał materiałów ilustracyjnych. Wciąż poruszamy się po tych 80 km dokumentów z dużymi trudnościami. Przejęliśmy je w 2000 r. To były dokumenty ze służb, a także z archiwów państwowych, policji, straży granicznej i więziennictwa. Wtedy przyjęliśmy zasadę, że bierzemy wszystko, co jest. Wstępnie opisujemy, pakujemy do pudeł i plombujemy pieczęciami lakowymi. Teraz stopniowo te pudła otwieramy.

- Jak w tych 80 km materiałów się nie pogubić?
– Pierwszym źródłem informacji o tym, co się znajduje w IPN, są kartoteki. Jeśli więc ktoś chce odnaleźć dokument, zaczyna od szukania w kartotekach, swoistych kartach katalogowych, pokazujących, na której półce stoją materiały dotyczące danego człowieka i czy w ogóle są. Ale oczywiście w kartach są też braki. Szukamy wobec tego poprzez SOR, Sprawy Operacyjnego Rozpoznania, czyli teczki tematyczne, obiektowe. Na dokumenty naprowadzają nas również sami pokrzywdzeni. W formularzu zgłoszeniowym, który dostępny jest w Internecie, prosimy wnioskodawcę, by podawał niektóre fakty ze swojego życia. Jednym z ważnych źródeł informacji o agenturze są także akta paszportowe, przy których znajdują się adnotacje SB. Te akta nie były niszczone. Są więc źródłem, które co prawda nie rozstrzyga o tym, czy ktoś współpracował, ale pozwala wyrobić określony pogląd.

- A jaki jest pana pogląd w innej głośnej sprawie – teczki agenta o pseudonimie „Nowak”, przypisywanej Małgorzacie Niezabitowskiej?
– Dokumenty w tej sprawie zostały przekazane nam w 2001 i 2002 r. Czas wycieku tych informacji potwierdza, że wcześniej w ogóle nimi się nie interesowaliśmy. Dzisiaj oczywiście wiem, co to za dokumenty. Dotarłem do nich dwa dni po publikacji w „Rzeczpospolitej” artykułu o Małgorzacie Niezabitowskiej.

- Nie wcześniej?

– Wcześniej dochodziły do mnie pewne pogłoski. Paweł Machcewicz, dyrektor naszego Biura Edukacji Publicznej, sygnalizował mi, że Małgorzata Niezabitowska chce wejść w skład stowarzyszenia, które miałoby wspomagać IPN. Powiedział wprost: proszę uważać, bo z Gdańska docierają do nas informacje, od Krzysztofa Wyszkowskiego, że...

- Jakie są dowody w jej sprawie?
– Mamy cztery źródła informacji. To już nie tylko teczka i mikrofilm. Są również dzienniki, mamy SOR gdański i jeszcze jedno źródło o charakterze niejawnym. W postępowaniu lustracyjnym zostanie ono przedstawione sądowi, rzecznikowi i samemu zainteresowanemu. Proszę pamiętać, iż my jedynie udostępniamy dokumenty i stwierdzamy, że wynika z nich, iż „Nowak” to Małgorzata Niezabitowska. Jeśli zaś, tak jak w przypadku Mariana Jurczyka, sąd uzna, że przedstawione przez nas dokumenty nie wystarczą do uznania jej za tajnego współpracownika, przyjmuję takie orzeczenia z szacunkiem.

- Sędzia Nizieński w jednym z ostatnich wywiadów powiedział, że na listach rejestracyjnych jest 588 nazwisk osób pełniących ważne funkcje publiczne. Stwierdził jednak, że ich teczek nie ma, więc nie może ich oskarżyć, bo nie ma twardych dowodów. Czyli nie oskarżył, ale oskarżył.
– Ja bym tego nie ujawnił w sposób tak jednoznaczny. Po pierwsze, bardzo bym się zastanowił nad podaniem tej liczby i dzieleniem tych osób na kategorie: 335 adwokatów, 81 sędziów, 47 posłów, 6 senatorów,
43 przedstawicieli telemediów oraz 30 prokuratorów, 16 ministrów i wiceministrów itd. Teraz posłowie rozglądają się wokół i się zastanawiają – wszyscy zostali zlustrowani, a jednak jest wśród nas 48 współpracowników. W tej sprawie rozpoczęła się pewna...

- Gra polityczna...
– Powiedziałbym intensywny proces myślowy. Dzisiaj wszyscy się zastanawiają, także dziennikarze mediów elektronicznych, którzy zostali przez sędziego Nizieńskiego wymienieni. To środowisko także było „naznaczone”. Podobnie dziennikarze prasowi. Tu też byli współpracownicy SB. Dlatego uważam, że ta wypowiedź stanowi impuls, który pcha w kierunku tego, co mówi LPR: musimy wszystko ujawnić. Spodziewam się, że o wielu z tych osób, o których mówi Nizieński, z czasem poznamy prawdę.

- W których środowiskach skala rozpracowywania była największa?
– Trądem w sposób szczególny były dotknięte szkoły wyższe.

- A poza uczelniami?
– Nie chcę epatować informacjami, ale najwięcej spraw bolesnych będzie w przypadku środowiska artystów i dziennikarzy. Tu też jest najwięcej spraw pokazujących ludzką małość. Podłość, zniżanie się do najgorszych instynktów. Łącznie z prośbami, by esbecy wpływali na rozliczenia majątkowe z korzyścią dla jednego z małżonków w przypadku ich rozstania. Jest w tych aktach wiele informacji obyczajowych, łącznie z preferencjami seksualnymi. Są historie dramatyczne, ale i śmieszne. Są też zdjęcia. Nie chcę ujawniać pikantnych przypadków, bo te osoby szybko mogłyby zostać zidentyfikowane.

- Ujawnienie tych informacji w danych środowiskach byłoby jak wybuch bomby.
– Oczywiście. I w związku z tym musiałbym postąpić tak, jak proponuje w swoim projekcie LPR – miałbym pełnić rolę cenzora i dokumentów dotyczących sfery obyczajowej, intymnej nie ujawniać. Tylko czy ja jestem cenzorem?

- Jest pan. Ze świadomością, że za jakiś czas pański następca te wszystkie dokumenty będzie mógł po uważaniu ujawnić.
– Tak. Tym bardziej że nie są one tajne. Oczywiście, ujawniając je, ujawniający narażają się na procesy w związku z ochroną dóbr osobistych... Z drugiej strony, widziałem dokumenty sprawy operacyjnej rozpracowywania poprzez pomówienia i szykany warszawskich środowisk artystycznych i mediów. Są sprawozdania, w jaki sposób je szykanowano, tzn. ile ulotek rozrzucono na osiedlu, ile plotek rozpowszechniono, ile nękających telefonów wykonano. Halina Mikołajska podjęła w wyniku tych działań nieudaną próbę samobójstwa. Jest też np. taki oto opis: nasz funkcjonariusz w imieniu poradni wenerologicznej przyniósł żonie opozycjonisty wezwanie dla męża do poradni. Kiedy ta zapytała, dlaczego wzywają męża, usłyszała, że leczona w poradni kobieta wskazała go jako kontakt. Czy ja mam prawo udostępnić ten dokument? Przecież zaraz zaczną się domysły, o kogo chodzi. Trzeba pamiętać, że środowisko jest bardzo różne. Jedni przyjmą do wiadomości, że to paskudny szantaż, prześladowanie, drudzy stwierdzą, że coś musiało być na rzeczy, bo przecież nawet SB szukała prawdopodobnych haków.

- A w biznesie? Dziś niektórzy politycy mówią, że ludzie wykorzystujący swoje układy ze służbami porobili kariery w biznesie, już w III RP.
– Nie mogę mówić o szczegółach. Nie wykluczam jednak, że są informacje i dokumenty, które wskazują na pewne związki służb specjalnych PRL-u z biznesem współcześnie prowadzonym. Proszę też pamiętać, że w instytucie nie ma dokumentów, które dotyczą działań po roku 1990.

- Podoba się panu projekt LPR ujawnienia zawartości teczek?
– Zgadzam się generalnie z samą ideą. Mam jednak wątpliwości. Jedna z uwag zawiera się w sformułowaniu „złożoność każdego przypadku”. Ten projekt nie pozwala na ocenę złożoności każdego przypadku. Projekt LPR mówi o tym, że wszystkie nazwiska pracowników i współpracowników prezes IPN jest zobowiązany opublikować. Proszę pamiętać, że jeżeli będziemy ujawniać wszystkich współpracowników, to także obcokrajowców. W gruncie rzeczy w niektórych państwach ujawnienie ich to skazanie na śmierć. Ich oraz ich rodzin. A co z osobami, które były w SB, a teraz są w służbach specjalnych III RP? Przecież wszystkie informacje o nich i ich działalność do roku 1990 są w IPN.

- Zgodnie z projektem ustawy miałyby zostać ujawnione nazwiska funkcjonariuszy, pracowników, współpracowników (tajny współpracownik, kontakt operacyjny, służbowy, kandydat na tajnego współpracownika, kontakt obywatelski) oraz pracowników aparatu bezpieczeństwa.
– Musimy zdać sobie sprawę, z jakim zjawiskiem przyjdzie nam się ewentualnie zmierzyć. Samych tajnych współpracowników pod koniec lat 90. było ponad 90 tys. Werbowano ich jeszcze w 1990 r. A w całym PRL-u było minimum 200 tys. współpracowników.

- Część z osób umieszczonych na listach będzie się odwoływała do sądów. Znając tempo ich pracy, na niektóre orzeczenia przyjdzie nam czekać po kilkanaście lat.
– Nie popadajmy z jednej skrajności w drugą. Fali ujawniania teczek nie powstrzymamy, ale cały proces może przebiegać tak jak dotychczas. Z ewentualnym pogłębieniem procesu udostępniania.

- To pańska propozycja...
– Kandydujesz do parlamentu, sądów, prokuratury, chcesz być dziennikarzem, to musisz się zgodzić na ujawnienie zawartości swojej teczki. Z wyjątkiem informacji dotyczących sfery obyczajowej. To wykluczyłoby takie sytuacje jak ta z byłym wojewodą bydgoskim. Premier Jerzy Buzek powołał go na stanowisko wojewody, po czym znaleziono dokumenty. Polityk ten tłumaczył się w następujący sposób: prowadzący mnie oficer SB powiedział, że wszystkie dokumenty zostały zniszczone. Dzisiaj przyznaje już, że był tajnym współpracownikiem. Jest też wiele osób, które w ogóle nie miały świadomości, że zostały zarejestrowane. Czasem wystarczyły dwa pozornie niezobowiązujące spotkania, by zostać „kontaktem operacyjnym”. Trzeba też pamiętać, że w rejestrze nie ma wielu osób, które współpracowały ze służbami.

- Na przykład?
– To byli funkcjonariusze partyjni. A także opiekunowie zakładów pracy, którzy dostawali dokumenty poza wszelkim obiegiem, oraz funkcjonariusze aparatu rządowego. O ile dobrze pamiętam, od zastępcy dyrektora departamentu był obowiązek świadczenia usług na rzecz służb specjalnych PRL-u. Ci ludzie nie są zarejestrowani, ale znajdziemy ich w SOR-ach. Oni przekazywali służbom bardzo praktyczne informacje: kto z kim się spotyka, co robi. Warto też przytoczyć historię jednego z opozycjonistów, który pracował w Instytutu Badań Jądrowych. Początkowo został uznany przez nas za współpracownika służb. Ale kiedy się odwołał, przyjrzałem się bliżej jego materiałom i przyznałem mu status pokrzywdzonego. Opozycjonista ten podpisał bowiem standardowe zobowiązanie do informowania o każdej próbie nieuprawnionego dostępu do informacji tajnych. I tyle. Nie można więc przykładać do wszystkich jednej miary.

- Myśli pan o tym, jak będzie wyglądał krajobraz po teczkach?
– Będzie dużo bólu...

Rozmawiali: Tomasz Sygut i Robert Walenciak

:::

Prof. Leon Kieres, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, autor ponad 140 publikacji i licznych ekspertyz z zakresu prawa administracyjnego i prawa dministracyjnego gospodarczego. Należał do NSZZ „Solidarność” Dolny Śląsk. W 1997 r. został senatorem IV kadencji Senatu RP. 8 czerwca 2000 r. Sejm wybrał go na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.

Artykuł został opublikowany w Tygodniku Przegląd nr 3/2005 pod tytułem "Będzie dużo bólu"

sobota, 15 stycznia 2005

Czystki etniczne skuteczną metodą usuwania przyszłych źródeł konfliktów etnicznych

Maciej Giertych rozsyła swój darmowy biuletyn - "Opokę" - do wszystkich chętnych, w tym, jak powiada, "do wszystkich biskupów". Trudno nam co prawda uwierzyć, że wszyscy biskupi są "chętni," ale powtarzamy za autorem, który zachęca też czytelników do kserowania i handlowania biuletynem. Jak przykład dobrego działania podaje warszawską księgarnię wysyłkową "Bastion". Poniższy cytat jest przedrukiem z "Opoki" 30(51), czerwiec 1999.

"...Jeszcze słowo o czystkach etnicznych. Dzisiaj uważa się ‘czystki etniczne’ za największą zbrodnię.

Czystki etniczne wymyślili Anglicy po I wojnie światowej zmuszając Turków i Greków do masowych przesiedleń zgodnie z narzuconą przez ustalenia międzynarodowe granicę między Turcją i Grecją.

Chodziło o to by nie było Turków w Grecji, a Greków w Turcji. Równocześnie na terenach spornych polsko-niemieckich zarządzono plebiscyty. Nic one nie dały. Wykazały, że w miastach są Niemcy a po wsiach Polacy? Żadna linia graniczna nikogo nie mogła zadowolić. Pretensja o tą, którą ustalono, była jedną z przyczyn II wojny światowej. Tak więc po II wojnie światowej zarządzono i tu czystki etniczne. Tak samo na nowej granicy wschodniej Polski. Ci co przeżyli te przesiedlenia wspominają je boleśnie, ale dziś na granicy turecko-greckiej konfliktów nie ma. Czystki okazały się na dłuższą metę skuteczną metodą usuwania przyszłych źródeł konfliktów. Skoro Serbowie i Albańczycy walczą ze sobą od lat w Kosowie, czemu i tam nie zaproponować granicy kompromisowej i przemieszczeń ludności? Podobnie można by zrobić w Bośni i Hercegowinie. Nie tak dawno pod nadzorem NATO dokonano tego na Cyprze, rozdzielając ludność grecką i turecką.

Tymczasem z tematu ‘czystek’ czyni się zarzut o zbrodnię. Czemu? Czyżby chodziło o anulowanie czystek etnicznych dokonanych po II wojnie światowej, czyli o powrót Niemców do Czech i Polski? Tak by wynikało z niedawnej wypowiedzi Huberta Hupki (Nasz Dziennik 17.V.99) i premiera Bawarii Edmunda Stoibera (Gazeta Wyborcza 24.V.99) porównującej przesiedlenia Niemców po II wojnie światowej do czystek etnicznych w Kosowie..."


Linki zewnętrzne:

Dragan Kujundzic: Eichmann in Jerusalem, Milosevic in the Hague: Civility, Sovereignty, Justice

Peter Maass: Remember Sarajevo

Zones of Separation: The Struggle for Multi-ethnic Bosnia A documentary photography/text exhibit on the war in Bosnia and the people who have lived through four years of ethnic cleansing and siege.

sobota, 1 stycznia 2005

Podarunek dnia

Masz 24 godziny na ściągnięcie i zainstalowanie komercyjnego programu lub gry z darmową, pełną licencją. Promocja trwa tylko dobę, poźniej musisz płacić. Program lub gra muszą być nie tylko ściągnięte, lecz również zainstalowane w ciągu 24 godzin od daty publikacji. Oferta zmienia się codziennie, dzisiaj proponujemy:

Eng.: This commercial software will be available for download for 24 hours and that software will be absolutely free. That means - not a trial, not a limited version - but a registered and legal version. On condition that you will install it within 24 hours. The offer changes everyday. Today you can get for free:




Subskrypcje


Autorzy



Józef Dajczgewand
Furl
http://rss.furl.net/member/terran.rss

Irena Lasota
http://feeds.feedburner.com/IrenaLasota

Michał Moszkowicz
http://feeds.feedburner.com/MichalMoszkowicz

Józef Pinior
http://feeds.feedburner.com/JozefPinior

Bronisław Świderski
http://feeds.feedburner.com/BronislawSwiderski

Bogumiła Tyszkiewicz
Furl
http://rss.furl.net/member/boguty.rss

Prawa autorskie: przyjazne używanie publikacji Planety Terra


Ta witryna używa licencji Creative Commons, która pozwala na korzystanie z publikacji "Planety Terra" dla celów niekomercyjnych pod warunkiem spełnienia określonych wymogów. Oznacza to, że masz pełne prawo kopiować i rozpowszechniać tutejsze materiały, albo włączać je do własnych projektów, ale wyłącznie do celów niekomercyjnych i z powołaniem się na źródło, tj. z linkiem wstecznym do materiału źródłowego na Planecie Terra. Innymi słowy, aby korzystać z publikacji "Planety Terra", musisz spełnić 3 warunki:

1. Powołanie się. Musisz wyraźnie przypisać daną publikację "Planecie Terra" i podać link wsteczny do materiału źródłowego.

2. Niekomercyjność. Nie możesz używać tutejszych prac do celów komercyjnych bez wyraźnej zgody ze strony "Planety Terra"

3. Kontynuacja. Jeśli użyjesz naszych publikacji do swoich projektów, zechcesz je rozpowszechniać pojedynczo lub jako część własnej publikacji, to możesz to uczynić, ale wyłącznie pod warunkiem zastosowania takiej samej licencji, jak niniejsza.

Pełen tekst tej licencji Creative Commons znajduje się tutaj.

W przypadku wątpliwości możesz skorzystać z naszych adresów kontaktowych.

Czytelnia

.






Obrazki



















CNN.com |
MSNBC |
ABC News |
BBC UK News

O nas

Współgospodarzami tego bloga są Józef Dajczgewand- legenda Marca 68 oraz Bogumiła Tyszkiewicz, onegdaj uczestniczka Pomarańczowej Alternatywy. Pisujemy wspólnie nie tylko tutaj. Klikając na jedno z nas na liście autorów trafisz na nasze teksty. Możesz też zobaczyć osobne strony założycieli Planety Terry klikając na Józefa Dajczgewanda lub Bogumiłę Tyszkiewicz. W miarę upływu czasu blog zmierza ku witrynie wielu autorów. Klikając w menu na rss/autorzy możesz zobaczyć naszych stałych współpracowników oraz subskrybować rss bloga każdego ze stałych autorów z osobna. Pełna lista wszystkich autorów wraz z wyszukiwarką ich tekstów jest dostępna w menu bloga (po prawej stronie).


Jeśli chcesz publikować u nas swoje teksty na stałe lub dorywczo, napisz na jeden z adresów email:
boguty@gmail.com, jdatsh@gmail.com

Józef Dajczgewand

Film "Komandos ze Sztokholmu":

















Kontakt: jdatsh@gmail.com

Galeria
:


Ostatnio zanotowałem sobie w InFormacji:


Archiwum sieciowe

Bazę tekstów z wyszukiwarką pełnotekstową znajdziesz klikając tutaj. Poniżej -- lista z ostatnich paru miesięcy. Przetrzymując dłużej myszkę nad tekstem wyświetlisz początek notki o tekście. Klikając na tytuł obejrzysz materiał, klikając na znak # przejdziesz na notkę o stronie. Jeśli oryginału strony już w sieci nie ma, klikasz na #, wchodzisz na notkę, a tam klikasz na linka "My copy".


Bogumiła Tyszkiewicz



Kontakt: boguty@gmail.com



Archiwum Sieciowe


Bazę tekstów z wyszukiwarką pełnotekstową znajdziesz klikając tutaj. Poniżej -- lista z ostatnich trzech miesięcy. Przetrzymując dłużej myszkę nad tekstem wyświetlisz początek notki o tekście. Klikając na tytuł obejrzysz materiał, klikając na znak # przejdziesz na notkę o stronie. Jeśli oryginału strony już w sieci nie ma, klikasz na #, wchodzisz na notkę, a tam klikasz na linka "My copy".