sobota, 31 marca 2007

Smutni nowobogaccy a Jerzy Urban.

Ulice Wrocławia lat 1980tych pustoszały z powodu konferencji prasowych Jerzego Urbana. Wystąpienia rzecznika rządu ściągały tłumy ludzi do malutkiego mieszkania Jacka Suchorowskiego, nieżyjącego już dzisiaj szefa podziemnej komisji zakładowej "Solidarności" Hutmenu. Pomarańczowa Alternatywa, PPS, Solidarność, Samorządy Pracownicze i niezrzeszeni, zasiadali przed telewizorem, palili papierosy i słuchali, grupowo wyjąc do księżyca z bezradnej wściekłości. "Słyszałeś? Widziałeś? Co za ch... je...y!" Na emigracji podobnie, tyle, że owe seanse grupowej psychoterapii nie odbywały się w ściśle określonej porze, ale po każdej informacji, która się przebiła w lokalnych mediach. I ktoby przypuścił, że w Polsce rozpoczynającej przygodę z dwudziestym pierwszym stuleciem emigrant i wrocławianka udadzą się z prywatną wizytą do domu Urbana, a potem uznają, że było przyjemnie?


Nie pisalibyśmy tak plotkarskiego tekstu, gdyby nie felieton Urbana w w 11 numerze tygodnika "Nie" pod tytułem "Lękomania". Otóż Monika Olejnik w wywiadzie opublikowanym w "Dzienniku" z 3-4 marca tak odpowiedziała na pytanie, czy czegoś żałuje, co zrobiła jako dziennikarka:

"Tego, że wsiadłam do samochodu Urbana. Chyba w 1991 roku, z okazji 13 grudnia, zaprosiłam do studia Urbana i Michnika. Po rozmowie Urban zaproponował, że mnie podrzuci do Sejmu, i zgodziłam się, była strasznie mroźna zima. Wychodziliśmy z radia, a tam kamery telewizyjne, bo Piotr Semka i Jacek Kurski robili „Reflex”. No nic, wsiadłam do samochodu Urbana i pojechaliśmy, a Michnik uciekł. Dopiero potem wskoczył do samochodu Urbana, co zarejestrowały kamery. Przy okazji chciałam zdementować, że nie jechałam na żadne imieniny ani urodziny Aleksandra Kwaśniewskiego, tylko do pracy, i ostrzegam, że jeżeli ktoś jeszcze raz powtórzy tę plotkę, to podam go do sądu."

Powtórzyliśmy. Co prawda, wykorzystując jej własne słowa, ale jednak.

Sądami wygraża również druga osoba, którą Urban usiłował podwieźć swoim autem, Adam Michnik. Ostatnio przez swojego radcę prawnego ostrzegł redaktora naczelnego "Dziennika" Roberta Krasowskiego, że zażąda wysokiego zadośćuczynienia, jeśli ten nie przeprosi za słowa: "Michnik poświęcił jedną trzecią życia na obronę byłych ubeków". Otóż znając datę urodzin Michnika, łatwo obliczyć, że faktycznie wychodzi jedna trzecia. Licząc życie polityczne, nawet więcej: od 1966 (dosyć umownie, ale przypuśćmy, że to ten rok) do 2007 minęło 41 lat. Od 1989 do 2007 - 18. Łatwo sprawdzić, że 18 lat to 43,9% życiorysu politycznego, i że za trzy lata Michnikowi się plusy z minusami wyrównają. Czy to w jakiś sposób przekreśla zasługi Michnika dla rozwoju polskiej demokracji? Nie. Powoduje tylko, że etykieta "były opozycjonista" pasuje jedynie do fragmentu jego życiorysu.

Igor Janke napisał w "Rzeczpospolitej" z 19 marca świetny komentarz "Metoda Michnika a wolność słowa". Rzeczywiście, co by się działo, gdyby Kaczyńscy pozywali do sądu wszystkich, oskarżających ich o faszyzm czy metody gomułkowskie? Ale chyba nie o wolność słowa tu chodzi. Ostatecznie, można się nie przestraszyć, nie zapłacić po przegranym procesie i pójść siedzieć, udzieliwszy po drodze paru wywiadów. W tym sensie, wolność słowa zagrożona nie jest. Jest za to - chyba - buta nowobogackich beneficjentów transformacji ustrojowej, którzy mają świadomość, że biedniejszych od siebie zawsze można pokonać za pomocą pieniędzy, bo mniej zamożny przegrywa z bogatym nawet wtedy, gdyby się przed sądem wybronił: procesy kosztują. Ale ustrój demokratyczny tym się różni od totalitarnego, że w systemie totalitarnym opinia publiczna nie istniała; wystarczyło zniszczyć człowieka, a dany pogląd przestawał funkcjonować. Tu i teraz nowobogacki może doprowadzić do bankructwa jednego człowieka, a równocześnie przegrać opinię publiczną.

Życiorys Urbana, dokładnie na takiej samej zasadzie jak życiorys Michnika, jest doskonałą ilustracją tezy, że ocen systemu nie można przenosić na ludzi. Totalitaryzm jest straszny, straszny, straszny! Radykalna, jednoznacznie negatywna opinia o ówczesnym systemie nie da się dosłownie przenieść na człowieka, gdyż człowiek miewa różne okresy w swoim życiu: Urban był nie tylko rzecznikiem Jaruzelskiego. Bywał również opozycjonistą, który ze względu na zakaz publikacji żył z pisania pod pseudonimami, i to długo. Plotkarze twierdzą, że trafił na indeks zaraz po dojściu Gomułki do władzy, za tekst o zwariowanym lekarzu z Krakowa, chorującym na antyalkoholizm w postaci skrajnej. Nie jesteśmy w stanie policzyć Urbanowi lat równie dokładnie jak Michnikowi, ale to się da zrobić. Ma w swoim życiorysie okres opozycyjny, okres reżimowy i okres, który sam nazywa "oportunistycznym", a który Monika Olejnik, w odniesieniu do jej własnego życiorysu, kwituje zakłopotaniem, że w latach 1980tych bawiła się swoim zawodem radiowca, zamiast działać w opozycji. Gdyby więc przełożyć fazy życia na kolory, to okazałoby się, że paleta Urbana ma jasne barwy, których w palecie Olejnik zupełnie zabrakło.

Wywiad Olejnik, równie dobrze jak procesy Michnika, wydaje nam się egzemplifikacją smutnego ekshibicjonizmu antyelit, którym wydaje się, że są salonem demokracji. Jej odpowiedź na pytanie czego żałuje, co zrobiła jako dziennikarka, jest horrendalna z punktu widzenia nie tylko dziennikarstwa, ale w ogóle norm kultury osobistej. Dziennikarze jeżdżą na wojny, spotykają się z każdym, wsiadają wszędzie gdzie się da, byleby się czegoś dowiedzieć. Jazda samochodem Urbana aż takiego bohaterstwa nie wymaga... Skoro twierdzi, że żałuje, to znaczy że żałuje, ale na pewno nie o dziennikarstwo tu chodzi, tylko tą samą barwę z palety jej życiorysu, która kazała jej w latach 80tych bawić się zawodem radiowca. A w sumie byłoby jej łatwiej w latach 1980tych niż 1950tych, bo w późniejszych czasach już mniej pamiętano o terrorze z okresu instalacji systemu, nie mówiąc o tym, że ruch liczący sobie 10milionów jest trudniej przeoczyć, niż jednostkowe wystąpienia z lat 1950-tych.

Plotkując dalej, nowobogaccy mają swoje obyczaje. Pewien nowobogacki, którego z litości nie wymienimy, ale także z byłej opozycji, tak się ucieszył z posiadanego majątku, że kazał sobie podzelować swoje trampki zelówkami ze złota. Wrocławianka widziała te zelówki na własne oczy. Chadzał w tych trampkach również na imprezy, na które człowiek kulturalny zakłada innego rodzaju obuwie, zakładał nogę na nogę i kiwał stopą, żeby było widać, czym podkuta. W telewizji i prasie od siedemnastu lat kwitną programy dla nowobogackich, o nowobogackich i przez nowobogackich, nawet w taśmach Oleksego jest fragment o programie Kwaśniewskiej uczącej naród jeść bezy i jej wspólnych z mężem niemieszkalnych, ale bardzo drogich 400 metrach powierzchni lokalowej. Oto telewizja odwiedza państwa Z., a ci, zarumienieni ze szczęścia, mówią: "patrzcie na nasze ludwiki, hebany i marmury, na podpis pod rachunkem najdroższego dekoratora". Spod gór złota ludzi już kompletnie nie widać.

Prawdziwa elegancja jest dyskretna i wygodna. To jest odkrycie XIX-wiecznych salonów niemieckiego mieszczaństwa, które narzuciło ten styl później całej Europie. Mieszanina arystokracji, burżuazji i artystów gromadziła się w salonach organizowanych przez dobrze wykształcone kobiety, które starały się, aby nic nie przeszkadzało przyjemności płynącej ze spotkań bardzo zróżnicowanych środowisk. Bogatego stać na przyodziewek szyty u bardzo drogiego krawca, ale stosowna metka salonu krawieckiego jest pod spodem, a nie na klapie marynarki. Złota może być stalówka bardzo drogiego pióra, a nie kilogramowy sztabek przyozdabiający krawat. Salonowe meble są być może bardzo drogie, ale ustawione tak, by gościom było wygodnie, i by goście z salonowego wieczoru wynieśli pamięć o sympatycznych gospodarzach i ciekawych rozmówcach, a nie z skrzętnie zanotowaną kwotą, jaką gospodarze wypisali na czeku, by ten salon urządzić. Tymczasem chodząc po Warszawie człowiek ma wrażenie, że jest zadeptywany przez stangretów, którzy właśnie świętują sukces odniesiony w kradzieży sreber z szuflady swego pana i tych, którzy chcą ów sukces powtórzyć.

No więc, pojechaliśmy do Jerzego Urbana na obiad jego autem, bo mieliśmy na to ochotę, i już. Przyjechał po nas osobiście. Nie znamy się na samochodach, było białe i przestronne. Po trawniku przed posesją kicał mały, wesoły piesek, a w środku łaził wyluzowany kot. Urbanowie mieszkają właśnie po prostu wygodnie. To, co nazywają "pawilonem", nam, osobom o zupełnie innym statusie materialnym, wydaje się wielką, przeszkloną budowlą. Na ścianach wisiały jakieś obrazy, wnętrza wypełniały jakieś meble, trochę sobie obejrzeliśmy, żeby mieć orientację gdzie jest łazienka, a gdzie kuchnia, ale całość jest urządzona tak, że człowiek nawet nie pamięta koloru obicia fotela, na jakim siedział. Ich dom pełni swoją podstawową funkcję, jest niemal niedostrzegalnym przedłużeniem osób gospodarzy.

Dostaliśmy na tych fotelach koniaku - wszyscy popijali bardzo ostrożnie, była fascynująca rozmowa o polityce i sztuce, a potem obiad przy stole. W pewnym momencie Urban pokazał jedno z krzeseł mówiąc, "a tu właśnie siedział Jaruzelski, który odwiedził nas przed wami." Posadzili nas na innych krzesłach, co wspominamy z wdzięcznością, bo byśmy się czuli nieswojo. Potem był jeszcze jeden koniak w fotelach, gdzie przyłapaliśmy Urbanów na sympatycznym obyczaju, że się łapią za ręce, kiedy mówiliśmy coś, co widocznie musiało być przedmiotem ich wcześniejszych rozmów. A potem kierowca odwiózł nas do domu z brzuchami wypełnionymi dobrym jedzeniem i głowami przyjemnie wypełnionymi inspiracjami, jakie powstają zawsze w wyniku rozmów z inteligentnymi ludźmi o odmiennym punkcie widzenia.

Ano, czemu o tym piszemy? Pod wpływem impulsu spowodowanego przez internautów komentujących ostatnie wystąpienie Urbana w telewizji "Polsat." Pewien desperat napisał tak:

"W latach 80-tych, gdybym dorwał Urbana, to bym go bez wahania przerobił na durszlak. Miałem czym, bo już sie z jaruzelskiego raju urwałem do USA i skorzystałem z dobrodziejstw tutejszej Konstytucji, która pozwala obywatelom na zakup środków umożliwiających przerabianie Urbanów na durszlaki. W tamtym czasie NIGDY PRZENIGDY (podkr. autora) się nie spodziewałem, że głos Urbana w wolnej juz Polsce będzie przez wielu, nawet bardzo wielu, odbierany jako głos rozsądku. Byłem przekonany, ze Urban bedzie wegetował gdzies na samym dnie - jeśli w życiu poblicznym, to w kloace tego życia. Tymczasem... Na tle tego motłochu, który dziś nazywa siebie "politykami", Urban błyszczy jak gwiazda pierwszej wielkości. Oto, czego sie dorobiliśmy! Rządy ciemniaków jak za Gomuły... Rządy gnojków dziś... Kontrast między Urbanem i tymi gnojkami jest przerażający."

Urban jest przeciwnikiem politycznym Kaczyńskich. Ale nie o Kaczyńskich pisze internauta, kiedy mówi o "rządach ciemniaków jak za Gomuły", a przynajmniej nie tylko o PiS. Odwiedziliśmy Urbana w jego domu. W tamtych czasach to byłoby niemożliwe, bo byliśmy wrogami. Ani my byśmy chcieli, ani on by zapraszał. Ale teraz jest demokracja. W systemie demokratycznym nie ma wrogów, są tylko przeciwnicy, dziennikarz się wstydzi, kiedy nie wsiada do samochodu, w którym by mógł się przy okazji podwożenia czegoś dowiedzieć, a nie odwrotnie. Polityka, dyplomacja, a nawet publicystyka polityczna powodują, że trzeba się spotykać i rozmawiać, a nie uciekać z samochodów. Więcej nawet, dyplomata czy publicysta jest tym lepszy, z im większą liczbą ludzi potrafi się wymieniać na poglądy.

Życiorysy są niezaraźliwe. Poglądy również, pod warunkiem, że wiesz, dlaczego je masz. Wymiana wzbogaca wszystkich. Drogi czytelniku, jeśli Urban ci zaproponuje podwiezienie, wsiadaj bez namysłu i grzecznie słuchaj, bo może się czegoś dowiesz od inteligentnego człowieka, co wzbogaci ciebie samego i twoje poglądy. Jeśli nie, to i tak masz profit, bo cię ktoś podwiózł. A jeśli cię zaproszą na obiad, to skwapliwie skorzystaj, bo zupa serowa u Urbanów to rozkosze niebios. I porozmawiaj. A przede wszystkim nie wsiadaj chyłkiem do samochodów, do których byś nie wsiadł publicznie.

środa, 28 marca 2007

Konstytucja Wolnej Polski

Bez żadnego komentarza własnego opublikowaliśmy wczoraj trzy historyczne dokumenty; ala_k_b komentuje jeden z nich: "Adolf Hilter podzielił kiedyś Warszawę na część aryjską i niearyjską i tak już zostało..." Właśnie. Tyle, że nie tylko Hitler, i nie tylko Warszawę. Zadziwiająca symbioza ideologiczna obu totalitaryzmów, jaka się dokonała w moczaryźmie, doprowadziła do tego, że Polska stała się niemal Juden-frei: wolnym od Żydów barakiem w sowieckim łagrze.

Czystkom antysemickim w 1968 towarzyszyła publikacja spolonizowanych "Protokołów Mędrców Syjonu" przez łódzkie UB oraz antysemickich plakatów skopiowanych z Sturmera. Nie można tej publikacji nazwać "tłumaczeniem", gdyż tekst wydania polskiego różni się od niemieckiego - został dostosowany do ówczesnych warunków polskich i uzupełniony o treści przydatne do szerzenia ideologii czystek.

Moczaryzm wygrał w 1968 nie tylko praktycznie, dzieląc ludzi na getta polskie i żydowskie, ale także ideologicznie. Od 1968 do końca PRL moczarowcy zdobywali coraz szersze pole władzy w aparacie i państwie, a swój szczyt zasięgu i wpływów moczaryzm osiągnął dopiero w latach 1980-tych - wraz z objęciem stanowiska pierwszego sekretarza przez Wojciecha Jaruzelskiego. Jaruzelski - sowiecki agent ps. "Wolski" i jego - być może - oficer prowadzący Czesław Kiszczak, to nierozłączna para, która rozpoczęła czystki etniczne już w 1967 roku.

Mitologia moczaryzmu przyjęła się w społeczeństwie. Z różnych względów. Na uniwersytetach zadbali o to docenci marcowi. Kto by chciał uchodzić za donosiciela zdobywającego etat i tytuł naukowy za pomocą donosów i czystek? Czyż nie lepiej znaleźć uzasadnienie moralne, że popieranie gomułkizmu było wyborem mniejszego zła? Aparatu, który jest "bardziej polski", a więc lepiej pilnujący naszych, narodowych interesów?

Ale z dzisiejszej wiedzy wynika coś innego. Wymiana jednej ekipy sowieckich agentów na inną ekipę sowieckich agentów - za wiedzą, zgodą i zdalnym sterowaniem z Moskwy, nie ma nic wspólnego z interesami polskimi, za to wiele - z sowieckimi. Sowieci musieli w tym widzieć jakąś swoją korzyść. Po drugie, opracowany przez moczarowców system nagród za donosy i lojalki miał katastrofalny wpływ na jakość nauczania i pedagogiki w szkołach i uniwersytetach. Cała Polska widziała, jak bardzo się opłaca donosić, prześladować ludzi wskazanych przez aparat. Nie mówiło się o tym, ale "się" wiedziało...

Po trzecie, marcowi docenci to dzisiejsza profesura. Oczywiście nie cała, i oczywiście nie wszyscy marcowi docenci zdobywali kolejne stopnie naukowe i katedry za gorliwą lojalność i posłuszeństwo w wykonywaniu dyrektyw PZPR - ale tacy też byli. Dlatego jakość polskiej nauki musiała się obniżyć, musiało również dojść do swoistej wymiany pokoleń, kiedy profesor marcowy zatrudniał asystenta na obraz i podobieństwo swoje. Być może dlatego, choć minęło tyle lat od Okrągłego Stołu, do dzisiaj nie są znane listy marcowych docentur, nie tylko imienne, ale nawet ilościowe. Gdzieś, ktoś, zawsze do takich informacji docierał, ale przy całej gadaninie o dekomunizacji, lustracji, ten temat wygląda dalej być obwarowany tabu, nawet w IV RP. Choć być może, dzięki lustracji na uniwersytetach, jednak bariera milczenia pęknie?

Te trzy dokumenty historyczne, opublikowane wczoraj, też nie istnieją w dzisiejszym życiu publicznym w takim wymiarze, jak powinny. Gdyby je uzupełnić o dokumenty z ostatniego kongresu Bundu, stanowiłyby komplet będący fundamentem politycznym większości osób, którzy tu piszą. Bund, żydowska partia współpracująca z PPS, wolała się rozwiązać, niż wejść w skład PZPR. I to jest właśnie odwrotność moczarowskiego mitu "żydokomuny". W Bundzie było trochę osób, które się później znalazły w PZPR czy aparacie bezpieczeństwa, ale ilościowo było ich zbyt mało, by na Bundzie wymusić ruch na zjednoczenie z PPR, do jakiego doszło w PPS. Bund zapłacił za to bardzo wysoką cenę, nie tylko tym, że sowieci tropili "skrzywienie bundowskie" aż do lat 1970tych, ale też najwyższymi ofiarami z życia.

Nie ma nic złego w tym, że sobie głośno powiemy, że agenci, sowieci, instalatorzy i beneficjenci systemu totalitarnego istnieli we wszystkich grupach etnicznych zamieszkujących powojenną Polskę. Nie tylko w polskiej, żydowskiej, ale też ukraińskiej, białoruskiej, niemieckiej... Ale co oni nas właściwie obchodzą? To nie powinno być częścią pamięci demokratycznej; powinno być częścią lekcji o totalitaryzmie. Kurtyna milczenia powoduje, że jesteśmy, współczesne pokolenie, zawieszeni w próżni, jakbyśmy stali się społeczeństwem dopiero w 1989 roku. A to nieprawda.

Podniesienie kurtyny milczenia będzie miało jeszcze jeden skutek, da impuls życia wszystkim mniejszościom etnicznym. Na przykład Niemcy, którzy zostali po wojnie na terenie Polski, byli w większości ludźmi niewinnymi, a nawet więcej, tak bardzo nie chcieli Hitlera, że woleli poczekać na Stalina. Zapłacili za to bardzo okrutną cenę, która powoduje, że do dzisiaj mamy dwóch posłów niemieckich w parlamencie, ale sprawiają oni wrażenie, że się boją wykraczać poza pewien obywatelski standard i nie wykorzystują własnej pozycji tak, jakby mogli, by stać się głosem Polski wielokulturowej i wieloetnicznej.

Opublikowaliśmy również Testament Polski Podziemnej oraz Program Demokracji Polskiej Rady Jedności Narodowej, oba dokumenty napisane przez ostatniego Delegata Rządu na Kraj, Jerzego Brauna. Braun, mesjanistyczny katolik, zapłacił za to torturami w stalinowskim więzieniu, gdzie stracił wszystkie zęby i jedno oko. "Decyzja rozwiązania się Rady nie oznacza duchowej kapitulacji Narodu. Cele, które postawiły sobie stronnictwa Polski Walczącej są nadal niezmienione. Wyrażamy głębokie przekonanie, że stronnictwa Polski Walczącej są nadal niezmienione. Wyrażamy głębokie przekonanie, że stronnictwa te nie ustaną w walce, aż zrealizowany zostanie ich wspólny postulat pełnej suwerenności Polski i ich dążenie do rzeczywistej demokracji w państwie polskim i w stosunkach międzynarodowych." - taki testament zostawiła nam Rada Jedności Narodowej w krótkim okresie zamętu, kiedy jeden system totalitarny przejmował kontrolę po drugim systemie totalitarnym.

Te dokumenty, sporządzone przez Żydów i polskich katolików w najbardziej dramatycznym dla Polski okresie XX wieku, są w naszym rozumieniu czymś takim, jak deklaracja Abrahama Lincolna dla Amerykanów. Naszym wspólnym fundamentem politycznym, z zupełnie innej planety, niż ten okropny, gettoidalny świat Polski okaleczonej przez Hitlera i Moczara. Szczególnie Program Demokracji Polskiej - naszym zdaniem taka powinna być preambuła do polskiej Konstytucji. Teraz, i za sto lat.

To jeszcze raz, oto co uchwalili wolni ludzie wolnej Polski, którzy nie poddali się żadnemu z totalitaryzmów:

Program demokracji polskiej.

W swej walce ze stronnictwami polskimi, reprezentującymi olbrzymią większość narodu, propaganda sowiecka szermuje wciąż hasłem demokracji, zarzucając reakcyjność wszystkim Polakom, stojącym na gruncie prawdziwej niezależności. Uważamy tedy za konieczne sprecyzowanie wyraźnie, jak pojmujemy demokrację, wszystko bowiem wskazuje na to, że pomiędzy pojęciem demokracji w Europie Wschodniej, a naszym istnieje zasadnicza rozbieżność.

Według narodu polskiego:

* Demokracja to pozostawienie najszerszym warstwom narodu swobody wyboru ustroju społeczno-politycznego oraz światopoglądów, z którego on wypływa.

* Demokracja to wolność, określona trafnie w Karcie Atlantyckiej jako wolność od strachu i od głodu, wolność osobista, wolność słowa i przekonań.

* Demokracja to równe prawa dla wszystkich grup politycznych, czy to zachowawczych czy radykalno-postępowych, o ile nie nadużywają one swobody zrzeszania się dla szerzenia anarchii, czy też narzucania innym swych poglądów siłą.

* Demokracja to rządy większości, wyłonionych w drodze swobodnych wyborów, odbywających się przez powszechne 5-przymiotnikowe głosowanie.

* Demokracja to rząd prawa, czyli praworządność, obowiązująca zarówno rządzących jak rządzonych, a zabezpieczająca tak wolność obywatelską, jak autorytet władzy.

* Demokracja to sprawiedliwość oparta na zbiorowym poczuciu słuszności, przyznającym każdej jednostce, warstwie pracującej i narodowi prawo do warunków życia zapewniających im nie tylko materialną egzystencję, ale i wszechstronny rozwój ich możliwości twórczych.

* Demokracja to system zbiorowego bezpieczeństwa, w którym wszystkie państwa wyrzekają się użycia siły i zobowiązują się podporządkować decyzjom międzynarodowych organów, wypływających z obiektywnych norm prawa międzynarodowego.

* Demokracja to uznanie i zabezpieczenie równych praw mniejszych i większych narodów, aby ukrócić raz na zawsze dążenie mocarstw do hegemonii nad innymi narodami i do podziału świata na strefy wpływów.

Rada Jedności Narodowej dnia 1 lipca 1945 r.

wtorek, 27 marca 2007

Odezwy Żydowskiej Organizacji Bojowej

"My nie chcemy ratować życia. Żaden z nas żywy z tego nie wyjdzie. My chcemy ratować ludzką godność " - powiedział żołnierz ŻOB Arie Wilner- ps."Jurek" podczas spotkania z Henrykiem Wolińskim - "Wacławem", szefem referatu żydowskiego w Komendzie Głównej Armii Krajowej.



Odezwa Żydowskiej Organizacji Bojowej z 23 kwietnia 1943 rozlepiona na murach po "aryjskiej" stronie miasta.



Polacy, Obywatele, Żołnierze Wolności


Wśród huku armat, z których armia niemiecka wali do naszych domów, do mieszkań, naszych matek, dzieci i żon.

Wśród turkotu karabinów maszynowych, które zdobywamy w walce na tchórzliwych żandarmach i S.S.-owcach.

Wśród dymu pożarów i kurzu krwi mordowanego ghetta Warszawy - my - więźniowie ghetta - ślemy Wam bratnie, serdeczne pozdrowienia.

Wiemy, że w serdecznym bólu i łzach współczucia, że z podziwem i trwogą o wynik tej walki przyglądacie się wojnie, jaką od wielu dni toczymy z okrutnym okupantem.

Lecz wiedzcie take, że każdy próg ghetta jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą; że może wszyscy zginiemy w walce, lecz nie poddamy się; że dyszymy jak i Wy żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga.

Toczy się walka o Waszą i naszą Wolność.

O Wasz i nasz - ludzki, społeczny, narodowy - honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka.

Niech żyje braterstwo broni i krwi Walczcej Polski!

Niech żyje Wolność!

Śmierć katom i oprawcom!

Niech żyje walka na śmierć i życie z okupantem!

ŻYDOWSKA ORGANIZACJA BOJOWA
Warszawa, ghetto 23 kwietnia 1943.


Image Hosted by ImageShack.us

Odezwa Żydowskiej Organizacji Bojowej z 3 sierpnia 1944
opublikowana dnia 11 sierpnia 1944 w dzienniku PPS "Warszawianka"

Do obrońców Warszawskiego Ghetta! Do pozostałych przy życiu Żydów!

Od trzech dni lud Warszawy prowadzi walkę orężną z okupantem niemieckim. Bój ten jest i naszym bojem. Po upływie roku od pełnego chwały oporu w ghettach i obozach "pracy", od obrony zycia i godności naszej, stoimy dziś wespół z całym Narodem polskim w walce o wolność. Setki młodzieży żydowskiej i bojowników ŻOB (Żydowskiej Organizacji Bojowej) stoją ramię w ramię ze swoimi polskimi towarzyszami na barykadach. Walczącym nasze bojowe pozdrowienie. Wzywamy wszystkich pozostałych jeszcze przy życiu bojowców ŻOB oraz całą zdolną do walki młodzież żydowską do kontynuowania oporu i walki, od której nikomu nie wolno stać z dala. Wstępujcie do szeregów powstańczych. Przez bój do zwycięstwa, do Polski wolnej, niepodległej, silnej i sprawiedliwej.

Program demokracji polskiej.

Poniższy tekst jet fragmentem deklaracji "Rada Jedności Narodowej do Narodu Polskiego i do Narodów Zjednoczonych" - manifestu opublikowanego przez Radę Jedności Narodowej 1 lipca 1945 wraz z decyzją o samorozwiązaniu: "Na sesji w dniu 1 lipca br. (1945) wszystkie stronnictwa demokratyczne Polski Podziemnej reprezentowane w Radzie Jedności Narodowej, powzięły jednomyślnie uchwałę rozwiązania Rady i podania tego faktu do wiadomości kraju i zagranicy. ... Decyzja rozwiązania się Rady nie oznacza duchowej kapitulacji Narodu. Cele, które postawiły sobie stronnictwa Polski Walczącej są nadal niezmienione. Wyrażamy głębokie przekonanie, że stronnictwa Polski Walczącej są nadal niezmienione. Wyrażamy głębokie przekonanie, że stronnictwa te nie ustaną w walce, aż zrealizowany zostanie ich wspólny postulat pełnej suwerenności Polski i ich dążenie do rzeczywistej demokracji w państwie polskim i w stosunkach międzynarodowych."

Cele wojenne Polski i program Polski Walczącej.

Gdy w burzy wrześniowej rozpadł się w Polsce gmach sanacyjnego systemu, rządzonego przez szereg lat wbrew woli narodu, wszystkie stronnictwa demokratyczne, będące w opozycji przeciwko temu systemowi wyłoniły Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na emigracji, który jeszcze za życia śp. gen. Sikorskiego ogłosił następujące cele wojenne narodu Polskiego:

1. Walka z Niemcami aż do ostatecznego ich rozgromienia.
2. Odbudowa niezależności i suwerenności Polski oraz jej integralności terytorialnej.
3. Urzeczywistnienie w Polsce po wojnie pełnej demokracji społecznej i politycznej w miejsce zbankrutowanego systemu sanacyjnego.
4. Zabezpieczenie suwerenności i rozwoju Polski oraz innych, mniejszych narodów, żyjących między potęgami Wschodu i Zachodu przez dobrowolny związek demokratyczny równouprawnionych narodów Europy Środkowej.
5. Pokojowe współżycie z Rosją i porozumienie z nią dla wspólnego zabezpieczenia przed przyszłą agresją niemiecką.
6. Pełna demokracja międzynarodowa, czyli światowa organizacja pokoju, oparta na porozumieniu wszystkich państw, demokratycznych i równoprawnych narodów.

Na tej platformie wszystkie wielkie stronnictwa demokratyczne Polski Podziemnej (Stronnictwo Ludowe, Polska Partia Socjalistyczna, Stronnictwo Narodowe i Stronnictwo Pracy) zblokowały się z sobą w tzw. czwórporozumieniu, wyłaniając w oparciu o nie Rząd Krajowy, będący przedłużeniem i odpowiednikiem Rządu Polskiego w Londynie. Krajowa Reprezentacja Polityczna rozszerzyła ten blok stronnictw na inne grupy polityczne (Zjednoczenie Demokratyczne, Chłopska Organizacja Wolności, "Racławice" i "Ojczyzna") tworząc wespół z nimi Radę Jedności Narodowej, stanowiące polityczne poparcie dla Pełnomocnika Rządu i Krajowej Rady Ministrów oraz dla Armii Krajowej (AK).

W deklaracji Krajowej Reprezentacji Politycznej z dnia 15 lipca 1943 roku sformułowany został program Polski Walczącej, którego naczelne postulaty to:

1. Odzyskanie pełnej niezależności i suwerenności.
2. Swobody demokratyczne.
3. Reforma rolna.
4. Poprawa bytu mas pracujących i udział ich w rządach.
5. Samorząd terytorialny, gospodarczy i kulturalny.
6. Odzyskanie ziem na zachodzie.
7. Nienaruszalność granicy wschodniej.
8. Związek narodów Europy Środkowej.
9. Sojusz z demokracjami Zachodu i dobre stosunki z ZSRR.
10. Prawdziwa demokracja międzynarodowa.


Program demokracji polskiej.

W swej walce ze stronnictwami polskimi, reprezentującymi olbrzymią większość narodu, propaganda sowiecka szermuje wciąż hasłem demokracji, zarzucając reakcyjność wszystkim Polakom, stojącym na gruncie prawdziwej niezależności. Uważamy tedy za konieczne sprecyzowanie wyraźnie, jak pojmujemy demokrację, wszystko bowiem wskazuje na to, że pomiędzy pojęciem demokracji w Europie Wschodniej, a naszym istnieje zasadnicza rozbieżność. Według narodu polskiego:

* Demokracja to pozostawienie najszerszym warstwom narodu swobody wyboru ustroju społeczno-politycznego oraz światopoglądów, z którego on wypływa.

* Demokracja to wolność, określona trafnie w Karcie Atlantyckiej jako wolność od strachu i od głodu, wolność osobista, wolność słowa i przekonań.

* Demokracja to równe prawa dla wszystkich grup politycznych, czy to zachowawczych czy radykalno-postępowych, o ile nie nadużywają one swobody zrzeszania się dla szerzenia anarchii, czy też narzucania innym swych poglądów siłą.

* Demokracja to rządy większości, wyłonionych w drodze swobodnych wyborów, odbywających się przez powszechne 5-przymiotnikowe głosowanie.

* Demokracja to rząd prawa, czyli praworządność, obowiązująca zarówno rządzących jak rządzonych, a zabezpieczająca tak wolność obywatelską, jak autorytet władzy.

* Demokracja to sprawiedliwość oparta na zbiorowym poczuciu słuszności, przyznającym każdej jednostce, warstwie pracującej i narodowi prawo do warunków życia zapewniających im nie tylko materialną egzystencję, ale i wszechstronny rozwój ich możliwości twórczych.

* Demokracja to system zbiorowego bezpieczeństwa, w którym wszystkie państwa wyrzekają się użycia siły i zobowiązują się podporządkować decyzjom międzynarodowych organów, wypływających z obiektywnych norm prawa międzynarodowego.

* Demokracja to uznanie i zabezpieczenie równych praw mniejszych i większych narodów, aby ukrócić raz na zawsze dążenie mocarstw do hegemonii nad innymi narodami i do podziału świata na strefy wpływów.

Rada Jedności Narodowej dnia 1 lipca 1945 r.

Testament Polski Walczącej

Testament Polski Walczącej - odezwa programowa do narodu polskiego, jaką opublikowała 1 lipca 1945 roku Rada Jedności Narodowej w związku z bezprawnym, jej zdaniem, przejmowaniem władzy w Polsce przez zawiązane pod patronatem ZSRR władze komunistyczne. Autorem tekstu był ostatni Delegat Rządu na Kraj, poeta i filozof, Jerzy Braun.

Bezpośrednią przyczyną odezwy było powołanie przez komunistów 28 czerwca 1945 Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej.W efekcie 1 lipca 1945 RJN rozwiązała się w Krakowie i wydała Manifest do Narodu Polskiego i Narodów Zjednoczonych, w którego ostatniej części sformułowała właśnie Testament Polski Walczącej.

Składają się nań następujące postulaty:

1. Opuszczenie terytorium Polski przez wojska sowieckie oraz przez rosyjską policję polityczną.

2. Zaprzestanie prześladowań politycznych, którego dowodem będzie:

a) zwolnienie skazanych i uwięzionych w procesie moskiewskim,

b) amnestia dla więźniów politycznych oraz dla wszystkich żołnierzy AK i dla tak zw. „oddziałów leśnych”,

c) powrót Polaków wywiezionych w głąb Rosji i likwidacja obozów koncentracyjnych przypominających smutnej pamięci metody totalizmu niemieckiego,

d) zniesienie systemu politycznego, znajdującego wyraz w istnieniu tak zw. Min. Bezpieczeństwa.

3. Zjednoczenie i uniezależnienie Armii Polskiej przez:

a) spolszczenie korpusu oficerskiego w armii gen. Rola- Żymierskiego,

b) honorowy powrót z bronią wojsk polskich z zagranicy,

c) połączenie w jedną całość i na równych prawach armii z zagranicy oraz b. Armii Krajowej z armią gen. Żymierskiego.

4. Zaprzestanie dewastacji gospodarczej kraju przez władze okupacyjne.

5. Dopuszczenie wszystkich polskich stronnictw demokratycznych do udziału w wyborach pięcioprzymiotnikowych.

6. Zapewnienie niezależności polskiej polityki zagranicznej.

7. Stworzenie pełnego samorządu terytorialnego, społeczno- gospodarczego i kulturalno-oświatowego.

8. Uspołecznienie własności wielkokapitalistycznej i zorganizowanie sprawiedliwego podziału dochodu społecznego.

9. Zapewnienie masom pracujących współkierownictwa i kontroli nad całą gospodarką narodową oraz warunków materialnych zabezpieczających byt rodzinie i osobisty rozwój kulturalny.

10. Swoboda walki dla klasy robotniczej o jej prawa w ramach nieskrępowanego ruchu zawodowego.

11. Sprawiedliwe przeprowadzenie reformy rolnej i kontrola narodu nad akcją osiedleńczą na odzyskanych Ziemiach Zachodnich i w Prusach Wschodnich.

12. Oparcie powszechnego, demokratycznego nauczania i wychowania na zasadach moralnych i duchowych dorobku cywilizacji zachodniej i naszego kraju.

Zapewniając walkę o ten program na jawnej arenie politycznej, stronnictwa demokratyczne Rady Jedności Narodowej wyrażają nadzieję, że Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej dążyć będzie do demokratyzacji Polski i do przekreślenia różnic i sporów dzielących dotąd różne odłamy społeczeństwa polskiego.

Dopóki dążenie to nie przejawi się w czynach, nie będzie mogło nastąpić trwałe odprężenie w stosunkach wewnętrznych a wielu ludzi Polski Podziemnej będzie musiało się nadal ukrywać, bez żadnych wrogich zamiarów wobec Rządu lecz wyłącznie z obawy o swe życie.

Ze swej strony Polska Walcząca stwierdza, że nie dąży do sprowokowania wojny między demokracjami Zachodu a Związkiem Radzieckim, na której – jak głosi prasa rządowa – „londyńczycy opierali swe rachuby polityczne”.

Nowa wojna zadałaby tak straszne rany narodowi polskiemu, że pragnieniem wszystkich jest porozumienie polsko-rosyjskie oraz między Anglią, Ameryką i Rosją na drodze pokojowej. Jeżeli to porozumienie ma być trwałe, nie wystarczy przywrócenie zaufania w stosunkach Polski z Rosją. Naród polski jest członkiem wielkiej rodziny narodów środkowo-europejskich, a w szczególności zachodnio-słowiańskich, z którymi związany jest przez swe położenie geopolityczne i przeszłość historyczną i pragnie wejść z nimi w najściślejszą wspólnotę polityczną, gospodarczą i kulturalną.

Wyrażamy nadzieję, że osiągnięcie porozumienia z Rosją na tych zasadach jest możliwe i że ono jedynie zlikwiduje po wieczne czasy nieprzyjaźń polsko-rosyjską, mającą swe źródło w polityce reakcyjnego caratu, zastępując ją wzajemnym szacunkiem, zaufaniem i przyjaźnią dla dobra obu narodów, Europy i całej demokratycznej ludzkości.

Rada Jedności Narodowej
1 lipca 1945

sobota, 24 marca 2007

Deklaracja lustracyjna

My, niżej podpisani, świadomi odpowiedzialności za złożenie niezgodnego z prawdą oświadczenia, po zapoznaniu się z treścią ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów (Dz. U. Nr 218, poz. 1592, z późn. zm.), oświadczamy, że nie pracowaliśmy, nie pełniliśmy służby ani nie byliśmy świadomymi i tajnymi współpracownikami organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu art. 2 i 3a powołanej ustawy.

  • Józef Dajczgewand
  • Piotr Malawski
  • Józef Pinior
  • Bogumiła Tyszkiewicz

Od red: W związku z wymogami ustawy z dnia 18 października 2006 osoby decydujące się na stałą współpracę z Planetą Terra zobowiązane są złożyć deklarację lustracyjną o powyższej treści lub o czasie i charakterze takiej współpracy, o ile miała ona miejsce. Publikacje jednorazowe, polemiki, interwencje oraz powiadomienia o wydarzeniach nie wymagają spełnienia takiego obowiązku. W przypadku byłych współpracowników publikacji podlega jedynie, że takowa miała miejsce, pozostałe informacje nie zostaną opublikowane. O przyjęciu lub odrzuceniu tekstu lub propozycji stałej współpracy decyduje jakość tekstów, a nie fakt współpracy.