niedziela, 6 lipca 2008

Józef Pinior – Strategia centrolewicy

Jednym z najważniejszych dokumentów intelektualnych ubiegłego stulecia pozostaje „Hołd dla Katalonii” George'a Orwella. Ta skromna książka opisuje politykę w skrajnej sytuacji egzystencjalnej, ostatnie miesiące republiki, gorzkiej wolności Katalonii ogarniętej wojną domową, wciśniętej w wielki, dwudziestowieczny konflikt pomiędzy faszyzmem obozu nacjonalistycznego a zestalinizowanymi instytucjami rewolucyjnej Hiszpanii.

Ofiarą tamtej sytuacji staje się przede wszystkim lewica – mająca przeciwko sobie gestapo i NKWD. Polityka dwudziestowieczna to walka socjalistów o fizyczne i duchowe przetrwanie, w obozach, w podziemiu, na emigracji, bez własnych partii politycznych, uczelni, środków finansowych; na marginesie wydarzeń. Represje dotykają zawsze partie socjaldemokratyczne, ale często także samych komunistów. Isaac Deutscher w słynnym eseju mówi o tragedii Komunistycznej Partii Polski, rozwiązanej przez Komintern w 1938 r. Partii, której prawie wszyscy działacze Komitetu Centralnego giną w stalinowskich procesach w latach trzydziestych w Związku Sowieckim. W przejmujący sposób o doświadczeniu lewicowej inteligencji mówi Aleksander Wat w wywiadzie- rzece z Czesławem Miloszem „Mój wiek”. Lewica w całej Europie mierzy się z narodowymi dyktaturami, z faszyzmem i ze stalinizmem. Polska Partia Socjalistyczna w 1948 r. zostaje wchłonięta przez partię stalinowską, a jej członkowie stają przed dramatycznym wyborem emigracji, wewnętrznego wygnania lub działalnością w strukturach komunistycznych. Nie ma dobrego wyboru. Emigracja po II wojnie światowej oznacza w Europie Środkowo – Wschodniej utratę wpływu na los własnego kraju na 50 lat.

* * *


Doświadczenie lewicy jest przede wszystkim doświadczeniem demokracji. Takie pozostaje przesłanie Orwella; pomiędzy jednym totalitaryzmem a drugim lewica wybiera demokrację liberalną. Druga polowa XX wieku oznacza wielkie polityczne zwycięstwo Międzynarodówki Socjalistycznej. W 1968 Praska Wiosna dokonuje ostatecznego przełomu w ewolucji wielu partii komunistycznych w kierunku demokratycznego socjalizmu, kładzie podwaliny pod „eurokomunizm”, jeden z najciekawszych nurtów politycznych ostatnich trzydziestu lat. Walka o demokrację staje się wspólnym celem opozycji w Europie Środkowo – Wschodniej oraz lewicy socjalistycznej na Zachodzie. Demokratyzacja w Portugalii, Hiszpanii, Grecji przynosi odrodzenie partii socjaldemokratycznych w Europie Południowej, towarzyszy wraz z procesem helsińskim powstaniu w Polsce Komitetu Obrony Robotników oraz Karty 77 w Czechosłowacji. Upadek ostatnich narodowych dyktatur w Europie w latach siedemdziesiątych, bunt „Solidarności” w 1980 r., wreszcie rewolucja demokratyczna w krajach bloku wschodniego w 19989 r. Otwiera drogę do uformowania rozszerzonej Wspólnoty Europejskiej, do Europy opartej na trwałym pokoju, demokracji i sprawiedliwości.

Zwycięstwo nad faszyzmem w II wojnie światowej przyniosło Europie Zachodniej odbudowę rynku kapitalistycznego z zabezpieczeniami socjalnymi i pracowniczymi. Liberalizm po wojnie został zakorzeniony w społeczeństwach europejskich przez instytucje państwa dobrobytu. Zarowno partie chrześcijańsko demokratyczne, jak socjaldemokratyczne, były połączone w kształtowaniu społecznej gospodarki rynkowej. Polityka europejska zrealizowała to, co się nie udało na początku XX stulecia: zjednoczenie Europy w oparciu o kapitalistyczny rynek, rządy prawa, instytucje liberalne, prawa pracownicze i socjalne. Demokratyzacja w Europie Południowej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych odwzorowywała generalnie ten model rozwoju. Jednak demokratyzacja w Europie Środkowo - Wschodniej odbyła się w innej sytuacji historycznej, w warunkach nowego etapu globalizacji, w którym miejsce keynsizmu zajął paradygmat neoliberalny, twardego rynku i polityki monetarnej. Liberalizm w swoim głównym nurcie nie odwolywał się już do idei państwa dobrobytu. „Terapi szokowej” towarzyszą często nieuczciwa prywatyzacja, poczucie zubożenia i poniżenia wielu setek tysięcy ludzi, szczególnie w Polsce. Partie lewicowe nie są w stanie wyartykułować polityki rozwojowej, która łączyłaby doświadczenia „trzeciej drogi” Billa Clintona i Tony Blaira z inną sytuacją społeczno – gospodarczą tej części kontynentu. Głosy niezadowolonych przejmują różnej maści partie prawicowe i populisttyczne.

* * *


W odróżnieniu od Europy Południowej, większość partii lewicowych w Europie Środkowowschodniej nie ma za sobą etosu działalności opozycyjnej przeciwko dyktaturze, co stanowi główny argument w krucjacie antylewicowej konserwatywnej prawicy. We wszystkich krajach tej części Europy, poza Republiką Czeską, partie lewicowe stanowią przekształcone w socjaldemokracje partie wywodzące się z partii rządzących w reżimach autorytarnych. W Czechach istnieje jednak silna partia komunistyczna. Na Węgrzech rządząca socjaldemokracja zmaga się z potężną opozycją konserwatywnego Fidesz-u i wydaje się pozostawać w defensywie politycznej od sierpnia 2006 r., kiedy ujawniono nagrania, w których premier Gyurcsany przyznał, że partia okłamywała społeczeństwo, aby wygrać wybory. Na Słowacji populistyczno – lewicowa SMER premiera Roberta Fico utworzyła rząd z dwiema radykalnymi partiami prawicowymi. Doprowadziło to do zawieszenia SMER w Partii Europejskich Socjalistów w latach 2006 – 2008. SMER ma w niej status partii aplikującej o członkostwo.

Najtrudniejsza sytuacja dla lewicy ukształtowała się jednak w Polsce. Kryzys lewicy w perspektywie historycznej wynika przede wszystkim ze złamania ruchu robotniczego w stanie wojennym, jak i masowych, negatywnych efektów „terapii szokowej” na początku lat dziewięćdziesiątych. Zarówno wybory parlamentarne i prezydenckie w 2005 r., jak i wybory parlamentarne w 2007 r., tworzą scenę polityczną konfliktu pomiędzy dwoma wielkimi blokami politycznymi, liberalno – konserwatywnym (PO) oraz ultrakonserwatywno- nacjonalistyczno- populistycznym (Prawo i Sprawiedliwość), i marginalizują lewicę w okolicach 10 proc. Wyniku wyborczego. Polska polityka staje się przez to wyjątkowa na tle europejskim. Strategia odbudowy lewicy, wejścia do głównego nurtu polityki polskiej, musi uwzględniać doświadczenie demokratyczne oraz liberalizm społeczny lewicy europejskiej.

* * *


Co to oznacza w obecnych warunkach politycznych? Po pierwsze, ponad piętnastoletnie dzieje polskiej demokracji wskazują, że niemożliwa jest masowa, zakorzeniona w społeczeństwie formacja lewicowa bez odwołania się do tradycji KOR-u i „Solidarności”. W najbliższych latach w Polsce nie będzie lewicy, jeśli nie będzie posiadała jako fundamentu ideowego 21 Postulatów Gdańskich i programu Samorządnej Rzeczpospolitej” z I Zjazdu NSZZ „Solidarność” w 19981 r. Lewica pozwoliła odebrać sobie historię, doprowadziła do zatracenia własnej tożsamości ideowej. Przeciwstawienie się konserwatywnej krucjacie prawicy, przywrócenie pamięci historycznej społeczeństwa tradycji PPS, rad robotniczych z okresu destalinizacji, tradycji liberalnych oraz chrześcijańsko- demokratycznych inteligencji w okresie PRL jest najważniejszym zadaniem chwili.

Po drugie, lewica w Polsce musi się stać liberalno – społeczna. To oznacza nakreślenie programu odbudowy polskiej odmiany państwa dobrobytu, opartego na planach rozwoju infrastruktury, edukacji, systemu opieki zdrowotnej i mieszkalnictwa. Przekuć na polskie warunki europejski model społecznej gospodarki rynkowej, doprowadzić do sojuszy politycznych ze związkami zawodowymi w tej sferze.

Po trzecie, lewica musi pamiętać, że specyfika polityki polskiej polega między innymi na tym, że jedna z głównych sił politycznych, Prawo i Sprawiedliwość, jest formacją eurosceptyczną, a w niektórych nurtach antyeuropejską. Polityka europejska, obrona rządów prawa, wolności osobistych, reguł polityki liberalnej przeciwko polityce nacjonalistycznej i fundamentalistycznej będzie głównym obszarem polityki w najbliższych latach. Sojusz środowisk socjaldemokratycznych ze środowiskami liberalno – demokratycznymi pozostaje kluczem do skutecznej polityki europejskiej w Polsce.

---

Józef Pinior – Eurodeputowany Grupy Socjalistycznej w PE, członek Komisji Rozwoju, Komisji Spraw Zagranicznych, Podkomisji Praw Człowieka, Absolwent prawa UWr., Podyplomowego Studium Etyczno- Religioznawczego UWr. I Szkoły Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Stypendysta New School University w Nowym Jorku. Wykładowca Akademii Ekonomicznej i Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania we Wrocławiu. Założyciel i jeden z przewodniczących regionu Dolny Śląsk NSZZ „Solidarność” (1980-1989); więzień sumienia Amnesty International w 1984 oraz w 1988.

8 komentarzy:

  1. Wspaniała. wyważona wypowiedź. A jednak nie jest tak źle, jak pisały wszystkie media po śmierci Geremka, że wraz z nim klasa polityczna straciła ostatniego polityka który jest zdolny do politycznego dyskursu.

    OdpowiedzUsuń
  2. A co z prywatyzacją szpitali? Przecież to granda. PO kłamie że ludzie nie będą płacić, tylko dodaje, że to zależy od wysokości kontraktów z NFZ. Jakie kontrakty szpitale zawierają z NFZ to widać po ich długach. To obciąży kieszeń pacjenta, a przychody wpłyną do prywatnych kieszeni. Poza tym PO kłamie jeszcze w jednej sprawie, że to nie prywatycacja tylko komercjalizacja. Jak to nie? Przekażą szpitale samorządom, a te po roku mają prawo sprzedawać udziały. Za bardzo niskie kwoty, bo to przecież jedno wielkie bankructwo. Wszystko się odbędzie za rządów PO, a ci ponoć uczciwi samorządowcy to też PO. Sawicka powiedziała 100 proc prawdy, że się szykuje kręcenie lodów. Pewnie będzie miała okazję żeby te lody pokręcić na handlu placami po zlikwidowanych ZOZach.

    OdpowiedzUsuń
  3. bankrutujący_szpital19 lipca 2008 14:24

    Ja mieszkam w tzw "Polsce B". To się już odbywa. Szpitale bankrutują nie z własnej winy. Wielu Polaków nie będzie stać na dojazd do szpitala. To też jest koszt leczenia, tylko nikt tego nie zwraca. A pracownicy tych szpitali stracą pracę i pójdą na bezrobocie, bo gdzie znajdą pracę? U ogrodnika na robotach sezonowych? O wyjeździe nie ma mowy. Jak ktoś przez całe życie zbierał na małe mieszkanie to nie wyjedzie do dużego miasta i nie będzie zaczynać od zera, bo ceny mieszkań w dużych miastach są wyższe i znowu nie będzie stać. Ta reforma to rozpacz i strach dla wielu ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Antoni Gosztyński24 lipca 2008 16:33

    Popieram Pana. Jest Pan jedynym politykiem na Lewicy, który nigdy nie zdradził. Żałuję że nie mogę na Pana głosować, bo jestem z innego okręgu. Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam Pana ze stanu wojennego. Wszyscy byliśmy wtedy młodsi... Z przyjemnością przeczytałam cały Esej . Nie znam śię na polityce ale myślę że to dobrze że jeszcze są ludzie, co się nie zmieniają na gorsze. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też pamiętam Pana z tamtych czasów. Ciekawe czy Pan skojarzy moje inicjały Nazywam się M.L. i jestem z Lublina. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Pamiętam Pana ze stanu wojennego. Wszyscy byliśmy wtedy młodsi..."

    cóż za przemyslany i inteligentny komentarz :D ja tam za stanu wojennego mialem tyle samo lat co dzis !!! o !

    OdpowiedzUsuń
  8. Sierpem i młotem czerwoną hołotę. Obyście nigdy nie powstali socjaluchy jedne!!!

    OdpowiedzUsuń