Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwaśniewski Aleksander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwaśniewski Aleksander. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2008

Obywatel Bronisław Góra

Zamiast wstępu: ważna i pilna prośba do dziennikarzy GW bywających na Salonie, żeby jednak jakoś skoordynować te wszystkie akcje związane z zwrotem obywatelstwa. Chodzi o to, że 1 marca GW opublikowała "List otwarty: Ci, którzy utracili obywatelstwo polskie w marcu '68, powinni je odzyskać" autorstwa Marii Janion. Podpisy są co prawda zbierane od 23 stycznia, a lista zebranych podpisów dosyć długa, ale przecież sygnatariusze w imię celu zawartego w tym tytule by się bez wahania zgodzili na drobne poprawki, które poprawiłyby skuteczność apelu. Chodzi mianowicie o adresata. Z notatki opublikowanej tego samego dnia przez GW pt. "MSWiA o obywatelstwie "marcowych emigrantów" wynika, że to MSWiA oraz jego wojewodowie odmawiają zwrotu obywatelstwa, a jego szef, Grzegorz Schetyna, przecież nie jest prezydentem tylko ministrem. Oczywiście z góry dziękujemy za wsparcie i dalsze wywieranie presji na opornych urzędników.

***

Co nam zostało po Marcu? Można powiedzieć, idylla, jakiej nigdy nie było. W 40 rocznicę Marca68 wszyscy się starają, wszystkim się otwierają usta i rozwiązują języki, i raptem nikomu już tak dramatycznie nie przeszkadza, że mogą istnieć nie tylko różne opowieści marcowe, ale także różne ich interpretacje oraz rozmaite wyciągane wnioski. Ta sytuacja najlepiej świadczy, jak bardzo Polska 2008 roku się różni od Polski z roku 1968. Ale sielankę stara się zepsuć Grzegorz Schetyna, szef MSWiA.

Gazeta Wyborcza z 1 marca informuje, że Lech Kaczyński chciałby, aby w 40 rocznicę Marca68 w Pałacu Prezydenckim uroczyście zostały wręczone akty potwierdzające polskie obywatelstwo tym osobom, które zwróciły się o to do wojewody. Przeciwne jest właśnie MSWiA i wojewodowie - twierdzą, że marcowi emigranci obywatelstwo utracili, mimo, że 4 października 2005 roku Naczelny Sąd Administracyjny postanowił inaczej. Rzeczniczka Grzegorza Schetyny Wioletta Paprocka oświadczyła, że „"resort zastanawia się nad rozwiązaniem tego problemu", a "stanowisko MSWIA w sprawie obywatelstwa osób, które wyemigrowały po Marcu, zostanie przedstawione w przyszłym tygodniu" - czyli po rocznicy.

Orzeczenie NSA z 2005 roku powiada, że tajna uchwała Rady Państwa z 1958 r. nie mogła być podstawą utraty obywatelstwa. Potrzebne było do tego indywidualne zezwolenie na jego zmianę wydane dla konkretnej osoby. Takich jednak Rada Państwa nie udzielała. Tym samym ci, którzy wyemigrowali po Marcu, nigdy nie utracili polskiego obywatelstwa i mają pełne prawo domagać się dowodu osobistego i numeru PESEL.

Miarą tego, jak się Polska zmieniła, jest to, że miast kiwać głową nad poziomem faszyzmu i antysemityzmu panoszących się w Platformie Obywatelskiej, wolimy pokiwać nad poziomem międzypartyjnego pieniactwa, które się przyczynia do tego, że obywatele nie mogą załatwić w urzędzie swoich spraw, a także nad miarą biurokratycznego chaosu, który spowodował, że resort nie mógł się zastanowić i przedstawić stanowiska przed rocznicą, której daty nikt przed nimi nie ukrywał.

Bronislaw Gora
Bronisław Góra

W Rzeczpospolitej z 18 października 2005 pojawiło się zdjęcie człowieka, który ten wyrok NSA wywalczył, i które tu publikujemy ponownie. Barouch Nathan Yagil, w Polsce Bronisław Góra, wyjechał z Polski w 1968 r., mieszka obecnie w Nofim w Izraelu. Ma czwórkę dzieci: syna i trzy córki, oraz trzy wnuczki. O potwierdzenie posiadania polskiego obywatelstwa wystąpił jeszcze w 1993 r. do Kancelarii Prezydenta RP, stamtąd go odesłano do Ambasady Polskiej w Tel Awiwie, a tam mu z kolei wręczono ankietę, która raczej miała potwierdzać, że obywatelstwa nie posiada, i dopiero stara się o jego nadanie. Wojna o dowód osobisty zajęła mu 12 lat.

Inny emigrant z identycznym problemem, który nie zgodził się podać swego nazwiska do wiadomości publicznej, powiedział dziennikarzowi Rzeczpospolitej „Dwa razy, i do prezydenta Wałęsy, i do prezydenta Kwaśniewskiego, zwracałem się o przywrócenie obywatelstwa. Za każdym razem otrzymywałem z kancelarii odpowiedź, że nie ma takiego trybu, mogę się tylko ubiegać o nadanie nowego. Ale na to się nie zgadzałem - mówi. - Teraz się zastanowię, czy wystąpić o potwierdzenie jego posiadania i do czego mi ono potrzebne.”

Czemu ludzie tak walczą o potwierdzenie obywatelstwa, a nie nadawanie nowego?

Bronisław Góra jest izraelskim biznesmenem. Nie ma żadnego interesu materialnego w Polsce, bo ani majątku tu nie zostawił, ani nie potrzebuje Polski do bezcłowego handlu z Unią, bo i tak w ten sposób handluje z Izraela. „Wyrok potwierdzający, że nigdy nie utraciłem polskiego obywatelstwa, daje mi ogromną satysfakcję. Jestem szczęśliwy. Czuję się i jestem i Polakiem, i Izraelczykiem” - powiedział dziennikarzowi. Zaplanował sobie otworzyć w Polsce drugie biuro swojej firmy i mieszkać trochę tu, trochę tam. Ale nie każdy marcowy emigrant chce do Polski wracać, i nie wszyscy się jeszcze czują także Polakami, choćby dlatego, że przez 40 lat można nieźle wrosnąć w nowe miejsca, nowe społeczeństwa i nowe rodziny.

Niemniej kwestia obywatelstwa obchodzi nawet tych, których przestała obchodzić Polska.

Celem nie jest samo posiadanie obywatelstwa, lecz także odzyskanie prawa wyboru, czy je się chce posiadać, czy nie. W 1968 roku to prawo wyboru zostało im odebrane. W roku 2008, gdyby ta uroczystość z wręczaniem dokumentów się odbyła, część emigrantów cieszyłaby się tak, jak Bronisław Góra, część wzruszała ramionami i po uzyskaniu polskiego paszportu wrzucała go do szuflady, a części by się w ogóle nie chciało zwracać o żadne potwierdzenia. Jednak każda z tych reakcji i postaw byłaby potwierdzeniem, że się ma prawo do bycia wolnym człowiekiem o wolnej woli, i że inni tą wolność i wolę respektują.

Możnaby tą historię skwitować, że wstydem i hańbą jest to, iż do dziś w Polsce urzędy powołują się na tajne prawo PRL czy zastanawiają się, czy je mogą przestać respektować. Ale jest jeszcze lepsza puenta. Być może po tygodniowym namyśle Grzegorz Schetyna wyda decyzję korzystną dla emigrantów, a może nie. Bronisław Góra wyjechał w 1968 na takim samym dokumencie podróży, jak i pozostali emigranci. Skoro MSWiA oraz wojewodowie uważają, że emigranci nie mają żadnego tytułu do ubiegania się o potwierdzenie obywatelstwa, to Bronisław Góra jest bezprawnym posiadaczem polskiego paszportu i w konsekwencji przyjdzie mu tak ciężko wywalczony paszport oddać. I tak, już po raz drugi w życiu, Bronisław Góra może zostać Barouchem Nathanem Yagilem...

mirror na Salonie24


Dopisek:
Szkoda, że wszyscy ludzie dobrej woli, biegający do GW z swoimi apelami, podpisujący się i zbierający podpisy, nie poczytali innych tekstów publikowanych w tej gazecie, np. Ewy Siedleckiej lub nie skonsultowali się z emigrantami. Emigranci nie są stadem i nie byliby zachwyceni siłowym, stadnym wciskaniem im obywatelstwa, tak samo, jak nie byli zachwyceni siłowym, stadnym odbieraniem. Każdy człowiek ma prawo do indywidualnych decyzji. I w takim kierunku poszły orzeczenia sądowe. Nie można też apelować do urzędującego prezydenta, żeby obywatelstwo nadawał/oddawał obywatelom, którzy już je mają. Siedlecka dosyć jasno opisała w tekście Prawna Kwadratura Marca , z ktorego wynika, że emigrantom nie sa potrzebne żadne podniosłe apele o tolerancję, tylko prosty jak drut papier z pieczątką, którego wydania wojewodowie oraz ich zwierzchnik Grzegorz Schetyna odmówili nie tylko obywatelom, ale nawet urzędującemu prezydentowi RP, świadomie przy tym łamiąc prawo oraz niemniej świadomie czyniąc świństwo ludziom, którzy niekiedy z daleka przyjechali z nadzieją, że w taką rocznicę i z prezydenckim poparciem to już na pewno ten papier dostaną. Zamiast papieru z pieczątką koledzy Schetyny złożyli do laski marszałkowskiej projekt uchwały upamiętniającej "tragiczne skutki" Marca 68. I przy tej wiadomości to człowiek już się zaczyna śmiać :)

Józef Dajczgewand
Bogumiła Tyszkiewicz

wtorek, 26 czerwca 2007

Interes narodowy

Józef Dajczgewand, Bogumiła Tyszkiewicz

Ratunkiem na przedwakacyjną nudę wiejącą ze sceny politycznej są blogi polityków. "Ryszard Czarnecki jako polityk, który niezmiennie reprezentuje polską rację stanu" - ta reklama strony eurodeputowanego pojawia się na pierwszym miejscu wyników Google po wrzuceniu hasła "Ryszard Czarnecki". Ale w rozmaitych partiach i rotacyjnych światopoglądach, dodałby każdy, kto czytał "Alfabet Chrzanowskiego" publikowany w dodatku "Plus Minus" do "Rzeczpospolitej" z 2-3 czerwca 2007.

Ów mąż stanu, aktualnie z Samoobrony, napisał w swoim blogu płomienny akt oskarżenia przeciwko Piniorowi. Do działania go zmotywowało to, że Pinior odmówił mu podpisania listu protestacyjnego do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa - Gerta Pöetteringa w sprawie zapowiedzi jego udziału w kongresie Związku Ziomkostw w RFN. No to zapytaliśmy Piniora, dlaczego nie podpisał.

-Pöettering to chadek - odpowiedział Pinior - A czy ja biegam do chadeków żeby się podpisywali pod listami socjalistów!? Ziomkostwa są jedną z platform niemieckiej chadecji już od czasów Adenauera, są też matecznikiem Pöetteringa, bo był w brzuchu matki, kiedy na jej oczach sowieci zastrzelili jej męża w trakcie ucieczki z Ziem Zachodnich. Mielibyśmy powód do protestów jako delegacja narodowa, gdyby na zjeździe ziomków Pöettering kwestionował granicę czy miał jakieś rewizjonistyczne wystąpienia, ale bardzo w taką możliwość wątpię. Na tej samej zasadzie politycy lewicy mogliby mieć do mnie pretensje, że uczestniczę w zjazdach Solidarności, bo to nie lewicowy związek. A to był, jest i będzie mój matecznik. Poza tym, co ma dzisiaj Czarnecki wspólnego z chadecją?

Kapitał nie ma ojczyzny - twierdził Karol Marks. Także w tym wypadku głęboko się mylił. Kapitał wciąż ma narodowość. Najprościej mówiąc, interes narodowy to po prostu żywotne interesy państwa i obywateli ułożone hierarchicznie, według przyjętego systemu wartości. Dyskusja o polskim interesie narodowym zaogniła się bardzo przy okazji pierwiastka, ale niekoniecznie wyklarowała. Racją naszych negocjatorów było, że zawsze lepiej jest mieć więcej głosów niż mniej, i tu im gorąco kibicowaliśmy, ale rację ma również Pinior, kiedy mówi, że milion naszych obywateli z najnowszej emigracji uzyska równe prawa dopiero wraz z konstytucją, więc uchwalenie konstytucji jest w naszym interesie, a odwlekanie jest dla nas niekorzystne. Sądząc po tekście w blogu, Czarnecki sądzi, że obrona Kwaśniewskiego i Siwca przed oskarżeniami o zgodę na ośrodki tortur CIA jest w naszym interesie narodowym, a naszym zdaniem jest to interes tylko Kwaśniewskiego i Siwca. Mamy też wątpliwość, czy wojna z homoseksualistami to nasz interes narodowy, czy też interes elektoralny LPR, oraz, ewentualnie, męża stanu Czarneckiego. Jest też dyskusja wszczęta przez Igra Janke, o granicach krytyki własnego rządu.

Jaki by nie był, interes narodowy nie będzie broniony dobrze, jeśli nie będzie co do niego narodowego consensusu, a to oznacza consensus prawicy z lewicą co do podstawowych wartości. Czy w ogóle go idzie zdefiniować, w sytuacji permanentnej wojny o mity? Bardzo jesteśmy ciekawi głosów prawicy, ale nie tej z "Samoobrony".

Mirror: http://autostopem.salon24.pl/20767,index.html

sobota, 16 czerwca 2007

Lewicowa racja stanu (tortury).

Józef Dajczgewand, Bogumiła Tyszkiewicz

Charles-Maurice de Talleyrand, reprezentant Francji na kongresie wiedeńskim, ostentacyjny wiarołomca, malwersant i łapówkarz oraz symbol politycznego cwaniactwa w obiegowej opinii Francuzów, powiedział kiedyś, że bagnetami można dokonać wszystkiego — nie można jednak na nich siedzieć. Polska lewica udowadnia właśnie, że jest od Talleyranda bardziej wyćwiczona i może, nawet na narzędziach tortur.

Dick Marty z Rady Europy wymienia z nazwiska w swoim raporcie czterech Polaków, jako tych, co wiedzieli i wyrazili zgodę na tajne więzienie CIA w Szymanach, w którym prawdopodobnie torturowano więźniów: byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marka Siwca, byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, byłego ministra obrony Jerzego Szmajdzińskiego i byłego szefa WSI Marka Dukaczewskiego. Ale to ci dwaj pierwsi wywołują największą burzę.

Dzięki taktyce "Siwiec albo śmierć" deputowanych z SLD Marek Siwiec jest dziś wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego z ramienia Europejskich Socjalistów (PES), przyczyną kuluarowych kłótni między eurodeputowanymi o to, kto się zgodził na taką kompromitację lewicy europejskiej, oraz powodem niemal jawnej uciechy chadeków z upokorzenia lewicy.

W Polsce istnieje już sporo interesujących inicjatyw lewicowych, np. "Krytyka Polityczna" wydała ostatnio "Przewodnik polskiej lewicy". Ale środowisko Sierakowskiego, jak i podobne środowiska, nie ma żadnego wpływu na scenę polityczną. Zresztą, zdaniem eurodeputowanego Józefa Piniora, lewicy parlamentarnej w Polsce w ogóle nie ma. Możnaby się z nim zgodzić. Jej miejsce zajmuje na scenie politycznej LiD i kolejny Polak z raportu Marty'ego - Aleksander Kwaśniewski, z jego żelazną gwardią z rady programowej, czyli, kto wie, może przyszłościowy premier oraz jego ministrowie, o ile uzyskają dobry wynik w wyborach i wejdą w sojusz z PO.

Przy okazji ujawniania szokujących zdjęć z tortur w Abu Gharib okazało się, że fotografie były znane amerykańskim kongresmanom już w 2004 roku, ale wtedy zapadła decyzja o ich utajnieniu. Nie wiemy, jaki jest rzeczywisty stan prac związanych z raportem. Na przykład, czy Marty podawałby do wiadomości publicznej dane wywiadu, gdyby się nimi posługiwał? Wiemy za to, że Dick Marty jest sędzią, i to szwajcarskim sędzią, z ogromnym dorobkiem oraz honorowymi nagrodami, w tym amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości. Jego obecny raport jest drugim, ale niekoniecznie ostatnim. Sędziowie na ogół wiedzą co robią, wymieniając ludzi z nazwiska, a sędziowie szwajcarscy słyną z ostrożności i umiaru.

Komentując wojnę o pierwiastkowy system liczenia głosów Aleksander Kwaśniewski zacytował prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego "Polska jest za wielka, by umierać za pierwiastek" i dodał od siebie: "Czy my - do diabła - mamy być specjalistami od umierania? W Europie będą nas cenić, jeśli będziemy specjalistami od budowania." - A czy będą nas cenić, jeśli zostaniemy specjalistami od tortur? Zdając sobie sprawę z zagrożenia "Gazeta Wyborcza" proponuje w artykule z 9 czerwca pt. "Racja stanu (tajne więzienia)" powołanie komisji złożonej z "niezależnych od władzy ludzi, uznawanych za autorytety przez rozmaite środowiska polityczne w Polsce i - co ważne - za granicą", która ma "sprawę zbadać". Dwie z trzech osób proponowanych przez GW: Dariusz Rosati i Bronisław Geremek - swego czasu głosowały przeciwko przyjęciu raportu komisji PE, a Kwaśniewski wymieniał niedawno Geremka jako swego współpracownika.

To, że osoby wymieniane w kontekście raportu o tajnych ośrodkach CIA w ogóle mogą występować w Polsce jako sztandary lewicy, świadczy, że żelazna obręcz elity z 89 roku jest dalej nienaruszona. Ale i tak jest to mniej szokujące niż tytuł wspomnianego artykułu z Wyborczej.

Dzięki inicjatywie republikanina McCaina torturowanie ludzi zostało oficjalnie uznane za sprzeczne z racją stanu oraz prawem USA. Za to na pewno jest racją stanu w Uzbekistanie, państwie wymienianym na tej samej liście tajnych więzień CIA, co Polska. Ich uosobieniem jest prezydent Karimow, odpowiedzialny za masakrę w Andijan w 2005 roku oraz torturowanie ludzi, polegające między innymi na wrzucaniu więźniów własnych i amerykańskich do basenu z wodą, w którym pływały szczury, przypiekaniu prądem elektrycznym, a także gotowaniu żywcem w wielkim kotle. Czy to zgodne z prawem tego państwa czy nie, to nikogo nie obchodzi. I taki konkretnie wybór mają dziś polskie elity: opinia McCaina co do tego, jaka jest racja stanu własnego państwa, albo opinia Karimowa.

W wyniku ujawnienia sieci tajnych więzień - ponoć przez samych agentów CIA, którzy podrzucili informacje prasie w obawie, że to i tak się wyda, a mogą zostać jedynymi oskarżonymi w tej sprawie - przed Białym Domem pojawiły się pikiety z transparentami "Bush, jak smakuje ludzkie mięso?" Amerykańska opinia publiczna miała wtedy do dyspozycji mniej informacji, niż zawiera raport Marty'ego. Zawsze może być gorzej, niż jest. Oby więc podobne pikiety nie pojawiały się w przyszłości z okazji zagranicznych wizyt polskiego premiera.

mirror: http://autostopem.salon24.pl/19370,index.html