Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gender. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Mężczyzna, który nie może, dalej jest męski

Wystarczająco dużo czasu upłynęło od kastracji kocura, by móc podsumować skutki tej operacji. Chodzimy na wieczorne spacery we trójkę: kocur na smyczy, kotka luzem, ja. Kocur dalej zainteresowany kotkami. Bez pudła wywęszy wszystkie dzikuski zaczajone pod autami, kładzie się obok, grucha, wygina i bardzo stara przypodobać.


Wywęszy tez wszystkie dzikie kocury: puszy ogon jak wiewiórka, przechyla głowę w bok ciamkając zębami, a potem zaczyna śpiewać donośnym tenorem, stąpając pomalutku na sztywnych łapach, milimetr po milimetrze i z bojowo nastawionymi uszami - w kierunku dzikiego kocura. Te odpowiadają, ale po trwającej nieraz i pół godziny wymianie stroszenia się i sygnałów dźwiękowych zwykle uciekają, gdyż mój kocur jest większy od dzikich. Ale to znaczy, że Komandos musi być dalej wyprowadzany na smyczy: puszczony luzem byłby natychmiast uciekł w kierunku najbliższej kotki lub najbliższej nadziei na solidną bójkę z drugim kocurem, z której wychodzi się z poszarpanym uchem i innymi, chwalebnymi ranami.


Śpiewy kocurów to jedyny moment, kiedy możesz się zbliżyć do dzikusa na odległość 20 centymetrów, a on ani drgnie. Kilka razy zdarzyło mi się kucnąć przy dzikusie i szturchnąć go palcem w skołtuniony bok, a ten co najwyżej odsunie się na centymetr, nawet na człowieka nie patrząc, zahipnotyzowany śpiewaczą konkurencją z rywalem i perspektywą wrzaskliwej, syczącej walki na kły, pazury i determinację w sprawie powiększenia własnego haremu kotek.


Powrót do domu oznacza koci sex, bo przy tych śpiewach kotka siada sobie, uprzejmie wachlując ogonem i leniwie oblizując łapkę czeka, który samiec wygra. Czasem rzuci na kocury okiem, ale przeważnie gapi się to tu, to ówdzie, a to w niebo, a to w bok, zmieniając pozę pod pozorem niedbałego wąchania czegoś niewidocznego, niezwykle interesującego na płycie chodnikowej, ale zawsze tak, by oba kocury ją doskonale widziały. Otwierasz drzwi na klatkę schodową, wpuszczasz koty, idziesz do drzwi mieszkania, a tymczasem kocur ze wspaniałym okrzykiem rzuca się na kotkę (również wysterylizowaną), chwyta za kark, przypłaszcza do ziemi i ociera brzuchem. Kotka wije się pod nim, zadziera łepek do góry, przymyka oczy i gardłowo jęczy, bynajmniej nie próbując się mu wywinąć. Przypuszczalnie nauczyły się pracować nad swoimi strefami erogennymi, czego niekastrowane koty nie robią, miotane hormonami czyniąc gwałtowne, brutalne rach-ciach.


A z tego też taki wniosek, ze sex się nie mieści w narządach płciowych, tylko w mózgu. Może, gdyby ludzkie żony wykastrowały swoich mężów, którzy nie potrafią im sprawić satysfakcji, to by im się poprawiło w łóżku?


Bogumiła Tyszkiewicz

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Niech będzie przeklęty w dzień i będzie przeklęty w nocy!

1.


Czy blog Agaty w ogóle istniał? Najprostszym sposobem znalezienia strony www, z której zaczerpnięto dany cytat, jest wklejenie go w okienko Google i wciśniecie "Enter". Zawsze działało, ale nie tym razem.


Wydawało się, że będzie łatwo, bo cytat jest długi. W tekście z 21 czerwca "Agata na aborcyjnym froncie - podsumowanie" Kataryna podaje obszerny cytat z rzekomego bloga Agaty: "Dziękuję ci za to, że powiedziałaś pani X. Dziękuję ci za to, że próbowałaś mi (nam?) pomóc ale na nic to się zdało. Jutro mam aborcję w szpitalu na Lubartowskiej, nie mogę zrobić już nic, nie chcę tego. Mam tylko nadzieję, że po tym wszystkim nie popadnę w depresję i nie zrobię sobie krzywdy". Kataryna pisze też "Dzień po dniu [Agata] pisze na swoim blogu 'Najgorszy sen się spełnił'".


Po wklejeniu pierwszego cytatu w całości wyszukiwarka wyrzuca co prawda kilka wyników, ale okazują się być wtórne, zawierają ten tekst ujęty w cudzysłów i wszystkie powołują się na to samo źródło, którym jest... blog Kataryny. "Spełnił się mój najgorszy sen" wyrzuca natomiast mnóstwo blogów nastolatek, piszących o nieszczęśliwych miłościach, więc się niespecjalnie nadaje do poszukiwań.


Ciekawsze wyniki oddają zapytania o fragmenty cytatu. Tak można dotrzeć do zapisu programu "Teraz My" TVN z 16 czerwca:


"...Dyrektor gimnazjum: my dostawaliśmy takie rozpaczliwe sms-y czy wydruk rozmowy na Gadu-Gadu… Z tych działań, które wykonywała dziewczyna wynikało, że ona bardzo chciała zachować tę ciążę.
Agata miała pisać m.in.jutro mam aborcję w szpitalu na Lubartowskiej. Nie mogę zrobić już nic…nie chcę tego… Mam tylko nadzieję, że po tym wszystkim nie popadnę w depresję i nie zrobię sobie krzywdy.
Po takich doniesieniach sąd rodzinny umieścił dziewczynkę w pogotowiu opiekuńczym i ograniczył jej kontakt z matką
."


Hmmm ? Blog to był czy wydruk pojedyńczej rozmowy z Gadu-Gadu (kogo z kim?), kto wysyłał rozpaczliwe sms-y, kogo miał na myśli dyrektor szkoły mówiący "myśmy otrzymywali" (o sms-ach) i kto ów wydruk rozmowy Agaty (z kim?) dostarczył dyrektorowi? Czternastolatki, niestety, czasem zachodzą w ciążę - ale byłby to chyba pierwszy w Polsce przypadek, gdyby ciężarna uczennica dyskutowała o swoim problemie i własnych odczuciach z Radą Pedagogiczną, i to za pomocą komunikatora internetowego i rozpaczliwych sms-ów.


2.


Tekst cytowany przez Katarynę okazuje się być w sporej części zgodny z tym podanym wcześniej w TVN, tyle, że kropki, których w tekście Kataryny już nie ma, zdają się sugerować, że to nie był jeden ciąg wypowiedzi, a raczej zdania lub urywki zdań przytoczone z posiadanego przez dyrektora wydruku. Tak czy inaczej, okazuje się, że owe cytaty były dowodem w sprawie o umieszczenie Agaty w domu opiekuńczym; podobnie dyrektor oraz ktoś jeszcze ( tajemnicze "myśmy") okazują się być osobami, które się do tego stanu rzeczy walnie przyczyniły. Nawiasem mówiąc, decyzja o odebraniu lub ograniczeniu praw rodzicielskich jest zawsze bardzo drastyczną decyzją w sądach rodzinnych. Zwykle, nawet w przypadku rodzin patologicznych, próbuje się najpierw oddawać rodzinę pod nadzór kuratorski. Właśnie dla dobra dziecka, któremu zawsze, poza najbardziej drastycznymi przypadkami, lepiej będzie z matką niż w sierocińcu.


Cytowane fragmenty rozmowy służą uzasadnieniu tezy, że "środowiska proaborcyjne", w tym matka dziewczynki, wywierały na nią presję, aby usunęła ciążę, którą ta pragnęła donosić, i że dlatego należało odizolować nastolatkę od owych środowisk oraz jej matki. Jednak trudno sobie wyobrazić, by matka wymuszała jej wykonanie mimo świadomości nadzoru kuratorskiego - narażałaby się wtedy na więzienie. Najostrzejszy środek nie był więc konieczny - a jednak go zastosowano. Sekielski i Morozowski nie popisali się dociekliwością w sprawie przesłanek składających się na uzasadnienie decyzji sądu rodzinnego. A przecież w zależności od sytuacyjnego kontekstu, umieszczenie dziewczynki w domu opiekuńczym mogło być ratowaniem jej przed proaborcyjną presją równie dobrze, jak zwyczajnym uwięzieniem, faktycznym ograniczeniem jej wolności, tyle, że bez wyroku skazującego - rodzajem zamaskowanego naciąganym prawem porwania, celem przetrzymania jej, aż będzie zbyt późno na zabieg.


Inną wagę bowiem ma cytat ze swobodnej, dłuższej wypowiedzi, czy to w blogu, czy w rozmowie - bezpośredniej lub przez komunikator, inną - zbiór cytatów wyrwanych z kontekstu. Inaczej - chyba szczerzej - rozmawia 14-letnia dziewczynka z koleżanką, inaczej z autorytetem - nauczycielem, dyrektorem, księdzem czy szkolną katechetką. Jej rozmówca (rozmówcy) z tej konkretnej rozmowy i tych konkretnie sms-ów, służących w sądzie jako dowód, pozostali dla szerokiej publiczności niezydentyfikowani - mimo tak wielkiego szumu medialnego. Jeśli te cytaty pochodzą z rozmów z rówieśnikami, to chyba rzeczywiście należało ją odizolować od wpływów zewnętrznych. Ale jeśli "nie chcę tego" jest np. odpowiedzią na pytanie księdza typu "przecież nie chcesz zostać morderczynią?" - to już można mieć uzasadnioną wątpliwość, czy decyzja o umieszczeniu nastolatki w domu opiekuńczym w ogóle miała wystarczające podstawy prawne. To samo dotyczy sms-ów: zależy z kim smsowała, o czym, i które jej rozpaczliwe odpowiedzi padały z jej własnej inicjatywy, a kiedy (i czy w ogóle) na skutek jakich rozpaczliwych pytań,. Czy dramatyczne stwierdzenie "mam nadzieję, że po tym wszystkim nie popadnę w depresję i nie zrobię sobie krzywdy" wypłynęły od niej samej, czy też były reakcją na jakieś sugestie.


Sprawa Agaty z Lublina powoli schodzi z łam mediów, ale te pytania zachowują ważność, a niektóre z nich powinny się chyba znaleźć w obrębie bezpośredniego zainteresowania Ministra Sprawiedliwości. Ktoś powinien sprawdzić, czy ta radykalna procedura umieszczania Agaty w domu opiekuńczym została przeprowadzona właściwie, czy Agata miała zapewnioną opiekę psychologa, etc. Niedorosłe uczennice, niestety, czasem zachodzą w ciążę. Jak daleko mogą się posunąć dorośli wobec dzieci, które znajdą się w takiej sytuacji? Szczególnie w okolicznościach o takim ciężarze gatunkowym i propagandowym potencjale powinno się zachować szczególną dbałość o klarowne, przejrzyste procedury prawne, brak jakichkolwiek wątpliwości i jasno wytyczone granice ingerencji państwa w rodzinę. Jeśli decyzja o umieszczeniu Agaty wynikała z chęci ochrony jej przed presją na usunięcie ciąży wbrew jej woli, to z punktu widzenia praw dziecka wszystko jest raczej w porządku. Ale jeśli było inaczej, to mamy do czynienia z sytuacją, że instytucje państwa mogą uwięzić dziecko i odebrać matce prawa rodzicielskie celem realizacji założeń ideologicznych lub religijnych, które nie mają nic wspólnego z obowiązującem w Polsce prawem - aborcja ciąży powstałej w wyniku gwałtu, do tego na osobie niepełnoletniej, jest w Polsce legalna. Byłby to taki rodzaj przymusu, że ciarki zgrozy przebiegają po plecach, gdyż dowolność w interpretacji prawa rodzicielskiego, odbieranie dzieci rodzicom z pobudek innych, niż prawo rodzinne, nieodparcie się musi kojarzyć z praktyką stosowaną swego czasu przez Sowietów w komsomołach i sierocińcach dla "bezprizornych".


Dla spokoju sumienia należałoby te wątpliwości wyjaśnić. Sądząc po doniesieniach prasowych, za dużo było w sprawie Agaty "środowisk" takich czy innych, zainteresowanych głównie walką między sobą, a za mało psychologów, którzy mogliby realnie pomóc zarówno dziewczynce, jak i jej matce, gdyż - zdaje się - obie bardzo takiej pomocy potrzebowały. Obie strony walki o głowę matki Agaty i ciążę jej córki w różnym czasie szermowały argumentem, że "etyka stoi ponad prawem" - ale to nieprawda, niebezpieczna nieprawda. Żadna etyka nie stoi ponad prawem, przynajmniej w państwie demokratycznym - bywa natomiast wygodną wymówką do zasłaniania się przed konsekwencjami łamania prawa. Tak, jak niedobrą praktyką było nawoływanie do "obywatelskiego nieposłuszeństwa" przy okazji oświadczeń lustracyjnych, tak niedobrą praktyką jest nawoływanie lekarzy, by nie wykonywali zabiegów, które w świetle litery prawa i przysięgi Hipokratesa bezwzględnie powinni byli wykonać. Jeśli się stan prawny nie podoba, to się dąży do jego zmiany za pomocą kartek wyborczych i mechanizmów głosowania - inaczej mamy do czynienia z postępującą "falandyzacją" już nie tylko prawa, ale całego państwa. Jeśli można robić co się chce, nie przejmując się ustawodawstwem, to po co nam w ogóle parlament?


3.


Tak czy inaczej, oprócz ważnego pytania o jakość procedury prawnej, jaka doprowadziła do ograniczenia praw rodzicielskich matki Agaty, należałoby jeszcze zapytać, jak daleko w dyskursie publicznym można - i warto - posuwać się w omijaniu i skandalizowaniu prawdy czy manipulowaniu nią poprzez przemilczenia lub nadinterpretacje? Publicyści dyskutujący, czy książka Gontarczyka i Cenckiewicza jest "książką z tezą", czy nie, sami sobie nawzajem zarzucają, że się nie są w stanie wznieść ponad felieton z tezą. Ale czy dyskusja, jaka się przetoczyła przez Polskę w sprawie Agaty, miała inny poziom? Poza może jedną różnicą, że w sprawie Wałęsy dla uczestników szumu medialnego ważna jest tak jego sprawa, jak i on sam uwzględniany w rachubach, choćby ze względu na to, że nie jest bezbronny, a w sprawie Agaty ważna była tylko jej sprawa, a już ona i jej matka - nie.


Zastanawiajac sie nad rolą intelektualistów w dzisiejszym życiu publicznym Jacob Heilbrunn powiada w "Targowisku próżności", że "dawniej ludzie ci byliby oceniani na podstawie tego, co piszą. Dzisiaj ocena zależy od tego, ile narobią wokół siebie hałasu i jakie wywołają komentarze" - i dalej " Polityka ekskomuniki od zawsze była jednym ze sposobów wpływania na przebieg dyskusji." (Tygodnik "Europa", 21 czerwca 2008). Komuś, kto twierdzi, że w sprawie Agaty przetoczyła się wielka debata publiczna, chciałoby się powiedzieć, że debata nie polega na wzajemnych anatemach, ekskomunikach i klątwach spuszczanych na głowy przeciwników głosem ochrypłym od krzyku, i że w całej burzy medialnej jej uczestnikom się nie udało nawet dotrzeć do faktów. I to jest jakaś prognoza co do efektów burzy wokół książki o Lechu Wałęsie, która osiągnęła apogeum zanim ktokolwiek (oprócz autorów) ją przeczytał, i w której nikt nikogo nie usiłuje przekonać, gdyż wszyscy dawno zajęli niezłomne stanowiska.


Wypadałoby na koniec zgodzić się, w minorowym nastroju, z Heilbrunnem, a przeciwko optymistycznej tezie prof. Staniszkis o jakoby trwającej obecnie cichej rewolucji meszczańskiej, porzucającej ideologie na rzecz idei. Idee się proponuje, uzgadnia, dyskutuje, w ideologie się wierzy. Heilbrunn znajduje przykłady w kulturze publicznej w USA, ale równie łatwo je znaleźć w Polsce. Opinie wyrażane w sprawie Agaty czy książki o Wałęsie miały i mają w zdecydowanej większości charakter pozarozumowy i zostały skonstruowane apriori; podobnie opinie wyrażane w publicystyce politycznej na inne tematy często można bardzo łatwo przewidzieć, gdyż wywodzą się z środowiskowych emocji i na ogół nie podlegają ewolucji, jaka zawsze się odbywa, albo raczej powinna się odbywać w toku dyskursu oraz skonfrontowania z innym punktem widzenia. Życie publiczne dominują mikroideologie napędzane, organizowane lub wykorzystywane przez celebrytów studiujących badania opinii publicznej i bardziej zainteresowanych w talk shows niż w precyzji wyrażania myśli, w radykalizmie, prowokacyjności i wzbudzanych kontrowersjach - niż jakimkolwiek dialogu. To w równej mierze dotyczy polityków, jak i ludzi mediów, niestety, nawet tych z głównego nurtu. Jakie w tym wszystkim ma znaczenie, czy to cytat z blogu, czy wycinanka z zapisanej rozmowy, nie wiadomo z kim? Jakie znaczenie, że zdecydowana większość uczestników dyskusji o ewentualnej agenturze Wałęsy zapewne do dzisiaj nie przeczytała książki, o którą się biją?


Nieważne, co się mówi. Ważne, żeby dobitnie i w grupie przeważającej liczebnie.


4.


Na ile w obu dyskusjach chodziło i chodzi o to, czy Agata powinna/mogła dokonać aborcji, czy nie, czy Wałęsa był Bolkiem, czy nie? "Dzisiejsze spory często przypominają intelektualne obrzucanie się pomidorami, a niekiedy służą wyłącznie autopromocji. Lionel Trilling powiedział kiedyś, że powołaniem intelektualisty jest uważne myślenie - dzisiaj intelektualiści jako swoje powołanie traktują myślenie o tym, jak zwrócić na siebie uwagę." - komentuje Heilbrunn. Może tak jest w USA. U nas, na skutek eskalującej od 18 lat radykalizacji języka publicznego, intelektualiści, dziennikarze i politycy obrzucają się nie pomidorami, a klątwami cherem - najstraszliwszą karą religijną nakładaną przez sąd rabinacki, równą katolickiemu interdyktowi. Klątwa cherem oprócz osobistych skutków dla dotkniętego, zupełnego wyjęcia spod prawa i społecznej ochrony, obkłada przekleństwem wszystkich tych, co się do skazańca zbliżyli, udzielili pomocy lub schronienia. Anatema nakładana w scenografii czarnych gromnic, dmących rogów i śmiertelnych koszul może mieć także konsekwencje pośmiertne - wtedy kładzie się na grobie skazanego kamień na znak, że powinien być ukamieniowany. Klątwa cherem rzucona na Barucha Spinozę w XII-wiecznym brzmiała tak:


Przez sąd aniołów i osąd świętych, wyklinamy, przeklinamy i odrzucamy Barucha de Spinozę (…) wypowiadając przeciwko niemu tę anatemę, którą Jozue przeklął Jerycho, przekleństwo, którym Elizeusz przeklął dzieci, oraz wszystkie przekleństwa zapisane w księdze Prawa. Niech będzie przeklęty w dzień i niech będzie przeklęty w nocy; przeklęty, gdy się kładzie i gdy wstaje, gdy wchodzi i wychodzi z domu. Niech Pan nie przebaczy mu nigdy i niech go nie uzna! Niech gniew i oburzenie Pana płonie odtąd przeciwko temu człowiekowi, niech obciąży go Pan wszystkimi przekleństwami zapisanymi w księdze Prawa i niech wymaże jego imię pod niebiosami (…). Niniejszym zatem wszyscy zostali przestrzeżeni, aby nikt nie zamieniał z nim słowa w rozmowie czy w piśmie, aby nikt nie wyświadczył mu żadnej przysługi, nie pozostawał z nim pod jednym dachem, nie zbliżał się doń na odległość czterech łokci i nie czytał żadnego dokumentu podyktowanego przez niego lczy napisanego jego ręką.


Felietony i wypowiedzi wypełniające dzisiejsze gazety, studia telewizyjne, fora i blogi rozwinęły ten styl w zdecydowanie bardziej kwiecisty. Dlatego Adamowi Michnikowi należy się pochwała za oszczędność środków literackich: z własnego felietonu całkowicie wyeliminował fabułę i pod zwięzłym tytułem "A to moje typy" opublikował imponującą listę nazwisk. Pochopny człowiek mógłby nawet pomyśleć, że po raz pierwszy od wielu lat redaktor naczelny wykazal się nie jadem i żółcią, a okiem dostrzegającym humorystyczną stronę medalu; ale człowiek ostrożny powstrzyma się od osądu zanim sie nie przekona, czy to tendencja trwała, zamierzona przez autora, czy nie chochliki mieszkające pod prasą drukarską. Jednak Maciej Rybiński się niepotrzebnie cieszy, że się na liście znalazł, w tak wytwornym towarzystwie, bo Michnik, choć nie całkiem koszerny i działający bez zgody rabina, to w takiej ciżbie, jaką wymienił, zgodnie z prawami statystyki, może przez przypadek jakimś piorunem trafić.


Autorzy tego bloga, jako ludzie niepochopni, postanowili się przyłączyć do frakcji Krzysztofa Leskiego, która odmawia udziału w dyskusjach na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia, a szczególnie o książkach przed ich przeczytaniem; nauczeni doświadczeniem postanowili również, że jeśli ktoś będzie się powoływać na materiały źródłowe, to zanim je uznają, najpierw sprawdzą, czy one rzeczywiście istnieją, i w jakiej postaci.


Józef Dajczgewand
Bogumiła Tyszkiewicz

niedziela, 24 czerwca 2007

O Kuroniu, Lityńskim i faszystach z "Rzeczpospolitej"

Bogumiła Tyszkiewicz

Tym razem relacja z pierwszej ręki, więc napisana indywidualnie, bez Józka. Wrocław jest i pozostanie moim ukochanym miastem, niezależnie gdzie mi przyjdzie jeszcze w życiu mieszkać. Znowu się pakuję do wyjazdu, ale tymczasem zdołałam pójść na wspominkowe spotkanie o Jacku Kuroniu, na którym był również Janek Lityński, o którym myślę, że przesympatyczny jako prywatna znajomość, ale politycznie - potwór. No i na spotkaniu doszło między nami niemal do walki wręcz. Poszło o samego Kuronia i "Rzeczpospolitą".

Zdaniem Janka Lityńskiego mój szanowny współautor jest stuknięty, ja nabyłam świra drogą osmozy, a to wszystko dlatego, że pisujemy w faszystowskiej gazecie, czyli "Rzeczpospolitej". Ostatnio o moczarowcu Jaruzelskim. Nie jestem dobra w spotkaniach publicznych, cierpię na nieśmiałość, ręce mi się trzęsą jak się ten tłum gapi, mocna w gębie jestem tylko wtedy, gdy kłótnie się odbywają na piśmie, ale tym razem jestem bardzo dumna z siebie, bo się nie zapowietrzyłam i nie zamilkłam. Dlatego się domagam pochwał, niezależnie kto jakie ma poglądy, za sukces w pracy nad sobą. Na spotkaniu było dużo członków i sympatyków LiD. Nieoczekiwanie stamtąd dostałam poparcie, a nawet więcej, bo z samego SLD.

Zaczęło się niewinnie, bo wysłuchałam co ma Janek do powiedzenia o Kuroniu, tu się z nim zgadzam, że jego największym talentem była umiejętność pracy pedagogicznej z młodzieżą, potem wysłuchałam Piniora mówiącego o testamencie politycznym Kuronia, to jest o o jego krytyce bezwzględnego wymiaru transformacji ustrojowej w ostatnich latach, z czym też się zgodziłam. Mam zresztą własne wspomnienie, kiedyś w trakcie obiadu zaczęliśmy mówić o Balcerowiczu, Kuroń poczerwieniał na twarzy i powiedział "wiesz, ja już nic nie mogę dla was zrobić".

Powiedział "dla was", bo miał na myśli Pomarańczową Alternatywę, niemal ostatnie pokolenie młodzieży Kuronia. Trzeba mu przyznać, że kiedy podziemne kierownictwo Solidarności zgłaszało pretensje do Piniora i Nowaka Jeziorańskiego, że puszczają w Wolnej Europie wiadomości o akcjach krasnoludków, ich zdaniem ośmieszające opozycję, Kuroń stanął po naszej stronie. Jak wskazują akta z szafy Lesiaka, równocześnie bardzo bezwzględnie nas ciął politycznie, ale jednak bronił naszego prawa do mówienia. Powiedzmy, że był zwolennikiem sportowych meczów. Janek coś powiedział o Kuroniu, że wszystkie kobiety uważał za piękne, zgłosiłam się więc i powiedziałam, że jest mi bardzo przyjemnie, że na sali się spotyka wiele pokoleń młodzieży Kuronia, ale moim zdaniem konieczne jest opowiedzieć, ze nie za urodę je cenił, a rozum. To rzeczywiście było wielkie novum w realiach PRL.

Polskę ominęła rewolucja obyczajowa 68 roku, co widać do dzisiaj, za stołami prezydialnymi siedzą przeważnie panowie, nawet na tym spotkaniu. Kuroń już w swoich drużynach harcerskich traktował kobiety podmiotowo i na poważnie starał się zmieniać obowiązujące wtedy obyczaje. Powiedziałam Jankowi, że fenomen Kuronia streszcza się w trzech słowach: "kobiety, pluralizm, wielopokoleniowość". Kobiety, to na przykład Irka Lasota i Irka Grudzińska, dziewczyny, które faktycznie zorganizowały słynną zbiórkę podpisów w 68, a Irka Lasota w ogóle prowadziła wiec na dziedzińcu uniwersytetu. Przytoczyłam tu cytat z Lecha Kaczyńskiego, który powiedział kiedyś, że uznał wtedy Irkę Lasotę za najpiękniejszą kobietę na świecie. Oddałam sprawiedliwość chłopcom, rzeczywiście w archiwach IPN są raporty milicyjne, że chuligan Lityński z chuliganem Dajczgewandem poprowadzili tłum chuligańskich widzów ostatniego spektaklu "Dziady" pod pomnik Mickiewicza, ale podpisy i wiec prowadziły jednak dziewczyny. I to jest właśnie najlepszy dowód na dosyć wyjątkową postawę Kuronia, jeśli chodzi o kobiety. Janek zaczął wtedy na mnie krzyczeć, ale się włączyła senator Maria Berny z SLD i powiedziała, że Kuronia właściwie nie zna, ale właśnie sobie przypomniała, że faktycznie Kuroń był jedynym posłem z UW, który zapisał się do parlamentarnej platformy kobiet.

Potem bylo o pluralizmie, z którego zresztą wynikała wielopokoleniowość, do swoich ostatnich dni Kuroń był otoczony młodzieżą i potrafił z nią nawiązywać świetny kontakt. Nie dlatego, że oczekiwał, aby myśleli to samo co on. Oczekiwał od nich samodzielności, w tym co myślą. Między innymi dlatego można powiedzieć że Pomarańczowa Alternatywa to kolejne dzieci Kuronia, mimo, że radykalnie inne poglądy polityczne. On lubił się z nami kłócić.

Z polemiki na temat chorób psychicznych oraz faszyzmu panoszącego się w redakcji "Rzeczpospolitej" zrezygnowałam.

mirror: http://autostopem.salon24.pl/20518,index.html


Bogumiła Tyszkiewicz

piątek, 27 kwietnia 2007

O gejach, Lechu Kaczyńskim, Fidelu Castro, Adamie Michniku i człowieczeństwie ogółem.

Tuje sobie takiego wizerunku wyprasza, ale doigraliśmy się. Do wojny z faszyzmem, jaka się od pewnego czasu toczy w Polsce, przystąpił Parlament Europejski. Zostaliśmy zakwalifikowani jako barbarzyńcy w europejskim ogrodzie, mutanci wyrastający na tej samej grządce, co Milosevic, Le Pen czy fanatycy islamscy. My, taliby Europy... Tuje skądinąd słusznie wytyka hipokryzję europejskim elitom, ale kiedy pyta, czy ludzie odmawiający przyjęcia do wiadomości ogromu stalinowskich zbrodni mają prawo do wytykania nam kołtuństwa, ksenofobii, albo i gorzej, to owo pytanie można odwrócić. Czy Hunowie, których elity dyskutują o grzywnach i więzieniach dla dyrektorów szkół zatrudniających homoseksualistów, którzy tolerują rzeczniczkę praw dziecka zapowiadającą przygotowanie listy zawodów zakazanych dla homoseksualistów, mogą cokolwiek komukolwiek wytykać?

Rezolucja Parlamentu Europejskiego pozornie świetnie się wpisuje się w wojnę III RP z IV RP. Ale tylko w tych oczach, które postrzegają ją jako wojnę "czerwonych" z "niebieskimi". My jesteśmy "pomarańczowi" - naszym zdaniem Pomarańczowi są trzecią siłą tej wojny, i to na tyle znaczną, że zdecydują o rezultatach najbliższych wyborów parlamentarnych. Nawet, jeśli dzisiaj nie posiadamy własnych mediów, partii, czy jednoznacznie zdeklarowanych reprezentantów politycznych.

Pomarańczowi nie chcą powrotu do III RP. Są zwolennikami zerwania z epoką postimperialną i poskomunistyczną także na poziomie lustracji i dekomunizacji, ale też konstytucjonalizmu i starych, republikańskich wartości, które każą wywodzić prawa człowieka z pojęcia obywatelstwa. Od czerwonych i niebieskich różni nas Abraham Lincoln.

Byłoby łatwiej, gdyby pomarańczowi znakowali swoje teksty w sieci obrazkiem pomarańczy, ale i tak idzie ich rozpoznać. W tej chwili są to pojedyńcze osoby, pisujące w bardzo różnych miejscach i plasujące się w rozmaitych elektoratach, ale wyrażane przez nich poglądy są już czymś więcej, niż postawą indywidualną.

Ktoś uważa, że przesadzamy? No to proszę się przyjrzeć dyskusji między Krytyką Polityczną a Gazetą Wyborczą z września 2005 roku. W ramach wojny KPP z faszystami, lub, jak kto woli, czerwonych z niebieskimi, Adam Michnik napisał artykuł "Geje i rewolucja moralna" opatrzony podtytułem "Lechowi Kaczyńskiemu pod rozwagę". Pisze tam między innymi "czy nie słuszniej bronić prawa gejów do Parady Równości, niż deptać to prawo wspólnie z dziwacznymi sojusznikami typu Fidel Castro w rewolucji moralnej przeciw gejom?" Kid odpowiada mu następującymi słowy:

Gdyby sojusznikiem był tu ktoś inny – powiedzmy Kościół – trzeba by się zastanowić, ale z Fidelem Castro? Never! A, jak wiadomo, to głównie na jego poparcie liczy Lech Kaczyński.

Załóżmy jednak, choć pewności mieć nie możemy, iż Adam Michnik uważa, że lepiej bronić niż łamać. W ten sposób doszlusowuje do prawicowych publicystów w rodzaju Rafała Ziemkiewicza i „liberałów” takich jak Donald Tusk. Z pewną satysfakcją należy bowiem stwierdzić, że lata powtarzania rzeczy oczywistych sprawiły, że demokratyczne minimum zostało uznane również przez bardziej cywilizowaną część prawicy. I w końcu nawet przez Michnika.

Michnik przeciwny jest również temu, aby homoseksualistów bić, deportować, osadzać w obozach koncentracyjnych, jak to robili komuniści na Kubie. No cóż, robili to również faszyści oraz najstarsze demokracje. Przypomnijmy tu Michnikowi sprawę Oskara Wilde'a. Robili to homofobi całego świata w poczuciu misji moralnej, posiadania jedynej prawdy i wtedy, kiedy mieli władzę. Władza ta została ograniczona przez demokrację, która przeznaczona jest również dla mniejszości. I w ramach postępu, który jednak istnieje, zostało to zaaprobowane przez co światlejszych homofobów. Przyznają sobie oni jednak nadal prawo do brzydzenia się, dyskryminowania oraz nie godzą się na przyznanie mniejszościom takich praw, jakie mają sami. [...]

Czego zatem moglibyśmy oczekiwać od Michnika?

Odrobiny taktu i poczucia smaku. Żeby, pozostając o parę kroków za Ziemkiewiczem, nie kreował się na świętoszkowatego moralistę, który uratuje polskich gejów i lesbijki przed kaczyńskim ciemnogrodem. Prawa mniejszości wymagają w Polsce obrony nie tylko przed Kaczyńskim, ale także przed Michnikiem, który tłumaczy, że nie zabierał dotąd głosu w kwestii praw gejów „z powodu braku kompetencji”. Miał kompetencję, aby oceniać lustrację, a tutaj wrażliwości moralnej i intelektualnej siły mu nie starcza. Ponieważ jednak lustrację już przemyślał, jest przeciwny lustrowaniu „polityków i literatów” ze względu na orientację seksualną.

Tyle na temat Hunów. Między Michnikiem a Giertychem jest jeszcze sporo miejsca na poczucie smaku wynikające ze zwyczajnego człowieczeństwa, patriotyzm obywatelski, a nie etniczny czy fundamentalistycznie religijny, na republikę, w która nie ogranicza pojęcia wolności wyłącznie do wolności ekonomicznych.

Dlatego to jest dobra rezolucja. Powinna być jeszcze jedna, na pohybel wszystkim Hunom, obojętnie, gdzie mieszkają, i w której gazecie piszą. O kobietach.

--

Dopisek późniejszy: Życie samo dopisało ciąg dalszy do dyskusji Kida z Michnikiem sprzed dwóch lat. Gazeta Wyborcza z 26 kwietnia publikuje artykuł Konrada Niklewicza "Polsce dostaje się w Strasburgu za rzekomą (podkr. nasze) homofobię". Niklewicz pisze, że doszło już do drugiej w ciągu ostatniego półrocza debaty "o możliwej dyskryminacji homoseksualistów w Polsce", gdyż "nie pomogły tłumaczenia polskich kolegów, że zarówno od propozycji Giertycha, jak i Orzechowskiego (by blokować homoseksualistom dostęp do posad nauczycielskich) publicznie odciął się premier Jarosław Kaczyński."

W końcówce tekstu Niklewicz pisze:

"Tylko jeden polski poseł Józef Pinior z SdPl (członek frakcji Europejskiej Partii Socjalistycznej) zdecydowanie opowiedział się zarówno za rezolucją, jak i koniecznością debatowania o homofobii w Polsce. - Z niedawno opublikowanego raportu przygotowanego m.in. przez organizację "Lambda" wynika, że mamy w Polsce do czynienia z prześladowaniem, łącznie z przemocą fizyczną, osób homoseksualnych. Kto, jeśli nie Parlament Europejski, ma stanąć w obronie tych ludzi? - tłumaczył "Gazecie" Pinior.

Skrytykował pozostałych eurodeputowanych (zwłaszcza tych z frakcji socjaldemokratycznej) za to, że do końca próbowali debatę oraz rezolucję zablokować. - To oznacza, że w Polsce nie ma już lewicy - uznał."

Nam pozostaje jedynie dodać, że nie uważamy, aby Jarosław Kaczyński był supermanem dysponującym mocami nadprzyrodzonymi. Nie wydaje się nam również, by jego osobista deklaracja spowodowała cudowną przemianę homofobii realnej ministra edukacji oraz jego tatusia w "rzekomą" czy równie cudowną odmianę przekonań i działań aktywistów LPR czy Młodzieży Wszechpolskiej. Ponieważ autorzy GW tak chętnie posługują się porównaniami do 68 roku i czasów Gomułki, to i my pozwolimy sobie powspominać, jak to wyglądało po 68. Otóż pewna aktorka, gwiazda Teatru Żydowskiego przejętego przez Szurmieja na skutek wypędzenia z Polski Idy Kamińskiej i jej zespołu, i przerobionego na coś w rodzaju Cepelii, pojechała do Szwecji, aby przed kamerami tamtejszej telewizji oświadczyć, że Polsce się niesłusznie dostaje za rzekomy antysemityzm, gdyż ona przecież jest aktorką.


"I to by było na tyle, Drodzy Czytelnicy" - pisze Sidik - Acta est fabula".


czwartek, 26 kwietnia 2007

Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie homofobii w Europie.

Parlament Europejski przyjął w dniu dzisiejszym rezolucję (325 głosów przeciw 124, przy 150 nieobecnościach i 1 wstrzymującym się) wyrażającą zaniepokojenie m.in. wypowiedziami polskiego Ministra Edukacji Narodowej na temat propozycji ustawy zakazującej "propagandy seksualnej" w szkołach, Rzeczniczki Praw Dziecka, że przygotuje listę zawodów niedostępnych dla osób o orientacji homoseksualnej. Rezolucja zawiera postanowienie o wysłaniu delegacji do Polski z wezwaniem do "dekryminalizacji homoseksualizmu na całym świecie" oraz przypomina o zobowiązaniach i sankcjach związanych z nie przestrzeganiem Praw Człowieka, z wszczęciem postępowania przed trybunałem włacznie.

Parlament Europejski,

- uwzględniając międzynarodowe instrumenty gwarantujące prawa człowieka i podstawowe wolności oraz zakazujące dyskryminacji, zwłaszcza Europejską konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności,

- uwzględniając art. 6 i 7 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 13 traktatu WE, które zobowiązują UE i jej państwa członkowskie do stania na straży praw człowieka i podstawowych wolności oraz ustanawiają europejskie środki walki z dyskryminacją i łamaniem praw człowieka,
- uwzględniając Kartę Praw Podstawowych Unii Europejskiej, w szczególności jej art. 21, zakazujący dyskryminacji ze względu na orientację seksualną,

- uwzględniając działania Unii Europejskiej mające na celu walkę z dyskryminacją ze względu na orientację seksualną oraz z homofobią, w szczególności antydyskryminacyjną dyrektywę 2000/78/WE ustanawiającą ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy, a także uwzględniając ogłoszenie roku 2007 Rokiem Równych Szans,
- uwzględniając swoje wcześniejsze rezolucje w sprawie homofobii, ochrony mniejszości i polityki antydyskryminacyjnej, zwłaszcza rezolucje w sprawie homofobii w Europie oraz w sprawie nasilenia przemocy powodowanej rasizmem i homofobią w Europie,

- uwzględniając art. 103 ust. 4 Regulaminu,

A. mając na uwadze, że Parlament Europejski śledził rozprzestrzenianie się dyskursu pełnego nienawiści do wspólnoty lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów w wielu krajach europejskich,

B. mając na uwadze, że wypowiedzi i działania przywódców politycznych i religijnych w głównej mierze wywierają wpływ na kształtowanie opinii publicznej, w związku z tym ciąży na nich poważna odpowiedzialność za przyczynianie się w pozytywny sposób do tworzenia klimatu tolerancji i równości,

C. mając na uwadze, że niniejsza rezolucja, podobnie jak rezolucja w sprawie homofobii w Europie oraz rezolucja w sprawie nasilenia przemocy powodowanej rasizmem i homofobią w Europie to reakcja na te i inne niepokojące wydarzenia, na przykład wydany przez lokalne władze zakaz odbywania marszy równości i parad gejów, podżegające albo zawierające groźby wystąpienia lub język nienawiści czołowych polityków i przywódców religijnych, niezdolność policji do zapewnienia odpowiedniej ochrony przed brutalnymi wystąpieniami grup homofobicznych, nawet w przypadku rozpędzania pokojowych demonstracji,

D. mając na uwadze, że w nadchodzących miesiącach planuje się w całej Europie i na świecie marsze równości i parady gejów, których uczestnikom i organizatorom grozi potencjalnie przemoc fizyczna, mimo że mają podstawowe prawo do swobody wypowiedzi i zgromadzeń, o czym przypomina między innymi komisarz Rady Europy ds. praw człowieka,

E. mając na uwadze, że szesnastoletni Włoch imieniem Matteo, mieszkający w Turynie, popełnił samobójstwo zostawiając dwa listy pożegnalne, w których czyn swój umotywował zastraszaniem, z jakim się spotkał z powodu swojej orientacji seksualnej; mając na uwadze, że organizacje społeczeństwa obywatelskiego w Wielkiej Brytanii odnotowały wzrost liczby przypadków zastraszania ze strony homofobów w szkołach średnich na terenie całej Wielkiej Brytanii; mając na uwadze, że w Holandii homoseksualista został śmiertelnie pobity wyłącznie z powodu swojej orientacji seksualnej i kobiecego wyglądu,

F. mając na uwadze, że Parlament Europejski niejednokrotnie wzywał do ukończenia prac nad antydyskryminacyjnym pakietem legislacyjnym, opartym na art. 13 traktatu WE, i stale zwraca się do Komisji o zapoczątkowanie prac nad dyrektywą zakazującą dyskryminacji ze względu na orientację seksualną we wszystkich dziedzinach,

G. mając na uwadze, że Parlament Europejski w rezolucji z 15 czerwca 2006 r. w sprawie nasilenia przemocy powodowanej rasizmem i homofobią w Europie wyraził już poważne zaniepokojenie sytuacją w Europie, a szczególnie w Polsce, potępiając nawołujące do nienawiści i przemocy oświadczenia liderów Ligi Polskich Rodzin, a szczególnie wicepremiera i ministra edukacji,

H. mając na uwadze, że wicepremier i minister edukacji w polskim rządzie ogłosił w marcu projekt ustawy przewidującej sankcje za "propagandę homoseksualnąń w szkołach, podając przykłady przepisów tego projektu ustawy, która przewiduje zwolnienia, grzywny lub kary pozbawienia wolności wobec dyrektorów szkół, nauczycieli i uczniów za "promowanień w szkołach praw gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów,

I. mając na uwadze, że wiceminister edukacji w polskim rządzie potwierdził, że administracja przygotowuje projekt takiej ustawy, i oświadczył, że "nauczyciele ujawniający homoseksualne skłonności będą zwalniani z pracyń; mając na uwadze, że poszczególni członkowie rządu zareagowali różnie, w związku z czym nie jest jasne, czy ustawa istotnie zostanie zaproponowana,

J. mając na uwadze, że wicepremier i minister edukacji w polskim rządzie wyraził chęć propagowania przyjęcia podobnego prawa na szczeblu europejskim,

K. mając na uwadze, że proponowane przepisy prawne uzyskały poparcie premiera polskiego rządu, który oświadczył, że "proponowanie w szkołach młodym ludziom gejowskiego stylu życia jako alternatywy wobec tego normalnego, to już jest przesada, tego rodzaju przedsięwzięcia w szkołach należy ucinać, przedstawiając w ten sposób zniekształconą interpretację edukacji i tolerancji,

L. mając na uwadze, że polska rzecznik praw dziecka stwierdziła, że przygotowuje listę zawodów, do wykonywania których homoseksualiści się nie nadają,

M. mając na uwadze, że w czerwcu 2006 r. Prokuratura Krajowa zaleciła kontrole finansowania organizacji lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów, zmierzające do ustalenia ewentualnych powiązań ze "światem przestępczymń oraz ich obecności w szkołach, a także odkrycie śladów działalności przestępczej - kontrola nie przyniosła rezultatów,

N. mając na uwadze, że 8 czerwca 2006 r. polski rząd zwolnił kierownika Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli i zakazał rozpowszechniania oficjalnej antydyskryminacyjnej broszury Rady Europy, a także mając na uwadze, że nowy kierownik ośrodka stwierdził 9 października 2006 r., że "niewłaściwe wzorce nie powinny być obecne w szkołach, ponieważ celem szkoły jest wyjaśnianie różnicy między dobrem a złem, pięknem i brzydotą (...); szkoła powinna wyjaśniać, że praktyki homoseksualne prowadzą do dramatów, pustki i zwyrodnienia",

O. mając na uwadze, że Terry Davis, sekretarz generalny Rady Europy, zareagował na te wydarzenia, stwierdzając, że "polski rząd ma prawo decydować, czy chce wykorzystać materiały Rady Europy do edukacji w zakresie praw człowieka, ale o ile wykorzystanie materiałów dydaktycznych jest fakultatywne, to zawarte w nich wartości i zasady z pewnością fakultatywne nie są", a także wyraził zaniepokojenie faktem, że "rząd akceptuje niektóre działania propagujące homofobię (...) i zachowania homofobiczne",

P. mając na uwadze, że polski rząd odmówił również finansowania projektów, którym patronują organizacje lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów, w ramach programu European Youth, i uzasadnił tę decyzję w piśmie do tychże organizacji, stwierdzając, że "ministerstwo w swojej polityce nie popiera działań mających na celu propagowanie zachowań homoseksualnych i takiej postawy wśród młodzieży. Rolą ministerstwa nie jest również wspieranie współpracy z organizacjami homoseksualnymi",

Q. mając na uwadze również wiele pozytywnych wydarzeń, takich jak z powodzeniem zorganizowana gejowska parada równości w Warszawie w czerwcu 2006 r., masowa demonstracja na rzecz tolerancji i demokracji w Warszawie w listopadzie 2006 r. po zakazie marszu tolerancji w Poznaniu, ochrona marszu na rzecz praw gejów w Krakowie w kwietniu 2007 r., a także fakt, że parady gejów i lesbijek nie są już systematycznie zakazywane,

R. mając na uwadze, że Parlament Europejski upoważnił Europejskie Centrum Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii do zbadania narastającego klimatu nietolerancji powodowanej rasizmem, ksenofobią i homofobią w Polsce oraz zwrócił się do Komisji o sprawdzenie, czy działania i oświadczenia polskiego ministra edukacji są zgodne z art. 6 Traktatu o Unii Europejskiej, przypominając o sankcjach przewidywanych za jego naruszanie, jednak żądania te nie zostały spełnione,

1. podkreśla, że Unia Europejska to przede wszystkim wspólnota wartości, z których najcenniejsze to poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności, demokracja i praworządność, równość i brak dyskryminacji;

2. stwierdza, że instytucje i państwa członkowskie UE mają obowiązek zapewnienia przestrzegania, ochrony i wspierania praw człowieka przysługujących mieszkańcom Europy, co przewiduje Europejska konwencja praw człowieka, Europejska karta praw podstawowych, art. 6 Traktatu o Unii Europejskiej oraz dyrektywy 2000/43/WE i 2000/78/WE;

3. ponownie wzywa Komisję do zagwarantowania we wszystkich dziedzinach zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną poprzez ukończenie prac nad pakietem antydyskryminacyjnym opartym na art. 13 traktatu, bez którego lesbijki, geje, biseksualiści i inne osoby spotykające się z wieloraką dyskryminacją nadal będą na nią narażone; wzywa do dekryminalizacji homoseksualizmu na całym świecie;

4. ustanawia 17 maja dorocznym Międzynarodowym Dniem Walki z Homofobią;

5. wzywa Komisję Europejską do przyspieszenia przeglądu wdrażania dyrektyw antydyskryminacyjnych i do wszczynania wobec państw członkowskich postępowania przed trybunałem w razie naruszenia zobowiązań w ramach UE;

6. przypomina wszystkim państwom członkowskim, że orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka uznało, że swoboda zgromadzeń przysługuje nawet w przypadku, gdy wygłaszane poglądy są kontrowersyjne dla większości społeczeństwa oraz że, konsekwentnie, zakaz marszów równości oraz niezapewnianie właściwej ochrony ich uczestnikom stanowi naruszenie zasad chronionych Europejską konwencją praw człowieka; zachęca wszystkie właściwe władze, zwłaszcza władze lokalne, do zezwalania na takie marsze i do odpowiedniej ochrony uczestników;

7. potępia dyskryminacyjne uwagi wygłaszane przez przywódców politycznych i religijnych pod adresem homoseksualistów, ponieważ podsycają one nienawiść i przemoc, nawet jeśli zostaną później wycofane, i zwraca się do hierarchii odpowiednich organizacji o potępienie tego rodzaju uwag;

8. ponawia wezwanie skierowane do wszystkich państw członkowskich o ustanowienie przepisów prawnych, aby zwalczyć dyskryminację związków osób tej samej płci i zwraca się do Komisji o przedstawienie wniosków mających zapewnić stosowanie zasady wzajemnego uznawania również w tej sferze, aby zagwarantować swobodny przepływ wszystkich osób w UE bez dyskryminacji;

9. solidaryzuje się z działaczami walczącymi o podstawowe prawa i obrońcami równych praw dla lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów oraz wyraża swe poparcie dla nich;

10. wzywa właściwe władze polskie, by powstrzymały się od proponowania lub przyjmowania ustawy w formie przedstawionej przez polskiego wicepremiera i ministra edukacji, a także od wdrażania środków mających na celu zastraszanie organizacji lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów;

11. wzywa właściwe władze polskie do publicznego potępienia oświadczeń osób publicznych wzywających do dyskryminacji i nienawiści ze względu na orientację seksualną i do zastosowania środków przeciwko tego rodzaju wystąpieniom; uważa, że jakiekolwiek inne zachowanie stanowiłoby naruszenie art. 6 traktatu UE;

12. zwraca się do władz polskich o ułatwianie realizacji działań w ramach Roku Równych Szans 2007, a do Komisji o monitorowanie tych działań, w szczególności przepisu uzależniającego finansowanie od zapewnienia, że w programach krajowych w równorzędny sposób zajęto się wszystkimi przyczynami dyskryminacji;

13. zwraca się do Konferencji Przewodniczących, aby wysłała do Polski delegację, która zbada sytuację w celu uzyskania jasnego jej obrazu i podjęcia dialogu ze wszystkimi zainteresowanymi stronami;

14. zobowiązuje swojego przewodniczącego do przekazania niniejszej rezolucji Radzie, Komisji, rządom państw członkowskich, krajów przystępujących i kandydujących oraz Radzie Europy.

--

Homophobia in Europe
Motions for a resolution
(RC B6-0167/2007, B6-0167/2007, B6-0168/2007, B6-0170/2007, B6-0171/2007)

-

czwartek, 7 grudnia 2006

Jej życie, jej sprawa, czyli z kim sypia Ewa Milewicz?

"Panie Bernardzie: moje akta (lub ich brak) w IPN, moje dzieci, śluby, rozwody, śmierci i urodziny to moje imprezy i okoliczności" - odpowiada Milewicz na pytanie "Pani Ewo, czy wystąpiła Pani o status pokrzywdzonej do IPN?" i i dalej "Czy jest jakiś powód, aby ktokolwiek egzaminował człowieka z jego życia? Czy ja Pana proszę, aby mi Pan przedstawił zaświadczenie z policji że Pan nie bije żony? Nie zamierzam podporządkować się ustawie lustracyjnej i nie powiadomię mego pracodawcy, czy wystąpiłam do IPN czy nie."

Śluby, rozwody i narodziny dziecka są tym samym co współpraca z tajną policją polityczną!?

Sprawy prywatne oczywiście są "imprezami i okolicznościami" osób, których dotyczą. Pytanie tylko, co przypisujemy sferze prywatnej, co publicznej. Sądząc po szczegółowym roztrząsaniu GW kto z kim i za co sypiał w Samoobronie, seks należy do sfery publicznej. Sądząc po blogu pani Milewicz - współpraca z tajną policją polityczną jest za to sprawą głęboko intymną. Prywatną, tak jak kwestia wyznania, rodzinną, tak jak śluby i rozwody, i powszechną, jak narodziny dzieci. Szkoda, doprawdy, że mniej radosną....

Dziwne to nam się wydaje, takie przestawienie, ale, dobrze, przyjmijmy te kryteria rozróżnienia między sferą prywatną a publiczną. Odnieśmy się z szacunkiem do sfery prywatnej i zapytajmy o publiczną. Z kim pani sypia, pani Ewo?