Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 czerwca 2009

Irańskie kobiety - liderki rewolucji

Bogumiła Tyszkiewicz


Ahmad Khatami, członek irańskiego Zgromadzenia Ekspertów, wezwał w trakcie dzisiejszych, piątkowych modłów, transmitowanych z Uniwersytetu Teherańskiego na cały kraj, do egzekucji „chuliganów”, którzy kierowali protestami po kwestionowanych wyborach prezydenckich 12 czerwca. Protestujących nazwał „mohareb” - czyli tymi, którzy wszczęli wojnę przeciwko Bogu: „Każdy, kto walczy przeciwko islamskiemu systemowi albo przeciw liderowi islamskiego społeczeństwa, musi być zwalczany aż do jego kompletnego zniszczenia. Domagamy się, by sądownictwo rozprawiło się z przywódcami protestów, liderów naruszeń (prawa) i wszystkich wspieranych przez USA i Izrael – z całą mocą i bez litości, aby wszystkim dać lekcję”. Wg. irańskiego prawa karą dla ludzi uznanych za "mohareb" jest egzekucja.

Kara śmierci (w Iranie - przez powieszenie) może grozić nie tylko zatrzymanym demonstrantom, ale też zatrzymanym dziennikarzom, kontrkandydatom Ahmadinejada – oraz laureatce nagrody Nobla Shrin Ebadi.

W czwartek 18 czerwca prawniczka i laureatka Nagrody Nobla Shrin Ebadi wezwała władze Iranu do przeprowadzenia ponownych wyborów i bezwarunkowego wypuszczenia na wolność wszystkich zatrzymanych w trakcie protestów – wtedy było ich ok. 500 osób. Dzięki autorytetowi nagrody Nobla Ebadi była w stanie w ostatnich tygodniach przeprowadzić znaczącą kampanię na temat praw człowieka w Iranie – spotkała się m.in. z sekretarzem generalnym ONZ, wysokim komisarzem ds. praw człowieka Navi Pillay, szefem polityki zagranicznej Unii Europejskiej Javierem Solaną i rozmaitymi liderami Parlamentu Europejskiego.

Wczoraj, tj. w czwartek 25 czerwca Fars News (gazeta rządowa) opublikowały list, którego autorami są ponoć prawnicy, wykładowcy akademiccy, rodziny weteranów i martyrów. W liście domagają się od ministra sprawiedliwości, Gholam-Hussein Elhama, by skazał Shirin Ebadi za naruszanie prawa islamskiego i konstytucyjnego. To nie pierwsze groźby, już wcześniej o nich pisaliśmy. W grudniu jej Ośrodek Obrońców Praw Człowieka został zamknięty, a ostatnio do aresztu trafili Abdulfattah Soltani, jej doradca prawny, oraz rzecznik prasowy Reza Tajik. Rzecznik Międzynarodowej Kampanii na Rzecz Praw Człowieka w Iranie Hadi Ghaemi twierdzi, że tego typu artykuły przygotowują opinię publiczną Iranu na aresztowanie Shirin Ebadi po jej powrocie do kraju.

Mamy marzenie

„Is the dream already over?” (czy już po marzeniu?) - pyta dziś „The Economist” - i odpowiada - „nie! ... niektóre obszary mieszkalne Teheranu przypominają strefę wojny. Protestujący wynoszą (na sztandar) obraz pięknej, młodej kobiety, Nedy Agha Soltan, sfotografowanej w Teheranie gdy umierała, zastrzelona przez nieznanego zabójcę... ale gdy wydarzenia na ulicach wskazują na zwycięstwo Ahmadinejada ... tytaniczna walka poza sceną publiczną ... może być kluczowa dla przyszłości kraju.” Nie tylko walka między klerykami, o której wspomina The Economist, zasługuje na określenie „tytanicznej”. Co najmniej równie tytaniczne są wysiłki irańskich kobiet.



Faezeh Rafsanjani, córka byłego prezydenta Akbara Hashemi Rafsanjani, była na ulicy w najtrudniejszych chwilach, wzywając do protestów. Irańscy uczestnicy #iranelection z dumą donosili o jej odwadze. Wcześniej Faezeh Rafsanjani, wypromowana przez swego ojca, była szefem irańskiej Rady Sportu, gdzie aktywnie zajmowała się promowaniem sportowej aktywności wśród kobiet, zakazanej po irańskiej rewolucji. W latach 1996-2000 wybrana na parlamentarzystkę, ale zwolenniczki reform były niezadowolone z jej konserwatywnej postawy i nie zagłosowały na nią powtórnie w następnych wyborach. Od tamtego czasu do dzisiaj przebyła długą drogę, która połączyła prawa kobiet z potrzebą reform w Iranie. Została nawet na jakiś czas aresztowana w trakcie ostatnich zajść w Teheranie. I w drodze życiowej Faezeh Rafsanjani zawarty jest klucz, zarówno do obecnego poparcia dla Musawiego, jak i masowego, wręcz desperackiego udziału kobiet w demonstracjach.

Nie powiedziałabym, aby te wybory były punktem zwrotnym dla kobiet” - mówi Sanam Anderlini, konsultantka w sprawach kobiet z Waszyngtonu - „ale powiedziałabym, że kobiety były punktem zwrotnym tych wyborów”. Kobiece głosy miały kluczowe znaczenie dla kampanii Musawiego, startującego pod hasłami poszerzania praw ekonomicznych i obywatelskich kobiet, mimo, że w czasie swego premierowania w latach 1981-1989 raczej zainteresowania feminizmem nie wykazywał. Ale decydującym czynnikiem w tych wyborach była fatalna opinia o antykobiecych poczynaniach Ahmadineżada.

Jego rządy dla irańskich kobiet oznaczały systematyczne pogarszanie się ich pozycji społecznej, materialnej i prawnej, czego skutkiem zresztą była polityzacja kobiet i odradzanie się ruchu feministycznego.

Rząd Ahmadineżada we współpracy z konserwatywnym parlamentem wydał miliony na propagandę mówiącą kobietom, że ich właściwym miejscem jest dom. Uniwersytety obniżyły liczbę studentek. W 2005 roku rząd uruchomił kampanię „kultury skromności” zmierzającej do narzucania kobietom ściślejszych zasad co do zasłaniania się. Ufundowany za czasów liberalnej prezydencji Mohammada Khatamiego Ośrodek na Rzecz Uczestnictwa Kobiet został zastąpiony Ośrodkiem na Rzecz Kobiet i Rodziny, którego jedynym celem było promowanie „kultury skromności”.

Co więcej, latem zeszłego roku Ahmadineżad i jego zwolennicy usiłowali przeprowadzić w parlamencie ustawę 'o ochronie rodziny”, która miała poluzować restrykcje nałożone na poligamię oraz opodatkowanie mehriyeh (tradycyjna opłata, jaką przy zawarciu małżeństwa mąż ofiaruje żonie. W systemie prawnym, ograniczającym prawa kobiet do dziedziczenia, rozwodu czy opieki nad dziećmi, mehriyeh oferuje kobietom odrobinę pewności). W związku z tym, że w Iranie 42 procent młodych kobiet poszukujących pracy nie może jej znaleźć, Ahmadineżad wskazywał na poligamię, jako rozwiązanie bezrobocia wśród kobiet.

Nic dziwnego, że te pomysły nie spotkały się z uznaniem kobiet. Koalicja znanych feministek, m.in. noblistki Shirin Ebadi, poetki Simin Behbahani i reżyserki Rakhshan Bani E’temad, poprowadziła zwycięską kampanię przeciwko tej legislacji. Ale nawet konserwatywne kobiety odwróciły się od Ahmadineżada. Z badań irańskiej socjolożki Fatemeh Sadeghi wynika, że nawet konserwatywne aktywistki, zwykle krążące po ulicach, aby napominać kobiety, że mają nosić hidżaby i stosować zasłanianie się i „kulturę skromności”, teraz i one odwróciły się od Ahmadineżada, za jego poparcie dla poligamii oraz sigheh, religijnych „małżeństw tymczasowych”, które pozwalają mężczyznom uprawiać seks z prostytutkami bez żadnych konsekwencji.

Iran nie przypomina innych państw” - mówi Isobel Coleman w wywiadzie opublikowanym 224 czerwca na stronie Council on Foreign Relations – Kobiety są wysoko wyedukowane, a wiele z nich pracuje. Nikt się nie dziwi w Iranie, widząc kobietę w roli taksówkarza, a na taki widok w USA ludzie by obracali głowy. Kobiety są pilotami. Jest bardzo znana kobieta, kierowca rajdowy. Są kobiety w telewizji, wśród artystów, w przemyśle filmowym. Są wśród członków parlamentu, a 2 kobiety były wieprezydentami. Mimo to istnieją bardzo silne, znaczące restrykcje prawne narzucane kobietom. Ta sprzeczność odzwierciedla sprzeczności wewnątrz samego systemu. Ajatollach Chomeini wywołał kobiety z domów – kobiety, które nigdy wcześniej z domów nie wychodziły – by wyszły na ulice demonstrować na rzecz rewolucji 1978-1979. I one to zrobiły. Odegrały kluczową rolę w mobilizowaniu powszechnego wsparcia dla rewolucji. A kiedy prawa się zmieniły na rzecz ograniczania praw kobiet, to wiele kobiet zaczęło myśleć „to nie jest to, czego oczekiwałam”. Nie mówię, o liberalnej, wyedukowanej elicie. Mówię o konserwatystkach. To one, wraz z ich córkami, są kośćcem ruchu na rzecz reform i dzisiejszych protestów”.

„Szeroko rozpowszechnione rozczarowanie polityką Ahmadineżada w sprawie płci” - dodaje Dana Goldstein - „zaowocowało głębokim i powszechnym przekonaniem kobiet, że trzeba głosować przeciwko niemu, i właśnie to przekonanie wyraża się dziś na ulicach Teheranu, gdzie kobiety protestują tak samo, jak mężczyźni i na to samo są narażone ... kobiety są bite przez bojówkarzy Basij tak samo, jak mężczyźni. Są wśród tłumów, do których się strzela.” To wszystko powoduje, że obecne wydarzenia w Iranie są tak niezwykłe – w kontekście Bliskiego Wschodu, gdzie kobiety rzadko widywane są w pierwszym szeregu ulicznych protestów. W Iranie jednak takie rzeczy się już zdarzały.

W czerwcu 2006 policja brutalnie zaatakowała demonstrację na rzecz praw kobiet w Teheranie, od której miała się rozpocząć Kampania Miliona Podpisów na rzecz zrównania w prawie irańskim praw kobiet i praw mężczyzn. Od tamtej pory odbyło się setki i tysiące spotkań i wieców działaczek i działaczy tej kampanii, zbierane są podpisy oraz rozprowadzana jest broszura bardzo szczegółowo wskazujące wszelkie dyskryminacyjne zapisy w irańskim prawie, od praw rodzinnych do zakazu wystawienia kandydatury kobiety w kampanii na prezydenta.

Ruch kobiet w czasach Ahmadineżada był dosyć rozproszony i organizowany na niskim poziomie, za to rozprzestrzeniał się szeroko i coraz częściej postrzegano go jako ruch o sporych wpływach politycznych. Z dzisiejszej perspektywy óch ruch przypomina to co się dzieje na Twitterze - absolutnie oddolną organizację. Rząd Ahmadineżada aresztował lub osadzał w więzieniach dziesiątki działaczek, zamykał ich witryny internetowe, a gazetom, które donosiły o ich działalności, grożono zamknięciem. Ale takie doświadczenia spowodowały, że kobiety przestały się bać, a ich wartość w życiu publicznym – doceniona.

Jeśli Ahmadineżad utrzyma się przy władzy, dla ruchu feministycznego może to oznaczać znaczące represje. Ale ruchu kobiet to nie powstrzyma. Już przez to przechodziły. Już je etykietowano je jako szpiegów syjonizmu i Stanów Zjednoczonych... Ale ostatnie demonstracje odebrały rządowi Ahmadineżada moralną legitymizację, oskarżenia już nie działają na nikogo, a obok liberalnych kobiet jednakowo demonstrują kobiety konserwatywne, pod hasłami „już dosyć”.

Update: Shrin Ebadi do ludzi, 24 czerwiec 2009 (youtube, Bruksela)

wtorek, 27 stycznia 2009

Lewica i mułłowie Iranu

Jahanshah Rashidian

Można dyskutować nad rozlicznymi wadami komunizmu i jego historycznymi błędami lub ideologiczną nieadoptowalnością do demokracji. Ale w Iranie komunizm swoiście zabarwiła współpraca z religionistami, i to jest trwała bejca, której nie usunięto od rewolucji 1979.

Typowym przykładem owego piętna w czasach po irańskiej rewolucji jest najpopularniejszy we współczesnej historii Iranu ruch marksistowsko- leninowski, Ludowa Organizacja Partyzantki Fedainów („OIPFG”). Istnieli, rzecz jasna, lewicowi intelektualiści oraz małe grupy, które nie pokłoniły się supremacji Chomeiniego. Wyraz "lewica" lub "lewicowy" w tym artykule określa tylko prosowieckie struktury polityczne, zwane Partią Tudeh oraz frakcję OIPFG zwaną Większością. Jednymi i drugimi sterował Kreml w kierunku bezwarunkowego poparcia "antyamerykańskiej” Islamskiej Republiki Iranu (IRI). Większość powstała w wyniku rozłamu w OIPFG w 1980 roku. Druga część tej partii, zwana Mniejszością, wraz z innymi lewicowymi grupami walczyła przeciwko "burżuazji" IRI - cała ta opozycja była systematycznie i stopniowo przez reżim wyrzynana, rozpędzana i rozbijana.

OIPFG został założony w końcu lat 1960tych przez młodą inteligencję i rewolucyjnych studentów. Proklamował swą walkę w 1971, kiedy to grupa uzbrojonych fedainów przejęła wiejski posterunek policji zwany “Siahkal”. W odniesieniu do absolutystycznej dyktatury reżimu szacha wierzyli, że uzyskanie wolności i sprawiedliwości społecznej jest możliwe tylko w wyniku walki zbrojnej awangardy rewolucyjnej, która w pewnym momencie przekształci się w masową rewolucję. Inne środki bez użycia przemocy, szczególnie w wyniku nieudanych doświadczeń Partii Tuddeh i Frontu Narodowego (szerokie spektrum polityczne, popierające Mohammeda Mosaddeqa), były uznawane za ułomne i nieefektywne. Te dwie główne grupy opozycyjne nie były w stanie zmobilizować ludzi przeciwko absolutystycznej dyktaturze szacha - w owych czasach zbrojnych ruchów nie etykietowano określeniami, takimi jak „terroryzm”, „awanturniczość”, czy „utopie drobnej burżuazji”.

Trzeba tu zważyć na niepokoje społeczne lat 1960tych; Francja i Niemcy były zdominowane demonstracjami studenckimi 1968 roku, we Francji niemal doszło do sytuacji rewolucyjnej. Pojawiła się jakaś liczba grup lewicowych w Niemczech, Włoszech, Francji oraz innych krajach. Uzbrojone grupy, jak IRA w Irlandii Północnej czy baskijska ETA, były zaangażowane w walkę zbrojną. Rewolucyjne wydarzenia w Ameryce Łacińskiej cieszyły się masowym poparciem ze strony europejskiej młodzieży. Nawet państwa europejskie, szczególnie zarządzane przez partie socjalistyczne lub socjaldemokratyczne, musiały uwzględniać sympatię ich inteligencji do ruchów rewolucyjnych i antyamerykańskich. Idea Castro, że "kule, a nie głosy, to droga sięgania po władzę" miały polityczny sens. Doradcą Mitterranda do spraw Ameryki Łacińskiej został Régis Debray, który walczył u boku Che Guevary w Boliwii w 1967 i był autorem książki "Rewolucja w rewolucji". Książka ta zainspirowała Fedainów.

Nie trzeba wspominać, że w owym czasie koncepcje walki zbrojnej były wolne od jakichkolwiek skojarzeń z terroryzmem czy politycznym islamem. Ogromna liczba zachodniej młodzieży o poglądach lewicowych lub alternatywnych żywiła sympatię do Ruchu Wyzwolenia Palestyny (PLO) i stąd nosiła palestyńskie chusty jako znak solidarności z palestyńskimi bojownikami. Tymczasem Front przejawiał więcej niż powierzchowne podobieństwo do budzących dziś zaniepokojenie islamistów z Hamasu czy Hezbollahu.

Choć warunki społeczno gospodarcze, które sprzyjały walce zbrojnej w Ameryce Łacińskiej, nie były podobne do warunków w społeczeństwie islamskim, takim jak Iran, walka zbrojna Fedainów była w dużym stopniu zainspirowana doświadczeniami rewolucyjnymi Ameryki Łacińskiej. Uważali, że walka zbrojna wypromuje masową rewolucję w Iranie tak, jak to się stało w Kubie. W historii pierwszych założycieli ruchu Fedainów nie znajdziesz nawet stroniczki o ich kontakcie z islamem czy o roli islamu w ewentualnej rewolucji. Tak ważny czynnik społeczny, jak islam, jest w ich analizach zupełnie nieobecny.

W przeciwieństwie do części księży w Ameryce Łacińskiej mułłowie irańscy nigdy nie pogodziliby się z kolektywizmem, socjalizmem i materializmem lewicy. Od dynastii safadyjskiej do Szacha (oprócz około 16-letnich rządów szacha Rezy) irańscy kapłani czy mułłowie zawsze utrzymywali więź z monarchią. Ten sojusz został później użyty przez władze kolonialne do podtrzymywania status quo. Po decydującej „szyityzacji” Iranu przez Safawidów w 16 wieku społeczno- polityczny wpływ mułłów stale narastał, a proces ten uległ przyspieszeniu w czasie 16letnich rządów szacha Rezy. W latach 1960tych Ajatollach Chomeini sprzeciwił się reformom szacha: rolnej i przyznającej kobietom prawa wyborcze, przez co poprowadził ruch islamski do oporu wobec „nieislamskim reformom”.

Ani prorosyjska Partia Tudeh, ani marksistowsko- leninowski OIPFG nie były w stanie wprowadzić do swoich analiz społecznych marksowskiego „religia to opium dla ludu” -- zamiast tego uważali „antyimperialistyczny” ruch muzułmański za swego strategicznego sojusznika. Nic dziwnego, że obaj eks- rywale (partia Tudeh oraz większość Komitetu Centralnego nie prosowieckiej OIPFG zwana Większością) spotkali się mimo pogłębiających się tarć, aby bezwarunkowo poprzeć „antyimperialistycznego Chomeiniego i jego islamistyczny ruch – i popierali go do momentu, gdy sami, jak inne lewicowe grupy, wpadli pod islamistyczny miecz Chomeiniego jako „bluźnierczy ateiści”.

Ale przedtem ich ślepe poparcie dla islamistycznego reżimu osiągnęło poziom zdradzieckiej współpracy z strukturami represyjnymi i prawicowymi, paramilitarnymi opryszkami reżimu – którzy na terenie całego kraju zajmowali się identyfikacją i „aresztowaniami” „agentów imperializmu”. Wykonano egzekucje na wielu tysiącach owych „agentów”, w tym na osobach niedorosłych. W rzeczywistości olbrzymią liczbę ofiar stanowili nastolatkowie oraz młodzi ludzie, domagający się podstawowych praw demokratycznych.

Klasa robotnicza, którą ta pseudolewica miała wspierać, straciła tą odrobinę praw, jaką uzyskała w czasie rewolucji, i którą nadaremno usiłowała zachować na stałe. Ich nowe, niezależne związki zawodowe, zostały zakazane i zastąpione przez islamistyczne zrzeszenia założone przez Ministerstwo Pracy. Ich udział w zyskach i przywileje, ustanowione jeszcze za szacha, zostały zlikwidowane. Zakazano prawa do strajku. Płace utrzymywano na bardzo niskim poziomie, zamknięto wiele fabryk, a ich pracowników wyrzucono na bruk bez żadnych zasiłków dla bezrobotnych. Ponieważ protestowali, islamistyczny reżim wielu robotników aresztował, osadzał w więzieniach i poddawał egzekucjom – a w tym czasie opisywane tu spektrum lewicy popierało reżim mułłów.

Ta część irańskiej lewicy nie absorbowała swej uwagi prawami człowieka, indywidualnymi wolnościami czy prawami kobiet. Dla nich istniały podziały bazujące na klasie, ideologii oraz jakichkolwiek antagonistycznych czynnikach związanych z koncepcją klasy. Z tej perspektywy selektywnie argumentowali, że krajowi kapitaliści reprezentowali interesy imperialistów, ale już rola mułłów i ich tradycyjne więzi z feudalizmem i tradycyjnym kapitalizmem były przez nich ignorowane. Słynnej książka „Historia trzydziestu lat” Bijana Jazaniego, założyciela marksistowsko- leninowskiej OIPFG, wyraża ogromne uznanie dla Ajatollacha Chomeiniego jako „rewolucyjnego” mułły wywodzącego się z „drobnej burżuazji”. Liczące sobie czternaście stuleci islamistyczne prawa szariatu, opisane w książce Chomeiniego jako Państwo Boga, “Velayt-e-Faghih”, były zdumiewająco ignorowane przez tą część lewicy. Chomeini miał te faszystowskie, mizoginistyczne i antysocjalistyczne idee jeszcze przed rewolucją 1979, ale został przez to spektrum lewicy zaakceptowany i wychwalany jako symbol walki przeciwko Szachowi. Aby skonkludować, islam jako czynnik wytwarzający nowe podziały czy monolityczne stosunki społeczne, w ogóle nie był wzięty przez lewicę pod rozwagę.

Tymczasem to właśnie religia była używana przez siły kolonialne czy wewnętrzne jako tama przeciwko demokracji i nowoczesności. Oczywiście, do pewnego stopnia na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej ruchy islamskie były czynnikiem jednoczącym, ale równocześnie władze kolonialne tolerowały je, by zapobiec wyłanianiu się demokratycznej alternatywy. Islamistyczne ruchy nie oferowały żadnych efektywnych rozwiązań dla istniejących problemów. Nie da się tak po prostu zlikwidować stanu zależności ekonomicznej, z, albo i bez islamistycznych rozwiązań. Jedynym rozwiązaniem, gwarantującym ekonomiczną niezależność, jest szybki rozwój w ramach demokratycznego i świeckiego państwa – inaczej islamskie państwa, takie jak Pakistan, Afganistan, Somalia czy Iran – pozostaną zależnymi ekonomicznie państwami klienckimi wielkich mocarstw.

Siły kolonialne respektowały, a nawet propagowały religię w Iranie, także jako sposób na konspirację. Szyiccy mułłowie w Iranie, podobnie jak chrześcijańscy misjonarze w Afryce, znani byli z zajmowanych przez nich pozycji protégés brytyjskiej administracji kolonialnej; jedni i drudzy wygłaszali kazania, by przyciągnąć ludzi do Boga, ale nie do wolności i postępu. Kolonializm z natury rzeczy pragnie utrzymywać swoje kolonie w stanie jak największego niedorozwoju, analfabetyzmu i zabobonu. Te wsteczne tendencje idą ręka w rękę z religią. Bez takich warunków wstępnych w dziejach kolonializmu plądrowanie i grabież kolonii by nie była taka łatwa.

W koloniach islamskich rolę chrześcijańskich misji wypełniała struktura islamskich ulemów, która podlegała dostosowaniu do celów kolonialnych. Administrujący koloniami nie interweniowali w kwestie dotyczące islamu czy islamskich praktyk, ale oddzielnie religii od spraw praktycznych rządu i prawa było w ich interesie. To, samo w sobie, jest interwencją w sprawy islamu. W przypadku Iranu uważa się, że w 20 wieku Imperium Brytyjskie musiało współpracować z pewną liczbą wpływowych duchownych, aby wzajemnie wzmacniać swoje wpływy i władzę. Szczyt owej wzajemnej współzależności przypadł na rok 1953 i zaplanowany przez USA i Wielką Brytanię zamach na irańskiego premiera Mossadegha, który zagroził brytyjskim interesom nacjonalizując irański przemysł naftowy. Do przeprowadzenia zamachu siły kolonialne spożytkowały najbardziej opryszkowate i reakcyjne elementy muzułmańskiego „bazaru” (tradycyjnego biznesu, zakazanego dla duchownych), którym przewodzili duchowni. Dr. Mossadegh jest jedynym demokratycznym premierem w najnowszej historii Iranu. W wyniku zamachu USA i Wielka Brytania reinstalowały w Iranie szacha na pozycji despoty.

Nawet po pierwszej w historii Bliskiego Wschodu rewolucji konstytucyjnej Iran nie mógł uwolnić się od wpływu mułłów. Wkrótce straciła sens konstytucja, która oddawała władzę w ręce ciał obieralnych. Z pomocą mułłów władza pozostała świętym darem w rękach królów, którzy od czasu Safawidów uważani są za „ziemskich reprezentantów Ukrytego Dwunastego Imama, Mahdiego”, a z kolei mułłowie uważani są za jedynych interpretatorów Imama.

Mimo podziału Iranu na sfery interesów Anglii i Rosji Iran nie został skolonizowany oficjalnie, lecz mimo to kraj utracił swoją naturalną drogę postępu, demokracji, sekularyzmu i niezawisłości. Jak dokumentuje książka F. Williama Engdahla „A Century of War - Anglo-American Oil Politics and the New World Order”, interesy brytyjskie na Bliskim Wschodzie zaczęły szczytować z chwilą, gdy jej przywódcy zorientowali się, że ropa zastąpi węgiel jako źródło energii przyszłości. Na przełomie wieków Wielka Brytania nie miała bezpośredniego dostępu do ropy i jej dostawy zależały od Ameryki, Rosji i Meksyku. Szybko zrozumiano, że taka sytuacja jest nieakceptowalna i poprzez intrygi z udziałem brytyjskiego szpiega nazwiskiem Sidney Reilly oraz australijskiego geologa i inżyniera nazwiskiem William Knox d’Arcy, Wielka Brytania zapewniła sobie prawa do wierceń od perskiego monarchy Rezy Chana. Za prawa wydobywania perskiej ropy do 1961 roku D’Arcy zapłacił 20 tysięcy dolarów w gotówce i zobowiązał się do tantiemy 16 procent od całej sprzedaży na konto szacha. Firma brytyjska, do współpracy z którą Reilly namówił d’Arcy'ego, znana była wtedy pod nazwą Anglo-Persian Oil Company – i była faktycznym prekursorem potężnego dziś British Petroleum. Popularny premier Iranu Mossadegh znacjonalizował irańską ropę, by tej grabieży położyć kres. Dwa lata później w 1953 Mossadegh został obalony przez amerykańsko-brytyjski zamach stanu, nie bez dużej pomocy ze strony przywódców duchowych kierowanych przez ajatollacha Kaszani, wpływowego mułły, który już wcześniej poprzysięgał demokratycznie wybranemu rządowi Mossadegha, że go obali.

Bardziej niż instytucji takich jak armia, służby cywilne i sądownictwo, które systematycznie ustanawiano w koloniach, kolonializm brytyjski potrzebował religii do lepszej kontroli rozległych terytoriów, jakie zdobyli w XIX wieku. Co więcej, kreowano sekty i kulty, podburzano do sekciarskich konfliktów. Wszystkie te środki torowały drogę do utrzymania stanu zależności ekonomicznej, nawet po ich fizycznym wyprowadzeniu się. Przykładem takiej „dekolonizacji” jest zdobycie niepodległości przez Indie w 1947, które szybko zaowocowało podziałem subkontynentu indyjskiego na dwa, a potem trzy państwa, na podstawie konfliktów religijnych. I takie są źródła narodzin islamskiego państwa Pakistanu z prezydentem Ayub Khanem w końcówce lat 1960tych.

Ustanowienie państw komunistycznych w XX wieku było dla niektórych muzułmańskich działaczy jak tych z Ludowej Organizacji Mudżahedinów (MEK) jako szansa antykolonializmu na wzmocnienie politycznego sojuszu przeciwko Zachodowi, a dla szyickich mułłów (jak Chomeini) „komunizm to ateizm” i dlatego go demonizowali jako “Kufr” (bluźnierstwo). Islamistyczne ruchy, a szczególnie irańscy mułłowie, postrzegali wyłanianie się marksizmu jako obcego demona, z którym należy walczyć i nie dopuszczać do mentalnej i fizycznej obecności w szyickim społeczeństwie. Aczkolwiek struktury islamistyczne mają stalinowskie metody organizacji, to są bardziej antykomunistyczne niż antyzachodnie. Ateistyczna legitymizacja komunizmu przypomina im nieustannie, że problem kultury ateistycznej może stanowić większe niebezpieczeństwo niż zachodni kolonializm. Komunizm zawsze pozostawał głównym wyzwaniem dla każdej struktury islamistycznej, przyzwyczajonej do długiej koegzystencji z Imperium Brytyjskim i hegemonią USA.

Ten antysocjalistyczny charakter ruchów islamskich w ogólności, a szczególnie szyickich mułłów w Iranie, stanowił to brakujące ogniwo, które nie pozwoliło szerokiemu spektrum irańskiej lewicy nawiązać kontaktu z rzeczywistością. Wpadli w pułapkę Chomeiniego, co ostatecznie kosztowało ich nie tylko złą reputację, lecz także tysiące ludzkich żyć.
.

Jahanshah Rashidian
Rotten Gods, 19 styczeń 2009

czwartek, 6 września 2007

Starotestamentowa Polska

To dobrze czy źle, że Polska jako jedyny kraj europejski opowiada się przeciwko ustanowieniu Europejskiego Dnia przeciw Karze Śmierci? - pyta Bogna Janke. Sądząc po odpowiedziach o "urojeniach socjalistycznego eurokołchozu", powinna konsekwentnie zadać swoim respondentom następne pytanie, czy uważają, że Polska jest jedynym państwem w Europie, w którym mieszkają chrześcijanie?

Argumenty, że tylko lewica może być przeciwko karze śmierci, są chyba refleksem jakieś mentalnej i moralnej zapaści, w którą popada polskie społeczeństwo. Kodeks Hammurabiego jest mniej więcej takim samym wyrazem cywilizacji jakości życia, o której ostatnio się wypowiadał obecny papież, jak i oparty na Koranie kodeks republik islamskich.

Przerażające, że w XXI wieku można szukać uzasadnień moralnych dla kary śmierci w Starym Testamencie, spisywanym, mówiąc oględnie, w czasach, które minęły jeszcze dawniej niż czasy, gdy powstawały te fragmenty Koranu, które zalecają kamieniowanie niewiernych żon i podrzynanie gardeł niewiernym.

Nasza odpowiedź na pytanie, które sugerujemy Bognie Janke, brzmi następująco: nie, Polska nie jest jedynym państwem europejskim, w którym żyją chrześcijanie. Przeciwnie, jest jedynym, które przebywa mentalnie w czasach, gdy Chrystus się jeszcze nie narodził. A skoro się nie narodził, to logiczną konsekwencją tego stanu rzeczy jest, że ani jednego chrześcijanina w Polsce nie ma.

Mirror na Salonie24

Józef Dajczgewand
Bogumiła Tyszkiewicz

czwartek, 26 kwietnia 2007

Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie homofobii w Europie.

Parlament Europejski przyjął w dniu dzisiejszym rezolucję (325 głosów przeciw 124, przy 150 nieobecnościach i 1 wstrzymującym się) wyrażającą zaniepokojenie m.in. wypowiedziami polskiego Ministra Edukacji Narodowej na temat propozycji ustawy zakazującej "propagandy seksualnej" w szkołach, Rzeczniczki Praw Dziecka, że przygotuje listę zawodów niedostępnych dla osób o orientacji homoseksualnej. Rezolucja zawiera postanowienie o wysłaniu delegacji do Polski z wezwaniem do "dekryminalizacji homoseksualizmu na całym świecie" oraz przypomina o zobowiązaniach i sankcjach związanych z nie przestrzeganiem Praw Człowieka, z wszczęciem postępowania przed trybunałem włacznie.

Parlament Europejski,

- uwzględniając międzynarodowe instrumenty gwarantujące prawa człowieka i podstawowe wolności oraz zakazujące dyskryminacji, zwłaszcza Europejską konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności,

- uwzględniając art. 6 i 7 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 13 traktatu WE, które zobowiązują UE i jej państwa członkowskie do stania na straży praw człowieka i podstawowych wolności oraz ustanawiają europejskie środki walki z dyskryminacją i łamaniem praw człowieka,
- uwzględniając Kartę Praw Podstawowych Unii Europejskiej, w szczególności jej art. 21, zakazujący dyskryminacji ze względu na orientację seksualną,

- uwzględniając działania Unii Europejskiej mające na celu walkę z dyskryminacją ze względu na orientację seksualną oraz z homofobią, w szczególności antydyskryminacyjną dyrektywę 2000/78/WE ustanawiającą ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy, a także uwzględniając ogłoszenie roku 2007 Rokiem Równych Szans,
- uwzględniając swoje wcześniejsze rezolucje w sprawie homofobii, ochrony mniejszości i polityki antydyskryminacyjnej, zwłaszcza rezolucje w sprawie homofobii w Europie oraz w sprawie nasilenia przemocy powodowanej rasizmem i homofobią w Europie,

- uwzględniając art. 103 ust. 4 Regulaminu,

A. mając na uwadze, że Parlament Europejski śledził rozprzestrzenianie się dyskursu pełnego nienawiści do wspólnoty lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów w wielu krajach europejskich,

B. mając na uwadze, że wypowiedzi i działania przywódców politycznych i religijnych w głównej mierze wywierają wpływ na kształtowanie opinii publicznej, w związku z tym ciąży na nich poważna odpowiedzialność za przyczynianie się w pozytywny sposób do tworzenia klimatu tolerancji i równości,

C. mając na uwadze, że niniejsza rezolucja, podobnie jak rezolucja w sprawie homofobii w Europie oraz rezolucja w sprawie nasilenia przemocy powodowanej rasizmem i homofobią w Europie to reakcja na te i inne niepokojące wydarzenia, na przykład wydany przez lokalne władze zakaz odbywania marszy równości i parad gejów, podżegające albo zawierające groźby wystąpienia lub język nienawiści czołowych polityków i przywódców religijnych, niezdolność policji do zapewnienia odpowiedniej ochrony przed brutalnymi wystąpieniami grup homofobicznych, nawet w przypadku rozpędzania pokojowych demonstracji,

D. mając na uwadze, że w nadchodzących miesiącach planuje się w całej Europie i na świecie marsze równości i parady gejów, których uczestnikom i organizatorom grozi potencjalnie przemoc fizyczna, mimo że mają podstawowe prawo do swobody wypowiedzi i zgromadzeń, o czym przypomina między innymi komisarz Rady Europy ds. praw człowieka,

E. mając na uwadze, że szesnastoletni Włoch imieniem Matteo, mieszkający w Turynie, popełnił samobójstwo zostawiając dwa listy pożegnalne, w których czyn swój umotywował zastraszaniem, z jakim się spotkał z powodu swojej orientacji seksualnej; mając na uwadze, że organizacje społeczeństwa obywatelskiego w Wielkiej Brytanii odnotowały wzrost liczby przypadków zastraszania ze strony homofobów w szkołach średnich na terenie całej Wielkiej Brytanii; mając na uwadze, że w Holandii homoseksualista został śmiertelnie pobity wyłącznie z powodu swojej orientacji seksualnej i kobiecego wyglądu,

F. mając na uwadze, że Parlament Europejski niejednokrotnie wzywał do ukończenia prac nad antydyskryminacyjnym pakietem legislacyjnym, opartym na art. 13 traktatu WE, i stale zwraca się do Komisji o zapoczątkowanie prac nad dyrektywą zakazującą dyskryminacji ze względu na orientację seksualną we wszystkich dziedzinach,

G. mając na uwadze, że Parlament Europejski w rezolucji z 15 czerwca 2006 r. w sprawie nasilenia przemocy powodowanej rasizmem i homofobią w Europie wyraził już poważne zaniepokojenie sytuacją w Europie, a szczególnie w Polsce, potępiając nawołujące do nienawiści i przemocy oświadczenia liderów Ligi Polskich Rodzin, a szczególnie wicepremiera i ministra edukacji,

H. mając na uwadze, że wicepremier i minister edukacji w polskim rządzie ogłosił w marcu projekt ustawy przewidującej sankcje za "propagandę homoseksualnąń w szkołach, podając przykłady przepisów tego projektu ustawy, która przewiduje zwolnienia, grzywny lub kary pozbawienia wolności wobec dyrektorów szkół, nauczycieli i uczniów za "promowanień w szkołach praw gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów,

I. mając na uwadze, że wiceminister edukacji w polskim rządzie potwierdził, że administracja przygotowuje projekt takiej ustawy, i oświadczył, że "nauczyciele ujawniający homoseksualne skłonności będą zwalniani z pracyń; mając na uwadze, że poszczególni członkowie rządu zareagowali różnie, w związku z czym nie jest jasne, czy ustawa istotnie zostanie zaproponowana,

J. mając na uwadze, że wicepremier i minister edukacji w polskim rządzie wyraził chęć propagowania przyjęcia podobnego prawa na szczeblu europejskim,

K. mając na uwadze, że proponowane przepisy prawne uzyskały poparcie premiera polskiego rządu, który oświadczył, że "proponowanie w szkołach młodym ludziom gejowskiego stylu życia jako alternatywy wobec tego normalnego, to już jest przesada, tego rodzaju przedsięwzięcia w szkołach należy ucinać, przedstawiając w ten sposób zniekształconą interpretację edukacji i tolerancji,

L. mając na uwadze, że polska rzecznik praw dziecka stwierdziła, że przygotowuje listę zawodów, do wykonywania których homoseksualiści się nie nadają,

M. mając na uwadze, że w czerwcu 2006 r. Prokuratura Krajowa zaleciła kontrole finansowania organizacji lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów, zmierzające do ustalenia ewentualnych powiązań ze "światem przestępczymń oraz ich obecności w szkołach, a także odkrycie śladów działalności przestępczej - kontrola nie przyniosła rezultatów,

N. mając na uwadze, że 8 czerwca 2006 r. polski rząd zwolnił kierownika Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli i zakazał rozpowszechniania oficjalnej antydyskryminacyjnej broszury Rady Europy, a także mając na uwadze, że nowy kierownik ośrodka stwierdził 9 października 2006 r., że "niewłaściwe wzorce nie powinny być obecne w szkołach, ponieważ celem szkoły jest wyjaśnianie różnicy między dobrem a złem, pięknem i brzydotą (...); szkoła powinna wyjaśniać, że praktyki homoseksualne prowadzą do dramatów, pustki i zwyrodnienia",

O. mając na uwadze, że Terry Davis, sekretarz generalny Rady Europy, zareagował na te wydarzenia, stwierdzając, że "polski rząd ma prawo decydować, czy chce wykorzystać materiały Rady Europy do edukacji w zakresie praw człowieka, ale o ile wykorzystanie materiałów dydaktycznych jest fakultatywne, to zawarte w nich wartości i zasady z pewnością fakultatywne nie są", a także wyraził zaniepokojenie faktem, że "rząd akceptuje niektóre działania propagujące homofobię (...) i zachowania homofobiczne",

P. mając na uwadze, że polski rząd odmówił również finansowania projektów, którym patronują organizacje lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów, w ramach programu European Youth, i uzasadnił tę decyzję w piśmie do tychże organizacji, stwierdzając, że "ministerstwo w swojej polityce nie popiera działań mających na celu propagowanie zachowań homoseksualnych i takiej postawy wśród młodzieży. Rolą ministerstwa nie jest również wspieranie współpracy z organizacjami homoseksualnymi",

Q. mając na uwadze również wiele pozytywnych wydarzeń, takich jak z powodzeniem zorganizowana gejowska parada równości w Warszawie w czerwcu 2006 r., masowa demonstracja na rzecz tolerancji i demokracji w Warszawie w listopadzie 2006 r. po zakazie marszu tolerancji w Poznaniu, ochrona marszu na rzecz praw gejów w Krakowie w kwietniu 2007 r., a także fakt, że parady gejów i lesbijek nie są już systematycznie zakazywane,

R. mając na uwadze, że Parlament Europejski upoważnił Europejskie Centrum Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii do zbadania narastającego klimatu nietolerancji powodowanej rasizmem, ksenofobią i homofobią w Polsce oraz zwrócił się do Komisji o sprawdzenie, czy działania i oświadczenia polskiego ministra edukacji są zgodne z art. 6 Traktatu o Unii Europejskiej, przypominając o sankcjach przewidywanych za jego naruszanie, jednak żądania te nie zostały spełnione,

1. podkreśla, że Unia Europejska to przede wszystkim wspólnota wartości, z których najcenniejsze to poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności, demokracja i praworządność, równość i brak dyskryminacji;

2. stwierdza, że instytucje i państwa członkowskie UE mają obowiązek zapewnienia przestrzegania, ochrony i wspierania praw człowieka przysługujących mieszkańcom Europy, co przewiduje Europejska konwencja praw człowieka, Europejska karta praw podstawowych, art. 6 Traktatu o Unii Europejskiej oraz dyrektywy 2000/43/WE i 2000/78/WE;

3. ponownie wzywa Komisję do zagwarantowania we wszystkich dziedzinach zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną poprzez ukończenie prac nad pakietem antydyskryminacyjnym opartym na art. 13 traktatu, bez którego lesbijki, geje, biseksualiści i inne osoby spotykające się z wieloraką dyskryminacją nadal będą na nią narażone; wzywa do dekryminalizacji homoseksualizmu na całym świecie;

4. ustanawia 17 maja dorocznym Międzynarodowym Dniem Walki z Homofobią;

5. wzywa Komisję Europejską do przyspieszenia przeglądu wdrażania dyrektyw antydyskryminacyjnych i do wszczynania wobec państw członkowskich postępowania przed trybunałem w razie naruszenia zobowiązań w ramach UE;

6. przypomina wszystkim państwom członkowskim, że orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka uznało, że swoboda zgromadzeń przysługuje nawet w przypadku, gdy wygłaszane poglądy są kontrowersyjne dla większości społeczeństwa oraz że, konsekwentnie, zakaz marszów równości oraz niezapewnianie właściwej ochrony ich uczestnikom stanowi naruszenie zasad chronionych Europejską konwencją praw człowieka; zachęca wszystkie właściwe władze, zwłaszcza władze lokalne, do zezwalania na takie marsze i do odpowiedniej ochrony uczestników;

7. potępia dyskryminacyjne uwagi wygłaszane przez przywódców politycznych i religijnych pod adresem homoseksualistów, ponieważ podsycają one nienawiść i przemoc, nawet jeśli zostaną później wycofane, i zwraca się do hierarchii odpowiednich organizacji o potępienie tego rodzaju uwag;

8. ponawia wezwanie skierowane do wszystkich państw członkowskich o ustanowienie przepisów prawnych, aby zwalczyć dyskryminację związków osób tej samej płci i zwraca się do Komisji o przedstawienie wniosków mających zapewnić stosowanie zasady wzajemnego uznawania również w tej sferze, aby zagwarantować swobodny przepływ wszystkich osób w UE bez dyskryminacji;

9. solidaryzuje się z działaczami walczącymi o podstawowe prawa i obrońcami równych praw dla lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów oraz wyraża swe poparcie dla nich;

10. wzywa właściwe władze polskie, by powstrzymały się od proponowania lub przyjmowania ustawy w formie przedstawionej przez polskiego wicepremiera i ministra edukacji, a także od wdrażania środków mających na celu zastraszanie organizacji lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów;

11. wzywa właściwe władze polskie do publicznego potępienia oświadczeń osób publicznych wzywających do dyskryminacji i nienawiści ze względu na orientację seksualną i do zastosowania środków przeciwko tego rodzaju wystąpieniom; uważa, że jakiekolwiek inne zachowanie stanowiłoby naruszenie art. 6 traktatu UE;

12. zwraca się do władz polskich o ułatwianie realizacji działań w ramach Roku Równych Szans 2007, a do Komisji o monitorowanie tych działań, w szczególności przepisu uzależniającego finansowanie od zapewnienia, że w programach krajowych w równorzędny sposób zajęto się wszystkimi przyczynami dyskryminacji;

13. zwraca się do Konferencji Przewodniczących, aby wysłała do Polski delegację, która zbada sytuację w celu uzyskania jasnego jej obrazu i podjęcia dialogu ze wszystkimi zainteresowanymi stronami;

14. zobowiązuje swojego przewodniczącego do przekazania niniejszej rezolucji Radzie, Komisji, rządom państw członkowskich, krajów przystępujących i kandydujących oraz Radzie Europy.

--

Homophobia in Europe
Motions for a resolution
(RC B6-0167/2007, B6-0167/2007, B6-0168/2007, B6-0170/2007, B6-0171/2007)

-

czwartek, 11 stycznia 2007

Pamięć i odpowiedzialność

Z tymi fragmentami Deklaracji Programowej PiS "Pamięć i Odpowiedzialność" zgadzamy się całkowicie i mamy zamiar rozliczyć ich z realizacji przy najbliższych wyborach:

"[...] Wskazujemy na szczególnie destrukcyjną rolę przeciwników lustracji i dekomunizacji, którzy stworzyli sytuację bezkarności i tolerancji dla zła. Środowiska te przyzwalały często na realizację publicznych aspiracji funkcjonariuszy i współpracowników komunistycznego aparatu represji. To powodowało, że utrwalany był stan przejściowy pomiędzy PRL a wolną Polską. W miejsce realnego komunizmu pojawiła się jego hybrydalna kontynuacja - postkomunizm. [...]

W tej sytuacji Prawo i Sprawiedliwość uznaje za konieczne podjęcie jednoznacznych moralnie i prawnie decyzji ustrojowych, które kategorycznie usuną ustrojowy balast komunizmu i wyciągną praktyczne konsekwencje wobec winnych. Mamy na myśli przede wszystkim:

- Nowelizację Konstytucji RP, która definitywnie uwolni aksjologię i porządek prawny naszej Ojczyzny od ograniczeń związanych ze spuścizną PRL. Przypominamy, że przedstawiony przez PiS projekt nowej Konstytucji zawierał obowiązek złożenia nowej przysięgi przez osoby pełniące funkcje publiczne, które nie uczyniły tego po roku 1990.
- Dokończenie postępowań karnych w sprawie zbrodni popełnionych w okresie dyktatury komunistycznej.
- Ujawnienie listy byłych funkcjonariuszy SB.
- Ustanowienie sankcji karnych za przechowywanie dokumentów Służby Bezpieczeństwa, wraz z krótkim okresem abolicji, w którym można będzie zwrócić posiadane akta bez narażania się na odpowiedzialność karną.
- Zakazanie byłym funkcjonariuszom bezpieczeństwa państwa (w rozumieniu ustawy lustracyjnej) pracy w instytucjach publicznych oraz administracji.
- Obniżenie emerytur funkcjonariuszy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa do poziomu najniższego świadczenia emerytalno- rentowego.
- Ustanowienie czytelnych i skutecznych procedur lustracyjnych, które zapewnią w jak największym stopniu możliwość dotarcia do prawdy i uniemożliwią dotychczasową praktykę paraliżowania procesu ujawniania agentury komunistycznych służb, chociażby poprzez traktowanie składanych dziś zeznań funkcjonariuszy SB na równi z dokumentami wytworzonymi wczasach PRL.
- Szczególne wsparcie dla programów edukacyjnych i badawczych realizowanych przez instytucje publiczne oraz organizacje pozarządowe, pogłębiających i upowszechniających wiedzę o najnowszej historii Polski.

Te fragmenty budzą nasze wątpliwości:

1. Jednocześnie raz jeszcze składamy hołd wszystkim, którzy walczyli o wolność i niepodległość Polski, a także o przestrzeganie praw obywatelskich w naszym kraju. Polska opozycja niepodległościowa z "Solidarnością" na czele odegrała kluczową rolę w procesie obalenia komunizmu i wyzwolenia spod totalitaryzmu krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

2. Ogromne są też na tym polu zasługi Kościoła katolickiego. Polski Kościół, który wydał tak wybitne postacie jak Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński i Ojciec Święty Jan Paweł II, zawsze stał po stronie Narodu oraz jego niepodległościowych i demokratycznych dążeń.

ad.1:
Solidarność była nie tylko i wyłącznie ruchem narodowo - wyzwoleńczym, na co najlepiej wskazuje program przyjęty na jej pierwszym zjeździe. Chodziło również o to, by godność i szacunek nie wynikały z pozycji w aparacie władzy i wynikających z tego faktu przywilejów, a to się wiąże między innymi z szeregiem POSTULATÓW SPOŁECZNYCH, jak (m.in.) minimalna płaca, z której idzie wyżyć, a także opłacić mieszkanie, prąd i gaz. Ten postulat nigdy nie został zrealizowany.

ad 2.
Oprócz postaci wybitnych, jak kardynał Stanisław Wyszyński i papież Jan Paweł II, polski kościół wydał również takie postaci, jak (dotychczas zlustrowani, których zdjęcia publikuje "Wprost" z 14 stycznia 2007): o. Konrad Hejmo, ks. Mieczysław Maliński, ks. Janusz Bielański, ks. Mirosław Drozdek, ks. Michał Czajkowski, bp Wiktor Skworc. abp. Stanisław Wielgus. Z czego wynika, że kościół katolicki nie zawsze stał po stronie dążeń demokratycznych, niepodległościowych - ORAZ SPOŁECZNYCH! - gdyż bywało wręcz przeciwnie. Księża są tylko ludźmi.

Bylibyśmy tych oczywistych faktów nie przypominali, gdyby nie zaspokojenie, że mit Michnika Zbawiciela Narodu zostanie teraz zastąpiony równie nieprawdziwym mitem ruchu narodowo- wyzwoleńczego pod kierownictwem Prymasa Glempa i z udziałem wyłącznie katolików. Zaniepokojenie to jest o tyle uzasadnione, że były członek Tymczasowej Komisji Krajowej "Solidarności" Józef Pinior nie otrzymał zaproszenia na krajowe obchody 25 rocznicy stanu wojennego, które się odbyły z udziałem Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w grudniu 2006 we Wrocławiu. A Pinior jest niewierzący....

Propozycje PiS najprawdopodobniej przejdą w parlamencie bez najmniejszych kłopotów. Na to wskazują zarówno wypowiedzi przedstawicieli wszystkich ugrupowań parlamentarnych (tylko SLD jest przeciw), jak i rezultaty badań opinii publicznej na rozmaitych portalach, gdzie między 80 a 90 procent respondentów opowiada się za obniżeniem emerytur dla byłych pracowników SB i publikacją ich nazwisk. Jednak kwestia "hybrydalnej kontynuacji" jest dużo szersza niż tylko kwestie emerytalne czy rozliczenia z przeszłością. To pytanie o jakość dzisiejszej sceny politycznej - na ten temat opublikowaliśmy ostatnio esej Kate Brown.

środa, 10 stycznia 2007

Ingres czy regres?

Drugi poważny błąd papieża. Pierwszym była niefortunna, krytyczna wypowiedź o islamie w trakcie wykładu papieskiego w Ratyzbonie. Poszukiwanie chrześcijańskiego uniwersalizmu i odświeżanie mitu IV Rzymu w towarzystwie Oriany Fallaci, oszalałej z nienawiści do islamu jako takiego, okazało się być odświeżeniem pamięci głównie o krzyżowcach i nawracaniu siłą. Aby załagodzić skutki swego wystąpienia papież zmienił nieprzejednane - do tamtej pory - stanowisko w sprawie wejścia Turcji do Unii Europejskiej.

Drugim poważnym błędem jest nominacja arcybiskupa Wielgusa na stanowisko metropolity warszawskiego pomimo przecieków o jego współpracy z SB i okazany w tej sprawie upór, co spowodowało konieczność odwołania ingresu w ostatniej chwili, w atmosferze niebywałego skandalu, agresji i awantur, o których pisała cała światowa prasa, i którym daleko do końca - np. Andrea Tornielli, watykanista gazety 'Il Giornale' pisze, że "ktoś" przechwycił 68-stronicowe dossier na temat Wielgusa wysłane z Warszawy do Watykanu 10 dni temu, w wyniku czego nigdy nie dotarło na biurko prefekta Kongregacji ds. Biskupów kardynała Giovanniego Battisty Re. Co jest może i prawdą, ale trudno przypuścić, by hipotetyczny "ojciec delator" zdołał zablokować wszystkie kanały informacji między Polską a Watykanem, z gazetami włacznie. Chyba Watykan też nie bardzo chciał słuchać...

Ale są jeszcze dwa kolejne błedy, dziś przysłonięte hałaśliwymi awanturami, choć w długiej perspektywie chyba bardziej brzemienne w skutki. Pierwszy, to papieski konserwatyzm, którym Benedykt XVI - nieintencjonalnie - wywołuje demony z najczarniejszych kart chrześcijaństwa. Ratyzbońskie odwołanie do praw spadkowych po dynastii Paleologów i Cesarstwie Bizantyńskim oraz jego wcześniejsze teksty z okresu inkwizycyjnego sugerują, by zastanowić się nad potencjalnym zbliżeniem znaczenia terminu "katholikos" - "powszechny" ku definicji obecnej w prawosławnej, skrajnej ortodoksji. I skutkach jej zastosowania w czasach pozimnowojennego zagubienia, rozpadu dotychczasowych tożsamości oraz poczucia zagrożenia wynikającego z coraz silniejszej fali globalizacji, w epoce zachwiania priorytetów i zasad prowadzenia polityki międzynarodowej oraz koncepcji terroru i globalnej wojny motywującej terrorystów do wysadzania w powietrze pociągów i budynków, obliczonego na jak najwięcej strat cywilnych, w dobie polityki wirtualnej, którą nie rządzą żadne idee oprócz tej jednej, że lepiej mieć władzę i pieniądze, niż ich nie mieć.

W takiej sytuacji i takich czasach dogmat może stać się jedynym pewnikiem, punktem oparcia i źródłem tożsamości osób i wspólnot, dawać poczucie bezpieczeństwa i uwolnienia od strachu przed niepewnością na miarę, jaką dawno odkryły już wszystkie sekty w historii ludzkości. Tyle, że sekty są zawsze niepowszechne: "Lęk można porównać do zawrotu głowy." pisze Kierkegaard (1) - "Ten, kto zwraca oczy ku przepastnej głebi, doznaje zawrotu głowy. Lecz przyczyną jest zarówno jego oko jak i przepaść, w którą spojrzał. Podobnie lęk jest zawrotem głowy spowodowanym przez wolność, który powstaje wtedy, gdy duch pragnie ustanowić syntezę oraz wolność, patrząc w dół na swoją własną możliwość, i wówczas chwyta się skończoności, by się na niej zatrzymać."

Człowiek z zawrotem głowy odwróci się plecami od przepastnych głębin, uchwyci pewnej skały i pewności swego chwytu będzie bronić agresją. Bo inaczej się rozpadnie.

"...'Powszechność' przekracza tu wszelkie granice zewnętrzne, w tym konfesjonalne i w pełni pokrywa się z „katolickością Kościoła”, w interpretacji np. prawosławnego teologa Paula Evdokimowa: „wyraża całość, ale nie geograficzną, poziomą czy ilościową, lecz pionową i jakościową, przeciwną wszelkiemu dzieleniu dogmatu”. - pisze Andrzej de Lazari (2) w eseju "Ekumeniści - porzućcie wszelką nadzieję" z 2002r., i dodaje, niemal w proroczym natchnieniu:

"Dla Sergiusza Bułhakowa „jedność w poglądach tworzy sektę, szkołę, partię, która może być wspaniale zjednoczona, a mimo wszystko będzie tak samo daleka od »soborowości«, jak i wojsko dowodzone przez jedną władzę i jedną wolę”, gdyż „soborowość” jest „jednością w miłości”, a nie "jednością w poglądach"."

Dlatego właśnie Andrzejowi de Lazari ripostuje kilka lat później Wierzejski, uskrzydlony papieskim wykładem w Ratyzbonie: ""Współczesny bluźnierca udaje kulturalnego i wykształconego. W rzeczywistości to neandertalczyk, który rozumie tylko wtedy, gdy dostanie po mordzie” oraz przeciwnicy dzielenia dogmatu, przekonani, że wyrażają powszechną całość, pionową i jakościową, zorganizowani przez Radio Maryja na niedoszłym ingresie. Swój sposób na pewne uchwycenie się skończoności proponuje też prymas Glemp: ci, którzy nie słuchają mediów, nie będą zakłopotani.

Drugi błąd, być może trudny do uniknięcia, wynika z niemieckości papieża. Tak, jak świadomość papieża - Polaka ukształtowały w jakimś stopniu tradycje i historia kultury, w której się narodził, tak z natury rzeczy to samo dotyczy papieża - Niemca. Popełnił bład, uniwersalizując niemieckie doświadczenia z "polityką historyczną" po II wojnie światowej na obecne czasy i inne społeczeństwo. Koszmarna moralnie epoka Adenauera jednak ponownie wpisała Niemcy w Europę, więc możnaby sądzić, że taktyka amnezji i uniewinniania esesmanów okazała się słuszna i skuteczna. Tyle, że osąd ten nie uwzględnia miejsca i czasu: kiedy się to odbywało, trwała Zimna Wojna.

Świat zewnętrzny dał Niemcom przyzwolenie na odstąpienie od osądzania dawnych zbrodniarzy i dawnych zbrodni, gdyż istniał inny, agresywny i totalitarny wróg, który zagrazał tu i teraz. Gdyby nie było zagrożenia sowieckim totalitaryzmem, nikt by nie wpadał na pomysł, by np. wykorzystywać wynalazców cudownych broni Hitlera do wyścigu zbrojeń po stronie Zachodu. Gdyby nie było ZSRR, to szubienica czekałaby nie tylko osądzonych w Norymberdze, a pomniejsi esesmani nigdy nie opuściliby więzień. A dzisiaj ZSRR nie istnieje, za to istnieje opinia publiczna.

"Jeśli wolność obawia się winy, to wina nie jest tym, czego obawia się wolność, to znaczy uznania siebie za winną, gdy nią jest; lecz boi stać się nią; i dlatego gdy tylko zostanie ustanowiona wina ponownie wkracza wolność, jako skrucha." - powiada Kierkegaard (3). Skrucha jest więc nie tylko warunkiem uzyskania wybaczenia; jest wstępem do osobistej wolności. Ale, przestrzega filozof, zarówno wolność, jak i wszystkie kroki do niej prowadzące, muszą się zrodzić w osobie, której dotyczą. Inaczej nie może być mowy o wolności powszechnej, zawartej w nieskończoności, jaką jest miłość.

Wniosek z tego jest taki, że polityka nie jest środkiem realizacji poglądów etycznych. System głosowania oraz identyfikowania aktualnych większości i mniejszości to tylko techniczny sposób negocjacji rozmaitych interesów. Moralność głosowaniu się nie poddaje. Kompletną bzdurą jest oczekiwać, by aktualna większość za pomocą mechanizmów dostępnych demokracjom zaprowadziła "moralną sprawiedliwość"; ale podobnie nieprzytomnym poglądem jest ów, że niszcząc przeciwników lub wygrywając pozycję władzy - metropolitalnej czy jakiejkolwiek świeckiej - uzyska się wybaczenie, zapomnienie i moralną czystość.

1. S. Kierkegaard, Pojęcie lęku, wyd. Antyk 2000, s. 67

2. Andrzej de Lazari, Ekumeniści - porzućcie wszelką nadzieję. Dwugłos o prawosławiu i ekumenizmie. Tygodnik Powszechny nr 23 (2761), 9 czerwca 2002. Autor jest rusycystą, profesorem Uniwersytetu Łódzkiego.

3. S. Kierkegaard, Pojęcie lęku, ... s. 113

piątek, 1 września 2006

Wiara i wina wiary. O kulcie Jacka Kuronia

Jednym z podstawowych filarów ludzkiej wiedzy jest przekonanie o przemijalności życia i nieuchronnie związanych z nim przykrości i bólu. Człowiek pragnący uwolnić od przekleństwa śmiertelności czy bezsensu egzystencji często zwraca się ku religii; ale wiek XX wskazał też nowy sposób poszukiwania drogi powrotu ku pierwotnej, rajskiej świadomości, oznaczającej niewinność i jedność z otaczającym światem: totalitaryzm. XX-wieczny nazizm i komunizm oraz XXI-wieczny islamizm oferują kompletny schemat wyjaśnień kondycji ludzkiej w skali kosmosu i zinstytucjonalizowaną doktrynę zawierającą schematy rozumowania oparte na predystynacji, nadrzędności i absolutu rasy, klasy czy jihadu, wyznaczającą hierarchie i podziały grupowe, regulującą najbardziej zmienny i konfliktogenny obszar relacji między doktrynalnym sacrum i profanum. Właśnie w tym obszarze najłatwiej pojawia się kontestacja, a w jej konsekwencji sekty.

Sekty trudno poddają się klasyfikacjom ze względu na swą niepowtarzalność i unikalność członkostwa. Rzucają wyzwanie ustalonemu porządkowi, kwestionują stosowane praktyki i ceremonie, podważają funkcjonujące kanony i autorytety. Ale to one decydują o różnorodności i wielowymiarowości doktryny, od której się oderwały, nie pozwalają jej skostnieć. W pewnym sensie stają się potrzebne pierwotnym doktrynom, i jako wróg, i jako źródło odnowienia. Ich istnieniem totalitarne systemy tłumaczą potrzebę inkwizycji: celem terroru skierowanego do wewnątrz jest utrzymanie doktrynalnej czystości. Zarazem istnienie sekt może być dowodem otwarcia doktryny i jej zdolnosci regeneracji i ewolucji.

Przynależność do sekty nadaje poszczególnym osobnikom poczucie misji religijnej, porządkuje indywidualne cele w harmonii z celami grupy, koreluje gorliwość w sprawowaniu praktyk i ceremonii z poziomem dopasowania się do wzorca funkcjonującego w grupie. Indywidualizm i różnica stają się wewnętrznymi, agentami groźnego świata na zewnątrz, źródłem poczucia winy i zdrady, bodźcem ku jeszcze większej gorliwości, która ma uspokoić rozdygotane sumienie. Lojalność wobec grupy staje się źródłem postawy moralnej jej członków, a ta jest tak doskonałym strażnikiem wewnętrznym, że przestaje być potrzebny przymus i straż zewnętrzna.

W ustabilizowanych kultach religijnych wiara przybiera wiele odcieni, z poszukującym wątpieniem włacznie. W sektach konieczność obrony ortodoksyjnych, prawowiernych zasad jest składnikiem ich autodefinicji i szczególnej polityki separowania się, odgradzania od świata, prowadzącej do nadania im charakteru pierwotnych grup odniesienia.Tworzy się przestrzeń wewnętrzna i zewnętrzna. Pierwsza z nich uważana jest za własną, czystą, wyznaczającą granice znanego i bezpiecznego świata. Wszystko co znajduje się poza nią niesie niebezpieczeństwo skażenia grzechem, duchowy niepokój, zagraża stabilności grupy. W nieczystym zewnętrzu pojawia się jego mieszkaniec, brudny wróg, definiowany wystarczająco szeroko, by objąć każdego, kto nie jest prawowierny. Kontestacja religijna staje się obroną prawowierności, pojawiają się sztywne rygory, dyscyplina wewnętrzna, której przestrzeganie jest warunkiem pozostania w sekcie, a także inkwizycja, rozbudowany system wzajemnej inwigilacji i sprawdzania prawowierności w obrębie grupy oraz awansu uzależnionego od wtajemniczenia.

Mimo dobrowolności i przypadkowości akcesu sekty odwołują się do zasad i poczucia wspólnotowości i pokrewieństwa, po części wynikającego z wspólnoty ducha i odczuć oderwania i kontestacji, po części z zasady budowania relacji opartych na więziach osobistych, a nie instytucjonalnych; to, co przyniesione z zewnątrz, staje się wtórne, niepotrzebne, wymagające oczyszczenia. Oferowany komfort psychiczny, układ stosunków społecznych między osobami, a nie pozycjami, przyciągają nadzieją osiągnięcia duchowej harmonii, uczuć altruistycznych, przyjaźni i towarzystwa w dotychczasowej samotności, siły grupy wzmacniającej własną słabość. Wrażenie powinowactwa między wszystkimi członkami grupy jest tak dojmujące, że w konsekwencji sekty często stają się ekwiwalentem rodziny oraz przyczyną radykalnego zerwania z rodziną biologiczną czy dotychczasową wspólnotą. Ważnym wyróżnikiem sekt jest silne przekonanie członków o wyjątkowości ich przynależności i wiary. Nie wszystkie, nie zawsze i nie wszędzie zapragną naprawiać lub zmieniać świat zewnętrzny, lecz każda bez wyjątku nastawiona jest na ochronę dóbr duchowych swych członków, troskę o życie pozagrobowe i na działania zmierzające do świętości i zbawienia osiągalnego dzięki - i poprzez osobę duchowego mistrza.

Twórcami grup religijnych o kontestacyjnym rodowodzie bywają ludzie sprawni intelektualnie i silni duchowo, zdeterminowani, przepełnieni autentyczną żarliwością religijną i niezwykle pociągającym dla innych poczuciem własnej boskiej misji i roli oraz - często - wybitnymi zdolnościami psychoterapeutycznymi. Niektórzy przywódcy zawdzięczają swoją pozycję przekonaniu otoczenia o ich nadzwyczajnej odporności psychicznej i fizycznej, osiągniętej i udowodnionej jakimś długotrwałym i ekstremalnie ciężkim treningiem. Bodhidarma spędził dziewięć lat w lodowej jaskini górskiej wpatrując się przez cały ten czas w jeden punkt ściany, cierpiąc zimno, mrok, głód i samotność. Jacek Kuroń przesiedział 9 lat w więzieniu.

Władza w kościołach opiera się na autorytecie urzędu. Władza w sekcie - cechach indywidualnych jednostki. Mężowie święci personifikują sacrum grupy, bo to oni je oddzielili od profanum, podzielili świat na wszystko co święte i wszystko co świeckie: reinterpretując zasady wiary, ustalając zakres obowiązujących zasad i norm, inicjując praktyki i ceremonie. Dlatego własna doktryna czy ideologia mają mniejsze znaczenie dla odrębności sekty niż unikalność członkostwa oraz osobowość mistyka grupy, jej lidera. Członkowie mierzą się tylko z problemem własnej niedoskonałości, a mąż świątobliwy z wiecznością, do której ma grupę zaprowadzić. Dzięki dobrowolności akcesu w sekcie i pierwotnego zainteresowania charyzmatyczną osobowością jej lidera, jego moc duchowa i autorytet prawie nigdy nie bywają zakwestionowane. Prorok jest drogą i niedościgłym wzorcem o prerogatywach niedostępnych nawet najbardziej wtajemniczonym: "Kuroń powtarzał, że doświadczenie 1968 roku przestrzega nas przed rozmowami z esbekami. Natomiast my wszyscy wiedzieliśmy, że są pewne wyjątki, i Jacek był jednym z nich" - mówi Celiński, były współpracownik Kuronia z Komitetu Obrony Robotników (Życie Warszawy, 30.08).

W większości sekt to co święte dominuje nad tym, co świeckie, a opromienienie świętością zależy od odległości od mistrza. Stąd bierze się specyficzna niechęć lub pogarda członków sekt do tego co świeckie, a czasem nawet całkowite kwestionowanie prawomocności świeckich instytucji i autorytetów, które w sektach fundamentalistycznych może nawet przybrać charakter ekstremalny, wojujący lub terrorystyczny. Człowiek raniony w swoje sacrum jest raniony niemal śmiertelnie. Ryczy jak ranny zwierz, o nieświętych młodzianach, próbujących zamordować jego pierwotną przyczynę, a zarazem dowód na istnienie świata transcendentalnego:

"Dziś także nie potrafię polemizować z opiniami grona nieświętych młodzianków z telewizji, gazet i IPN na temat wartości szpiclowskich donosów i ubeckich raportów. Podobnie jak aparatczycy partyjni z epoki PRL także i ci nieświęci młodziankowie więcej zaufania mają do słów oficerów SB i szpicli niż do słów ludzi, którzy byli przeciwnikami dyktatury." (A.Michnik, GW, 30.08.2006)

Sekty rzadko trwają dłużej niż jedno pokolenie i rzadko przeżywają odejście, śmierć lub rezygnację swego mistycznego przywódcy. Warunkiem przetrwania jest choćby minimalna instytucjonalizacja w kult religijny. Obecnie w Indiach istnieje około kilkadziesiąt tysięcy małych grup religijnych zorganizowanych wokół aśramów, będących skrzyżowaniem grobu świętego męża, miejsca oddawania mu czci poprzez transe modlitewne, sprawowania polecanych przez niego praktyk i pobierania nauk od jego uczniów i następców.

"Życie Warszawy" z 29 sierpnia zrobiło skrót z publikacji o Jacku Kuroniu z dwumiesięcznika "Arcana" i zamieściło 4 z 11 opublikowanych tam dokumentów IPN z sprawy "Watra" - rozpracowania Jacka Kuronia od lat 60. do 90. Materiały te dowodzą, że w latach 1985-89 Jacek Kuroń prowadził z Służbą Bezpieczeństwa negocjacje polityczne prowadzące do Okrągłego Stołu, w trakcie których m.in. szczerze opisywał oficerom SB gry i zabiegi personalne zmierzające do przejęcia kontroli nad ówczesną opozycją. Lech Wałęsa potwierdził informację, że takie negocjacje się odbywały i powiedział, że dał upoważnienie do takich rozmów około 20 osobom, w tym Kuroniowi. Ale trójka byłych uczniów Kuronia wezwała na łamach Gazety Wyborczej do zapalenia świeczek na jego grobie w pierwszy weekend września w ramach protestu przeciwko "bezpodstawnemu kwestionowaniu dokonań Jacka Kuronia i zakłamywaniu historii dla potrzeb polityki". "Dajmy w ten sposób wyraz naszego szacunku i pamięci ... w ramach wyrażenia solidarności z pomawianym." Ich apel poprzedza szereg listów otwartych przeciwko bezczeszczeniu pamięci Kuronia oraz potępiających historyków z IPN: "Pytam panów z IPN: czy wyście się z chu...m na łby pozamieniali?!? ... Dzięki Kuroniowi Polska jest taka, jaka jest. Każdego, kto chce to podważyć, pytam: kto mu za to płaci?" - pyta Andrzej Celiński. (Życie Warszawy 30.08.2006)

"Sprawa krzyża w Oświęcimiu jest zupełnie inna, bo tu rzecz jest z obcymi. Więcej - ujawnia ona jakieś niezwykle ważne i drażliwe miejsce naszej zbiorowej duszy, miejsce zapalne, które powstaje tam, gdzie nasz katolicyzm z owymi obcymi się styka - pisze Teresa Bogucka (GW 23.05.1998) - "Uderzająca cecha ludzi odpowiadajacych na wezwania do obrony krzyza jest zupełny brak ciekawości drugiej strony, zamknięcie się na argumenty, niezwykła umiejetność słyszenia jedynie tego, co potwierdza poczucie własnej racji."

Nawet, jeśli w przyszłości rozwiną się w wielkie kulty religijne, wszystkie sekty zaczynają od małych grup wspólnotowych, które muszą sobie radzić z większościowym otoczeniem postrzeganym jako środowisko obce, nieczyste, nie rozumiejące i nastawione wrogo. Istnienie zewnętrznych prześladowców jest oczywiste, wynika z manichejskiego rozumienia ludzkiej kondycji jako równoczesnego tworu sił dobra i zła, gdzie dowodem obecności zła w sferze zewnętrznej jest istnienie błogosławionego wnętrza, a wyrazem tej dychotomii jest zasiedlenie obu krain wizerunkami, wyobrażeniami i wcieleniami obu przeciwieństw.

W ekstremalnych przypadkach sekta może sięgnąć po terroryzm, uprawnioną formę samoobrony mniejszości przed większościowym złem, lub po zbiorowe samobójstwo, jak sekta Świątyni Ludu Jamesa Jonesa w Gujanie w 1878, w przekonaniu, że nie ma innej formy obrony lub ucieczki przed prześladowcami. Bezpośrednią przyczyną tamtej tragedii było przybycie do Guajany specjalnej komisji śledczej z kongresmanem Leo Ryanem jako przewodniczącym i dwoma dziennikarzami w jej składzie. Wszyscy członkowie komisji ponieśli śmierć na lotnisku w pobliżu Jonestown w tym samym dniu, gdy członkowie sekty zażyli napój z trucizną. Wspólcześnie coraz częściej pojawiają się sekty operujące skalami Kosmosu, w których cała ludzkość jest mniejszością zależną od cywilizacji pozaziemskiej. Wyznawcy Świątyni Śłońca umieszczają ją na Syriuszu, a Antrovirsu na planecie Hebro w nienazwanym zakątku Wszechświata. Wyższe cywilizacje rządzą Ziemianami niejawnie, za pomocą agentów człowiekopodobnych lub przez bezpośrednie oddziaływanie na ludzkie umysły.

"Wyznawca Radia Maryja czuje sie gorszy, zagrozony przez wszystko, co obce i nieznane; w tym rozchwianym swiecie mocny jest tylko tradycyjna wiara okopana przeciw odmiennosci. Czas chaosu i towarzyszacy mu nadmiar informacji rodzi znana reakcje - odruch izolacji, zamkniecia sie na przekazy, odmowe ich selekcjonowania i oceniania. I zawierzenie autorytetom, ktore jasno opisują świat i tłumaczą, dlaczego jest źle." - pisze Teresa Bogucka w dawnym artykule o krzyżach na żwirowisku w Auschwitz. ("W pralękach swoich pogrzebani", Gazeta Wyborcza 23.05.1998)

"Plugawi się dorobek »S« przy udziale funkcjonariuszy IPN" - napisało 9 sygnatariuszy w liście do Prezydenta RP - "proces odzierania antykomunistycznej opozycji z godności i zasług ma charakter planowy....Polska nie zasługuje na to, by jej historię »na nowo« pisali ubecy oraz zafascynowani ich dorobkiem pseudo badacze" - czytamy w liście. "Pan, jako urzędujący Prezydent RP, ma obowiązek postawić temu tamę, bo nie ma przyszłości naród, który nie potrafi oddać sprawiedliwości bohaterom przeszłości" (podpisali: B. Lis, W. Frasyniuk, K. Bieliński, E. Milewicz, M. Chojecki, T. Jedynak, J. Borowczak, A. Wielowieyski i A.Pietkiewicz.)

'Mamy prawo do autorytetów" - piszą młodzi ludzie do "Rzeczpospolitej" - "Stowarzyszenie Młode Centrum nie akceptuje chamskich, bezczelnych i nieuzasadnionych ataków na autorytet Jacka Kuronia, członka honorowego stowarzyszenia. Jesteśmy młodzi. ... Ale znamy historię Polski i mamy prawo do wzorowania się na jej bohaterach. Dezawuowanie Wielkiego Człowieka, wzoru polityka, bohatera polskich przemian w sposób niemieszczący się w granicach dobrego smaku jest dla nas świadectwem tego, że polski dyskurs publiczny jest ściągany do poziomu poniżej dna." ("Rzeczpospolita, 31.08.2006)

"Taka "obrona" to, w istocie, agresywny atak na wszystkich co myślą choćby ociupinkę inaczej od żelaznego modelu ocen na temat opozycji usankcjonowanego w ostatnich 17 latach. So - here we go again: "oszołomy" i "chorzy na nienawiść" - pisze Katarzyna Makowska (Forum SWS, 31.08.2006) Ale w wizję piekła wpisana jest wiedza o anonimizacji, depersonalizacji, biurokratyzacji złożonej z zuniformizowanych funkcjonariuszy i sensowności hierarchicznego pytania "kto im za to płaci?"

O atrakcyjności myślenia wspólnotowego świadczy chociażby zawarty w każdej religii obraz tego, co potocznie nazywamy piekłem i niebem, otchłanią i rajem. Sekty mają dodatkową ofertę: wzajemnej bezpośredniości, zrozumienia i empatii członków, interakcji z samym Bogiem poprzez osobę mistyka, który zaznał zaszczytu oświecenia jasnym celem, bycia naczyniem Dobra i nawiązania kontaktu z krainą Wiecznej Szczęśliwości. "Kultura odpowiada na sens życia, to znaczy o jego cel. Po drugie, kultura jest celowa, a więc każde najdrobniejsze zadanie ma swój cel, który stanowi odpowiedź na pytanie - po co to robię." - pisze Jacek Kuroń o swoich medytacjach w więzieniu w książce "Wina i Wiara". - "Tym bardziej więc cel, który stanowi odpowiedź na pytanie - po co to robię. Tym bardziej więc każdy pyta o cel swojego życia. Jak powszechnie wiadomo, życie jest ograniczone, pełne cierpień i wyrzeczeń. Kiedy więc chce znaleźć taki cel, który by przezwyciężył śmierć, wart był cierpień i wyrzeczeń. To wszystko, co przezwycięża nasze życie, nadaje mu sens przeżywany jako sacrum."

I dalej: "Wszystkie możliwe odpowiedzi o sens życia oparte są na miłości: miłości Boga, miłości drugiego człowieka - bliźniego. ... Kultura zawiera symbole zapośredniczające więź uczuciową jej uczestników - symbole identyfikacji. Ponieważ zapośredniczają one więź (miłość) z drugim człowiekiem (bliźnim), członkiem grupy własnej, a przy tym służba tej grupie ... może nadawać sens życiu człowieka, więc symbole identyfikacji przeżywane są jako sacrum. Moralność wydaje mi się być sferą, w której spotykają się konsekwencje przeżycia sacrum z doświadczeniem życia społecznego."

Kultura nie ma celu. Ona jest. Nie da się manipulować kulturą bez totalnej władzy nad nią i nad jej wytwórcami, a ta jest możliwa tylko w systemie totalitarnym i sektach. Kuroń w książce "Wina i wiara" szczerze opisał swoją więzienną transformację w mistycznego przywódcę i to jest właśnie to, co zrobił KOR.