sobota, 20 czerwca 2009

Co to za miejsce?

oldouz84 z Iranu
Krótko po północy naszego czasu #iranelection poinformował o pojawieniu się na YouTube nowego filmu z nocnego Teheranu. W ciemnej scenerii miasta, rozświetlanej już nielicznymi światłami, ciągle jeszcze brzmią okrzyki z okien, balkonów i dachów "Bóg jest wielki". Zza kamery słychać głos kobiety, która z płaczem mówi w farsi coś, co zostało natychmiast ocenione, że przejdzie do historii jako wiersz. Rzeczywiście, w masie komentarzy, która się niemal natychmiast pojawiła, są też próby odpowiadania wierszem. Na ogół o tej porze irańskie głosy cichną, ludzie śpią. Dziś Teheran nie śpi i czeka na Sobotę.

Poprzednia notka zawiera film z Teheranu z nieco wcześniejszej pory, z większą ilością świateł i okrzyków. Film, o którym tu mowa, został tam zaznaczony tylko linkiem. Proszę go teraz obejrzeć w całości i przeczytać polskie tłumaczenie pod spodem.



Piątek, 29 Khordad (19 czerwiec) 1388 (2009).
Czy to już jutro? Sobota.
Tego wieczora okrzyki "Bóg jest wielki" brzmią silniej niż poprzednich nocy.
Co to za miejsce?
Co to za miejsce, gdzie wszystkie drzwi są zamknięte?
Co to za miejsce, gdzie wszyscy wzywają Boga?
Co to za miejsce, gdzie wołania "Bóg jest wielki" są coraz silniejsze?

Czekam co noc by sprawdzić, czy dziś wołania będą silniejsze i bardziej liczne.
Moje ciało dygocze.
Nie wiem, czy sam Bóg dygocze?

Co to za miejsce, które więzi tylu niewinnych ludzi w pułapce?
Co to za miejsce, że nikt nie przychodzi na pomoc?
Co to za miejsce, gdzie wykrzykujemy nasze słowa w kompletnej ciszy?

Co to za miejsce, które patrzy na krew swych młodych ludzi, przelaną we własnej ojczyźnie, i patrzy na ludzi, którzy przychodzą i modlą się nad tą samą krwią.
Co to jest? Gdzie obywatele są traktowani jako mniej niż nic.
Co to za miejsce?

Chcesz, bym ci powiedziała?
To miejsce to Iran.
To kraj mój i twój!
To miejsce to Iran.


Obejrzyj jeszcze film tej samej autorki z poprzedniej nocy. Ludzie krzyczą Allahu akbar! i inni im odpowiadają Allahu akbar! - mężczyźni i kobiety, nieustanną nocną pieśnią - modlitwą, a na tym tle ona mówi:

I znowu słyszysz Allah-u-akbar!
Najprostszy ze sposobów, by wspólnie się wypowiedzieć.
mogą nam zabrać internet albo nawet telefony
Ale i tak będziemy demostrować naszą solidarność, krzycząc Allah-u-akbar!
Ludzie wzywają Boga.
Może On usłyszy ich włosy i będzie nimi poruszony.
Bezbronni ludzie stawiają czoła brutalnym bandytom.
Bezbronni ludzie w orkiestrze pokojowego buntu.
Tej nocy błagają Go o pomoc.

piątek, 19 czerwca 2009

#iranelection: ciężka noc

05.10 Już rano - - Allah Akbar - pomódlmy się dziś razem - http://bit.ly/4dKQjX #iranelection

04.35 To już nie chodzi o Musawiego czy wybory ale wolność dla Iranu #iranelection

04.30 Bądźcie dzielni i miejcie wiarę, dzisiaj nie umrzecie. Dzisiaj umrze tyrania i przemoc #iranelection

03.05 Mrowie nowych kont tego ranka z negatywnymi przekazami, ignorujcie je. O chodzi o wolność iranu a nie 1 człowieka #iranelection

04.00 Guardian: 'Doradcy mówią Musawiemu, by nie miał planów na nieautoryzowane demonstracje w dniu jutrzejszym' - jaki błąd#iranelection

01.50 dobry pomysł żeby zabrać ze sobą na demo Koran. Będą wyglądać jeszcze gorzej, jeśli zaatakują #iranelection

01.30 58 scholarów & prawników potępiło ostatnie zabójstwa i aresztowania w Iranie jako nielegalne - http://ghalamnews.org/news-... - #Iranelection

01.03 Karroubi Facebook: Jutrzejsze Demo pod żadnym pozorem nie zostanie odwołane #iranelection

01.00 jeśli używasz telefonu do organizowania się to wyjmuj baterię gdy go nie używasz. Nie namierzą cię #iranelection

00.50 Ostrzeżenie SMSy można rejestrować zmieniajcie karty sim RT RT RT #iranelection

00.40 Biuro Musawiego rozbite, pracownicy aresztowani, Musawiego nie aresztowano #iranelection

00.35 Nie wiem czemu nie mogę spać. Jest 3 rano w Teheranie a jutro... wow co to będzie za dzień #iranelection

00.30 potwierdzone - sms i komunikatory tekstowe znowu działają w Iranie po tygodniu przerwy - #Iranelection

00.25: kolejny nocny film #iranelection ktoś ocenił, że z tego, co ona mówi, będzie kiedyś poezja...

23.10 Musawi bezpieczny - szykuje się na jutro - Morze Zieleni - #Iranelection

22.58 Ta notka jest poświęcona jutrzejszym dzieciom. Posted From Iran on Fri 19th Jun 22:58 Pastebay

23.40 Na Facebooku Musawiego 23 min temu KLUCZOWE Demo sobota 16:00 i na całym świecie #iranelection

23.30 Musawi nie został aresztowany. Artykuł w Guardianie mówi że kazano mu milczeć a Makmalbaf wzywa ludzi na demo. #IranElection

22.45 inne zaufane źródło potwierdza Baseej pełny alert & uzbrojenie, aktywności IRGC jeszcze nie stwierdzono. #iranelection

22.43 #iranelection Moje źródlo zakończyło transmisję "cokolwiek będzie, już zostało zdecydowane" (chyba miał na myśli że to moment prawdy)

22.30 Ustanowić schronienia z środkami medycznymi i pierwszą pomocą. Miejcie to gotowe. Bądzcie bezpieczni. Bóg na was patrzy. #iranelection

22.20 członkowie komitetu IRGC z kompletnymi nadzwyczajnymi kompettencjami:Afshin Kamel, Haj Ali Rezaei, Ali Afsari,Majid Afshardi, Amir Ghorbani,Amir Maghouli,Amir Hossein Arich,Mehdi Amiri, Hossein Yabgar,Ilias Dizji,Ebrahim Mahmoodi,Mehdi Ebrahimi,Fereidoon Taghizadehi wreszcie najstraszniejszy Mahmoud Fatehi, niesławny szef Quds Intelligence. Dekret Lidera daje im pelna wladze wojskowa ponad czlonkami rządu,wg praw stanu wyjątkowego. Mają tydzień na zlikwidowanie niepokojów dowolnymi środkami. Wielu oficerów #NIR aresztowanych wczoraj i dzisiaj.#iranelection

22.05 studenci i aresztanci w więzieniach są torturowani bez porównania gorzej niż w Guantanamo #iranelection

21.45 źródło religijne "nigdy nie słyszałem o liderze Islamu ostrzegającego, że bedzie zabijał muzułmanów o których ma dbać" #iranelection

21.30 niektorzy profesorowie sztuk pieknych univ.Teheranu powiedzieli że od jutra rana zaczynają strajk #iranelection

Ludzie krzyczą o pomoc. Video o Irańczykach krzyczących "Bóg jest wielki" w nocy, z okien, balkonów, tarasów i ulic. Policja włamuje się do domów i podwórek by dopaść krzyczących. via Rene Wanner na Facebooku.


20.50 Iran poza kontrolą: IRGC otrzymuje pełną władzę wojskową formuje komitet do zdławienia protestów w ciągu tygodnia. #iranelection

20.50 potwierdzone - IRIB.ir - SHAKOWANY - Dos Dos Dos Dos - #Iranelection RT RT RT

19.00: Mohsen Makhmalbaf: Mówię w imieniu Musawiego. I Iranu. ... Poproszono mnie by powiedzieć, że biuro Musaawiego zostało zniszczone przez bojówkarzy. Kommendanci gwardii rewolucyjnej nakazali Musawiemu milczenie. guardian.co.uk

18.20 Mam jeden głos. Oddałem go na Musawiego. Mam jedno życie. Oddaję je za wolność. #IranElection


UPDATE: Open Letter to the World - English Version


UPDATE: Someday we will find a way

czwartek, 18 czerwca 2009

Mułły nas prześladują....

Komunikatory tekstowe przestały nam dzisiaj działać. Email i przeglądanie witryn działają należycie, ale próba uruchomienia komunikatora powoduje zamrożenie wszystkiego. Ten wpis ma na celu poinformowanie przyjaciół, że jesteśmy online i się nie obraziliśmy na nikogo, tylko mamy chwilowe problemy. Z czego taki wniosek, że jak coś robisz w sprawie Iranu, to się lepiej nie wychylaj i używaj proxy. Pracujemy nad nowym tekstem, pozdrawiamy.

środa, 17 czerwca 2009

Byłam świadkiem

Wstrząsająca notka studentki medycyny, przetłumaczona z Farsi
(English version) SPREAD THIS!

Witajcie,
Obserwowanie tego, co się dzieje, przejmuje bólem.
Nie chcę mieć nic wspólnego z tym, co do teraz zostało powiedziane, gdyż nie mam ani siły, ani odporności wystarczającej, by stawiać temu czoła.

Chcę mówić tylko o tym, co sama widziałam. Jestem studentką medycyny. Ostatniej nocy w jednym z naszych głównych szpitali, w sekcji ciężkich przypadków, panował chaos. Choć ze względu na dekret wszystkie przypadki związane z zamieszkami miały być wysyłane do szpitali wojskowych, to wszystkie pozostałe szpitale były przepełnione po sam sufit. Ostatniej nocy w naszym szpitalu zmarło dziewięć osób, a kolejne 28 miało rany od postrzałów. Wszyscy pracownicy szpitala płakali do samego rana. Oni (rząd) usuwali trupy na ciężarówki, więc nie byliśmy nawet w stanie dowiedzieć się ich nazwisk czy innych informacji. Co możesz powiedzieć o ludziach, którzy nie szanują nawet zmarłych. Nikomu nie pozwolono rozmawiać z rannymi czy wydobyć z nich jakąkolwiek informację.

Tego ranka stali pracownicy i studenci zaprotestowali zbierając się w głównym hallu szpitala, i tym sposobem zderzyli się z ortalionami i oddziałami prewencyjnymi, którzy zamknęli szpital i aresztowali pracowników. Ilość rannych jest tak wielka, że mimo tego, że oddział nagłej pomocy jest najlepiej obsadzony załogą, prosili wszystkich, by zostali i pomogli - jestem pewna, że tej nocy będzie jeszcze gorzej.

Co można powiedzieć w obliczu tych wszystkich nieszczęść? Co można powiedzieć rodzinie 13-letniego chłopca, który zmarł od ran postrzałowych, i którego ciało znikło?

To już nie chodzi o oszustwa wyborcze.To już nie chodzi o kradzież głosów. To chodzi o ogromną niesprawiedliwość wobec ludzi. Wkładają pałki w ręce każdego 13-14 latka, by roztrzaskiwali twarze "hałastry, która znaczy mniej, niż kurz" (tak rząd nazywa ludzi, którzy podnoszą głowy ponad ów proch i chwasty)

Wlaśnie to powoduje, że czuję się chora, jak o tym myślę. O tych, którzy zamykają oczy i uszy i twierdzą, że protesty są organizowane przeciwko rządowi i prezydencji!! NIE! Ludzie buntują się wobec strasznych niesprawiedliwości popełnianych przeciwko ludziom.

Ahmadineżad nie tylko wybory falszował

Obejrzyj to photoshopowane zdjęcie z wiecu zwolenników Ahmadineżada. Identyczne fragmenty są oznaczone tymi samymi kolorami. Przy okazji, najlepszym polskim serwisem dotyczącym Iranu jest Wyborcza. Śledzą Twittera na bieżąco. Zdumiewające, ale zdołali wyłowić pierwszą informację o tym fałszu, nadaną przez raptem jedną osobę. Wyprzedzili nas, niezwykłe, gdyż w irańskim konflikcie media klasyczne, z największymi agencjami prasowymi, po prostu nie nadążają. Należy się im pochwała.

Anonimowy Iran dla początkujących- cyberwojna o demokrację w Iranie

Ten wpis zawiera wyłącznie adresy, w miarę możliwości aktualizowane. Zacznij od podpisania petycji do Sekretarza Generalnego ONZ: Protest against the June 2009 coup d'état in Iran. Strona autorów petycji w języku angielskim jest tu. Zaglądaj też na forum Anonimowy Iran, wspierane między innymi przez thepiratebay.org. Obejrzyj List otwarty do świata w wersji angielskiej. Dalej masz użytkowników Twittera, którzy nie mają za złe podawanie ich nazwisk:
Irańczycy
http://twitter.com/parhamdoustdar
dziennikarze
http://twitter.com/tehranbureau
http://twitter.com/LaraABCNews
http://twitter.com/TimOBrienNYT
http://twitter.com/voairan - Twitter Głosu Ameryki
wsparcie
http://twitter.com/Alyssa_Milano
agregatory twittera
http://twittbee.com/IranElection/
http://twitpipe.com/
http://tweetgrid.com/grid?l=2&q1=%23...lution&q3=iran
http://www.twazzup.com/search?q=%23iranelection&l=all
http://iran.twazzup.com/
TweetGrid - iranskie hasztagi po lewej i znane irańskie źródła po prawej
Jesli Twitter z jakiś powodów nie działa, zwykle funkcjonuje adres http://m.twitter.com/

zmień swój awatar na Twitterze na zielony - tutaj

Video
BBC PERSIA (live)
iREPORT (iran)
HuffingtonPost live blog (video)
YouTube search "Iran Election 2009"
Najnowsze uploads na YouTube
kanał Mousavi1388
torrenty

zdjęcia
Flicr - najnowsze oraz Mousavi1388 Flickr photostream


Newsy i blogi
Images from Tehran - http://25khordad.wordpress.com/
Revolution Road live(ish) blog - http://shooresh1917.blogspot.com/
Tehran Live blog (photos) - http://tehranlive.org/
Blog aggregator - http://iranianriots.wordpress.com/
TOPIX Top Media sites tracker - http://www.topix.com/topstories/iran
Huffington Post - przez Irańczyków oceniani są jako najbardziej rzetelne źródło newsów
Facebook - grupa Free Iran
updates na Wikipedii
Updates real-time - miedzy innymi z tweettera. Bardzo dobre

Polskie linki
Lastfreedom.net - wiadomosci po angielsku i polsku
Wolny Iran - bardzo porządny blog po polsku
Anonymous Iran - polskie podforum
Głos Iranu

wtorek, 16 czerwca 2009

Teheran. Raport z 15 czerwca

nazwisko znane redakcji

(Please, RT and translate into your lang from Eng version - here)
O trzeciej po południu wraz z rodziną wyszedłem z mojego domu w Tajrish. Udaliśmy się wzdłuż Valiast Street, która jest główną ulicą Teheranu biegnącą z północy na południe, aż dotarliśmy do zjazdu Evin, który prowadzi do Enghelab Street. Wiedzieliśmy, że ludzie mieli się zebrać na Enghelab Sq. (Placu Rewolucji) o czwartej i przemaszerować w kierunku Azadi Sq. (Plac Wolności). Począwszy od mostu Gisha i dalej widzieliśmy idących ludzi. Auta trąbiły, a ludzie pokazywali znak zwycięstwa. Udaliśmy się do Navvab Street i na końcu ulicy zaparkowaliśmy nasz samochód. Potem posłużyliśmy się taksówką, by wrócić na Enghelab Street. Po drodze, w pobliżu Jomhouri Sq. (Plac Republiki), zobaczyłem grupę około 20 członków milicji na motocyklach, z długimi brodami i pałkami.

Trzymałem rękę za oknem samochodu z niewielką, zieloną wstążką (znak reformistów), owiniętą wokół palca. Jeden z milicjantów kazał mi wyrzucić wstążkę. Pokazałem mu palec. Nagle około 15 osób zaatakowało mnie wewnątrz samochodu. Pobili mnie pałkami i próbowali wyciągnąć na zewnątrz. Moja żona i moja córka, siedzące na tylnym siedzeniu, krzyczały i mocno mnie trzymały. Też się mocno trzymałem siedzenia w aucie. Wtedy chcieli wytłuc szyby w aucie. Kierowca wyskoczył i wyjaśnił, że jest taksówkarzem, a mu jego pasażerami, i że to nie jego wina. Po około 5 minutach odstąpili.

Boli mnie mocno łokieć. Nagle młody człowiek z ich grupy podchodzi i w ten łokieć całuje! Powiedziałem mu: Wiesz, nie nienawidzę ciebie. Jestym taki sam jak ty, tylko wiem więcej, a ty jesteś ignorantem. Przeprosił i odszedł. My przyłączyliśmy się do tłumu na Enghelab Street.

Czytaj uważnie:
To, co dzisiaj widziałem, było najpiękniejszą sceną, jakiej byłem świadkiem w całym moim życiu. Ogromna liczba ludzi maszerowała ramię w ramię, w pokoju. Cisza. Cisza była wszędzie. Bez haseł. Bez przemocy. Ręce podniesione w górę w znaku zwycięstwa, z zielonymi wstążkami. Ludzie nieśli transparenty z napisem: cisza. Starzy i młodzi, mężczyźni i kobiety; radośnie maszerowały wszystkie grupy społeczne. Był to niebywały znak solidarności.

Enghelab Street, która jest najszerszą ulicą w Teheranie, była pełna ludzi. Powiedziano mi, że pochód zaczyna się na Ferdowsi Sq., a kończy się obecnie na Imam Hossein Sq. we wschodniej części Teheranu, a po drugiej stronie ludzie już się zbierają na Azadi Sq. Ulica ma około 6 km długości. Szacuje się, że pomieściła około 2 miliony ludzi.

Po drodze minęliśmy posterunek policji i bazę milicji (Baseej). W obu miejscach drzwi były zamknięte i mogliśmy zobaczyć w pełni uzbrojone, policyjne i milicyjne oddziały prewencji, obserwujące nas spoza płotu. W pobliżu Sharif University of Technology, gdzie kilka dni temu studenci potępili Ahmadinejada, Mirhossein Mousavi (reformistyczny prezydent-elekt) oraz Karrubi (inny reformistyczny kandydat) wygłosili kilkuminutowe przemówienia, przyjęte przez ludzi okrzykami aprobaty i aplauzu.

Czułem dumę, że znalazłem się wśród tak wielkiej liczby owładniętych pasją ludzi, demonstrujących w tak umiarkowanym akcie protestu. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się takiej dojrzałości politycznej ze strony emocjonalnych Irańczyków, którzy łatwo się ekscytują. Moja rodzina i ja zakleiliśmy usta nalepkami, co miało oznaczać tłumienie wolności. Ludzie nieśli rozmaite afisze; od wierszy narodowego poety Ahmada Shamlu do łatwiejszych w odbiorze haseł przeciwko Ahmadinejadowi.

Oto przykłady: "Aby nas mordować/czemuż potrzebujesz nas zapraszać/na takie eleganckie przyjęcie" (z wiersza Shamlu); "Halo! Halo! 999? Ukradziono nasze głosy" albo "Cud Trzeciego Tysiąclecia: 2x2=24 miliony" (aluzja do twierdzeń, że Ahmadinejad otrzymał 24 miliony głosów), "Gdzie jest mój głos?", "Oddajcie mi mój głos" i wiele innych.

Przybyliśmy na Azadi Square, gdzie cały plac był już pełen ludzi. Szacuje się, że ten wielki plac może pomieścić około 500 tysięcy osób - był pełen. Nagle poczuliśmy dym od strony Jenah Freeway i usłyszeliśmy strzały. Najpierw ludzie się przestraszyli, ale potem poszli dalej. Ja tylko słyszałem strzały, ale moja siostra powiedziała mi później, że widziała, jak czterech milicjantów wyszło z budynku i zastrzeliło dziewczynę. Potem postrzelili młodego chłopca w oko, aż kula wyszła mu uchem. Powiedziała, że zastrzelono 4 osoby. Przynajmniej jedna z tych śmierci jest już potwierdzona. Ludzie zaaresztowali jednego z milicjantów, ale trzech pozostałych uciekło, kiedy skończyła im się amunicja. Około 8 zaczęliśmy powrót na piechotę. Ludzie dalej byli na ulicy, śpiewali Allah Akbar (Bóg jest wielki).

Do domu dotarłem około 2 nad ranem. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłem około 10 autobusów z oddziałami prewencyjnymi w pełnym rynsztunku bojowym. Potem zauważyłem rozsianą po ulicy milicję w cywilnych ubraniach, z pałkami w rękach, zajętą patrolowaniem pustych ulic. Na Tajrish Square widziałem bardzo młodego chłopaka (okolo 16letniego) z pałką, który oglądał samochody by znaleźć coś, co mógłby zaatakować. Nie wiem jak i jakie nauczanie może chłopca przerobić na milicjanta.

Dotarłem do domu. Jutro ludzie znowu się zgromadzą na Valiasr Square, na kolejnym, pokojowym przemarszu ku budynkowi IRIB (Islamic Republic of Iran Broadcasting), która kontroluje wszystkie media i rozprowadza brudne kłamstwa. Przedwczoraj Ahmadinejad świętował swoją ceremonię zwycięstwa. Rządowe autobusy przywiozły wszystkich jego zwolenników z pobliskich miast. Ceremonia, z jej dużą ilością soków owocowych i ciastek, była w pełni transmitowana. Jego przemówienie zgromadziło maksimum 100 tysięcy ludzi, w tym całą milicję, żołnierzy i wszystkich zwolenników, jakich mógł zgromadzić przy użyciu darmowej, telewizyjnej propagandy. Dzisiaj 2 miliony ludzi przyszło tylko dzięki informacji przekazywanej z ust do ust, gdyż reformiści nie mają ani gazety, ani radia, ani telewizji. Wszystkie witryny internetowe reformistów, tak samo jak wszystkie sieci społecznościowe, jak Facebook, zostały zinfiltrowane. Podczas tej demonstracji odcięto także komunikatory sieciowe i komunikację komórkową. Od wczoraj irańska telewizja ogłasza, że nie było żadnego zezwolenia na jakiekolwiek zgromadzenia i służba bezpieczeństwa będzie surowo karać każdego demonstranta.

Ahmadinejad wyzwał opozycję od bandy nic nie znaczącego kurzu, który usiłuje zepsuć narodowi smak zwycięstwa. Wyzwał również zachodnich liderów od "brudnych homoseksualistów". Odpowiedzią na te wszystkie niesmaczne uwagi była dzisiejsza demonstracja, największa z tych, co się kiedykolwiek odbyły. Starsi ludzie porównywali ją z demosntracją Ashura, która wyznaczyła koniec reżimu szaha, a niektórzy twierdzili nawet, że przewyższyła ją w liczbie uczestników.

Mówiąc w przenośni, milicja sama podpalała dom, by znaleć usprawiedliwienie dla swej przemocy. Ludzie podporządkowali swą taktykę głownie solidarności, swoim przekonaniom i odmowie zaangażowania się w jakikolwiek akt związany z przemocą. Odczuwam smutek z powodu straty tych młodych dziewcząt i chłopców. Mówi się, że ostatniej nocy zabili też trójkę studentów w trakcie ataku na uniwersyteckie dormitoria. Słyszałem, że jakaś część profesorów z uczelni Sharif i AmirKabir (Teherańska Politechnika) zlożyła rezygnacje.

Przzed nami długa droga do demokracji. Może tego dnia nie dożyję. Z oczami pełnymi łez, w tych wczesnych godzinach wtorku, 16 czerwca 2009, wysławiam odwagę i męstwo poległych i mam nadzieję, że ich krew uczyni każdego z nas jeszcze bardziej przywiązanym do wolności, do demokracji, i do praw człowieka.
Wiwat Wolność, Wiwat Demokracja, Wiwat Iran.


PS. Jeśli uważasz, że ten raport ma jakąkolwiek wartość, podziel się nim z jak największą ilością ludzi. Facebook jest infiltrowany, a połączenia internetowe są dla Irańczyków dziś bardzo powolne. Proszę, niech ktoś to umieści na Facebooku.
(nazwisko znane redakcji)


po angielsku
http://www.facebook.com/note.php?note_id=92272294409&ref=nf

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Iran. Krwawa rozprawa na zdjęciach

no mo. It is a crime ... one person dead in Tehran #IranElection on Twitpic Madyar, niezwykła postać, działacz praw człowieka z Iranu, którego fotoalbum na Twitterze dokumentuje wydarzenia szybciej niż CNN. Pisze też bloga. Zdjęcia z ostatnich minut pokazują martwych ludzi i strzelanie... Komitet Koordynacyjny Studentów na rzecz Demokracji w Iranie poinformował wczoraj, że zabito co najmniej 18 osób w Teheranie i niektórych miastach na prowincji jak Rasht, Shiraz i Esfahan; dzisiejsze zdjęcia madyara są potwierdzeniem, że liczba ofiar śmiertelnych rośnie, prawdopodobnie szybko.

Wg Komitetu Koordynacyjnego Studentów większość zabitych do dnia wczorajszego zmarła od ran zadanych nożami i innymi ostrymi narzędziami, używanymi przez ludzi w cywilnych ubraniach, ale poruszających się w sposób zorganizowany. Ardeshir Arian z Pajamas Media wspomina o cyrkulujących po Iranie raportach o tym, że "Wenezuela wysłała siły porządkowe do Teheranu aby pomóc Ahmadinejadowi, przyłączając się tym samym do członków Hezbollahu z Palestyny i Libanu, zatrudnionych przez islamistyczny rząd jako siły porządkowe przeciwko zamieszkom - powodem wprowadzenia takich sił było to, że niektórzy członkowie irańskiej policji nie chcą bić ludzi, jak im rozkazano, a niektórzy nawet przyłączają się do protestujących".

Nie ma co pisać o tym, że protesty, których nikt nie koordynuje, mają małe szanse na zwycięstwo. Zdarzają się wyjątki... Miliony ludzi na ulicach Teheranu i świetna notka Sorela na Salonie24.

UPDATES

Reporterzy bez granic o aresztowaniach dziennikarzy, zamykaniu gazet oraz "białych plamach" - pustych kolumnach w drukowanych wydaniach zostawionych tam, gdzie cenzura wycięła informację. Wg. Reporterów aresztowano 11 dziennikarzy irańskich, nie ma wiadomości o następnych 10. Albo są aresztowani, albo ukrywają się.

Niebywałe wideo. milicja Basji strzela, ludzie skandują "nie bójmy się, jesteśmy razem"



Wczoraj w Teheranie
Moin, a student of chemical engineering at Tehran University – the same campus where blood had been shed just a few hours before – was walking beside me and singing in Persian as the rain pelted down. I asked him to translate.

"It's a poem by Sohrab Sepehri, one of our modern poets," he said. Could this be real, I asked myself? Do they really sing poems in Tehran when they are trying to change history? Here is what he was singing:

"We should go under the rain.
We should wash our eyes,
And we should see the world in a different way."

He grinned at me and at his two student friends. "The next line is about making love to a woman in the rain, but that doesn't seem very suitable here." We all agreed. Our feet hurt.

Robert Fisk, The day of destiny, The Independent, Tuesday, 16 June 2009

Nostalgia za jednopartyjną Polską

Bogumiła Tyszkiewicz
W komentarzach do notki postulującej obniżenie progu wyborczego na Salonie24 wprost powołałam się na przykład Partido Revolucionario Institucional (PRI), która w Meksyku rzadzila od 1923 praktycznie do wyborow prezydenckich w 2000. Antykonstytucyjny balon próbny w wykonaniu Schetyny, dotyczący połączenia funkcji prezydenta i szefa partii, jeszcze wtedy nie został wypuszczony, dlatego nie został przywołany jako jeden z śladów wskazujących kierunek, w którym może zmierzać polska scena polityczna.

Antykonstytucyjna wypowiedź członka rządu wytwarza niewyobrażalny do niedawna klimat dyskusji politycznej, w którym najwyższy akt prawny konstytuujący państwo prawa może być ignorowany w kontekście doraźnych rozwiązań politycznych - trudno się spodziewać, by członek rządu nie wiedział, kiedy jego pomysły są zgodne z konstytucją, kiedy nie. Premier Donald Tusk się zresztą od tej propozycji nie odciął, i nie skomentował, że to jest prywatna opinia Schetyny, a nie informacja o kierunku rozważań kierownictwa Platformy Obywatelskiej. Jakąś wskazówką co do antydemokratycznych upodobań obecnego kierownictwa PO jest też przesłanie tej partii do elektoratu w trakcie wyborów europejskich, sugerujące, że głosowanie na partię inną niż PO jest wbrew polskiemu interesowi narodowemu oraz "marnowaniem głosu".

Pod czyim adresem Schetyna wypuścił swój balon? Opozycji politycznej? Oczywiście, że nie. W systemie meksykańskim zdanie opozycji się zupełnie nie liczy, gdyż jest zbyt słaba elektoralnie, by swoje opinie forsować. Schetyna sprawdzał, jak na to zareaguje elektorat PO. I elektorat zaczyna reagować... z entuzjazmem.

"Wobec totalnej słabości i nieudolności sceny opozycji, taka forma rządów demokracji jest jak najbardziej dopuszczalna" pisze dziś basia25 w notce "Nieudolna opozycja - ciężarem dla Narodu" - "objęcie jak najszerszych obszarów działalności politycznej przez PO - jest gwarantem sukcesywnego zabezpieczania obszarów - tam gdzie symulanci opozycji nie wypełniają swojej roli, gdzie pieniądze podatnika wydawane z budżetu na działalność partyjną - mogą i będą lepiej zagospodarowane i ich wielokrotność zwrocona Narodowi."

W notce basi25 pojawił się niezbyt precyzyjny termin "symulanci opozycji", żywcem przeniesiony z PRLowskiej propagandy. Schetyna zaproponował, basi się skojarzyło - i twórczo rozwinęła. Poniekąd, symptomatyczny jest język całej tej notki, sformułowania typu "sukcesywne zabezpieczanie obszarów" też mają swoje historyczne korzenie...

Pytanie, ilu wyborcom PO, ilu Polakom się obecnie kojarzy i twórczo rozwija uzasadnienie, ze Polska potrzebuje tylko jednej partii. Zdaje się, że przy partyjnych władzach, które rozważają własne postępowanie bez uwzględniania ograniczeń, narzucanych przez konstytucję, o przyszłości Polski może zdecydować ilość wyborców myślących mniej więcej tak samo, jak basia. Swoją drogą, taka nostalgia za systemem jednopartyjnym może też wskazywać, że wolnościowo- demokratyczny festiwal w świadomości Polaków właśnie się kończy...

niedziela, 7 czerwca 2009

Samotność długodystansowca

Józef Dajczgewand, Bogumiła Tyszkiewicz
Frasyniuk: "Biegnę przez tłum, tłum się rozsuwa, ubecy za mną, skręcam w lewo, w prawo. I nagle słyszę: Wła-dek, Wła-dek. Wszyscy mnie przecież znali. Tłum skanduje i bije brawo. Rozumiesz? Dotarło do mnie, że znalazłem się w kretyńskiej sytuacji. Jest kilkaset osób, może tysiąc, i oni się cieszą, że ich Władek taki dzielny i szybko biegnie. Dla nich to były zawody sportowe. ... W sierpniu ,88, w drugiej fali strajków, chciałem im uciec, ale mnie skręcili i znowu posadzili."

Sporo prawdy w jego wspomnieniach. Ludzie się bali, trudno było wynająć mieszkanie, bo często, jeśli właściciel dowiedział się, żeś z opozycji, to z mety wyrzucał na bruk. Nie dlatego, że przeciwnik, lecz ze zwyczajnego strachu, obawy przed rewizjami czy milicyjną nyską pod domem. Całym majątkiem Bogumiły w drugiej połowie lat 80tych był plecak na plecach i to, co się w nim zmieściło. Człowiek miewał często poczucie zawieszenia w powietrzu, oddzielenia od świata... bycia trędowatym. Izolacja bywała trudniejsza do udźwignięcia, niż - w sumie klarowne - relacje z ówczesnym wrogiem. Czasem w zwykłych, codziennych sytuacjach ludzie reagowali na ciebie, jak na nosiciela śmiertelnej zarazy. Bali się i uciekali, jak najdalej się da...

Identyczne samopoczucie miał Józef na początku lat 1970tych. Pamiętał Warszawę z 1968 roku, roznamiętnioną i radosną, mimo represji. Ale nie do takiej Warszawy wrócił. Na parę dni przed wyjściem z więzienia administracja miasta Łodzi zabrała mu mieszkanie po rodzicach, zresztą, do dziś nie odzyskane, nie miał co ze sobą zrobić. Poszedł do sąsiadów, przyzwoitych ludzi, pogrzebał w rzeczach, które im się udało dla niego uratować i przechować, i wsiadł w pociąg do Warszawy.

Szedł przez opustoszałe miasto. Na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego robił się wokół niego pusty krąg. W knajpkach chętnie odwiedzanych przed więzieniem, traktowanych jako punkty spotkań towarzyskich - teraz skuleni ludzie o znajomych twarzach wychodzili, gdy on wchodził. Więc idziesz sobie Marszałkowską i masz wrażenie totalnego, śmiertelnego mrozu. Mrozu i pustyni. Równie dobrze można było być niemową, nie było z kim i o czym rozmawiać.

Problemy z noclegami. Ławka w parku? Z czego żyć? Ówczesna opozycja, sama połamana przesłuchaniami i więzieniami, nie bardzo się interesowała kolegą. Za to bezpieka - owszem. Ciągnął za sobą "ruską obstawę", jak ją nazwał wiele lat później Władysław Frasyniuk, a jedynym człowiekiem, który z nim w akademiku rozmawiał bez okazywania na wszelkie sposoby, że ta rozmowa jest wymuszona, był prowokator, który złożył propozycję zamachów bombowych.

Znaleźli się wtedy dzielni ludzie, którzy dali Józefowi mieszkanie i jedzenie. Wiele lat później w dokumentach IPN znalazły się dokumenty. Zarówno ten o odebraniu mieszkania, jak i ten z rozkazem SB, by wszystkich, którzy mu udzielą schronienia, nękać przesłuchaniami. Taka taktyka SB wystarczała i później, w latach osiemdziesiątych. Samotność i i poczucie emocjonalnego mrozu, o których przypomina sobie Frasyniuk, dotykały wielu opozycjonistów drugiej połowy lat 1980tych, tym bardziej, że ówczesna opozycja, podobnie jak ta z lat 1970tych, w sporej swej części była opozycją połamaną, pokonaną przez strach. W końcówce lat 19980tych zafunkcjonowało zjawisko "opozycji kościelnej", tj. takiej, której działalność ograniczała się tylko do uczestnictwa w mszach oraz śpiewania patriotycznych pieśni, i która bardzo nerwowo reagowała na inne propozycje, czy to składane przez Frasyniuka, czy Piniora, a dotyczące tak prostych czynności, jak złożenie kwiatów pod pomnikiem Solidarności.

Sytuację w drugiej połowie lat 1980tych zmieniła dopiero wrocławska Pomarańczowa Alternatywa. Jej największym sukcesem jest nie to, że zgromadziła ludzi z poczuciem humoru, którzy potrafili zorganizować miasto wokół oczyszczającego śmiechu z komuny i własnego losu, lecz to, że odebrała komunie ulicę, a nawet areszty. Ludzie nie tylko, że przestali się bać uczestnictwa w imprezach nie akceptowanych przez komunę, lecz nawet zaczęli się ustawiać w kolejkach do aresztanckich bud, które obstawiały całą ulicę Świdnicką. Oprzytomnieli na tyle, by sobie zdać sprawę, że traktowanie aresztantów zależy od tego, ilu ich jest. W pewnym momencie śpiewanie radosnych, opozycyjnych pieśni na korytarzach Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu, nabrało charakteru beztroskiego pikniku. A potem narosła fala strajków 1988...

Wrocław miał szczęście do liderów, bo zarówno Pinior i Frasyniuk są rówieśnikami. Byli chyba najmłodszymi przywódcami Solidarności w kraju i każdego z nich otaczało stado małolatów. To nie całkiem prawda, kiedy Frasyniuk powiada "dla nich... to były zawody sportowe". Dla nas często też. W 1988 Frasyniukowi nie udało się uciec, a drużyna Piniora zadzierała nosa do góry, że Pinior uciekł.

Ruska obstawa stała pod jego drzwiami, ale w pewnej późnej godzinie nocnej znudziło im się, a może chcieli porozmawiać nie będąc podsłuchiwani, i zeszli na dół. Pinior zgarnął Bogumiłę, która wtedy spała u niego na podłodze w kuchni, i udał się schodami na strych, a potem przez okienko na dach, szczytami dachów przedostali się na drugi koniec ulicy, zeszli na dół, i tyle ich było widać. Innym znów razem Frasyniuk wykonał kaskaderski skok z okna prosto na siodełko podstawionego motocykla, i to jego drużyna zadzierała nosa.

Dziś można się zastanowić, na ile owe małoletnie drużyny wymuszały na swych uwielbianych wodzach kaskaderskie wyczyny, w wyniku których mogli stracić życie, i czy to w ogóle było mądre. Jedyne, co usprawiedliwia, to to, że owe drużyny też chętnie ze sobą konkurowały na dzikie eksperymenty. Jak jedni się wspięli na komin elektrowni, by na jego szczycie zawiesić transparent, to drudzy koniecznie musieli wspiąć się z transparentem na budynek KC. A Józef, bywało, też się świetnie bawił. I w wojnie o rękawiczki na przysposobieniu wojskowym, i wtedy, gdy zorganizował pierwszy w Polsce happening uliczny, polegający na wdarciu się sporej grupy młodzieży na marsz pierwszomajowy i rozwinięciu transparentów wymalowanych pastą do zębów prosto w twarz w Gomułce.

Frasyniuk przypomina sobie zdziwienie funkcjonariusza SB, że nie jest człowiekiem połamanym i dodaje "bo w życiu jest odwrotnie, niż głosi Kościół, że cierpienie uszlachetnia. Nieprawda - wiem, że wykrzywia." Ano, prawda, wspomnienia o cierpieniu też potrafią wykrzywić. Czy to prawda, że samotność była aż tak głęboka, jak to wmawiają nam złe wspomnienia? - "Więc skończmy uprawiać megalomanię, że cały naród bohatersko walczył z komuną. I przestańmy wmawiać młodzieży, że wolność zawdzięczają tym, co się teraz pokazują bez przerwy w telewizorze." - powiada Frasyniuk - "Powiem brutalnie. "Solidarności" nie było w Gorzowie, Radomiu czy w Tarnowie. Nawet nie mogło być. W mniejszych ośrodkach milicja ją tam w miesiąc likwidowała. Podziemna "Solidarność" była mocna tylko w czterech regionach: w Gdańsku, Wrocławiu, Warszawie i w Nowej Hucie, bo już nie w Krakowie."

W pewnym sensie to prawda. Telewizję przepełniają dziś styropianowi kombatanci, którym aż chce się przypomnieć komentarz Piłsudskiego, gdy zobaczył kłębiący się tłum kombatantów - legionistów: "Ach, gdyby wtedy tylu ich było..." Ale złe wspomnienia kłamią. Jednak opozycjoniści znajdowali jakiś dach nad głową i na ogół nie sypiali pod mostami, a w w fali strajkowej 1988 Bogumiła woziła ulotki do Wałbrzycha, do nieistniejącej, zdaniem Frasyniuka, górniczej Solidarności, na ich wyraźne zamówienie. W Katowicach i Zagłębiu Miedziowym też była, bynajmniej nie na spotkaniach autorskich... Aż tak źle nie było. I na początku lat 1970tych, i w końcówce lat 1980tych.


materiały:
Teresa Torańska, Frasyniuk, nie bądź taki kozak, Gazeta Wyborcza, 6 czerwca 2009.

wtorek, 2 czerwca 2009

Pruszków na Wiejskiej

Nawet kryzysu gospodarczego nie trzeba, by uznać za niezwykłą sytuację, gdy gwiazda Platformy Obywatelskiej, a zarazem "bulterier kampanii prezydenckiej Donalda Tuska", mową i czynem zachęca obywateli do wycofywania i wywożenia swoich oszczędności z Polski do egzotycznych rajów podatkowych.

Zdaniem Witolda Gadomskiego działalność Janusza Palikota wymyka się ocenie prawnej ("do dziś nikt nie podał "nawet cienia dowodu na to, że inwestycje Janusza Palikota w rajach podatkowych są nielegalne"), a także osądowi etycznemu: Jeśli tych dowodów nie będzie, to można dyskutować wyłącznie o postawie etycznej Palikota. Może i posłów obowiązują wyższe standardy etyczne, ale, zauważa dalej Gadomski, "nie ma kodeksu etycznego posła, który by jednoznacznie określał, co jest, a co nie jest dopuszczalne".

Podobnie toczy się dyskusja o Palikocie w pozostałych mediach. Gdyby pokusić się o jej graficzną reprezentację, to oś rzędnych z jednej strony ograniczałby kodeks karny, z drugiej nieistniejący kodeks etyki poselskiej, a oś odciętych by wyrażała poziom aprobaty (w górę) bądź negacji (w dół). Niemal nikt poza ten obszar nie wykracza. Z afiliacji politycznej oceniającego z góry można przewidzieć, co powie. Możnaby się pokusić o namalowanie punktów na wykresie, odzwierciedlających poszczególne opinie, nie kłopocząc pytaniami zbyt wielu osób.

Zresztą, "czy jest jakiś poseł, który świadomie nie korzysta z przysługującej mu ulgi podatkowej?" - pyta Gadomski, zrównując ucieczkę kapitału do rajów podatkowych z ulgami funkcjonującymi tylko wtedy, gdy się z kapitałem nie ucieka. O podobne zrównanie pokusił się także Janusz Palikot, który w wywiadzie w TVP.info zadeklarował swoją nadzieję, że powróci do komisji "Przyjazne Państwo" i dopiero wszystkim pokaże, jak będzie walczył o ulgi podatkowe - co budzi pewien niepokój, czy pan poseł rozumie, że Polska jest w Unii Europejskiej, a nie na Karaibach, i raju podatkowego się tu raczej nie zrobi.

Przepytywany przez dziennikarkę o szczegóły swoich transakcji i pożyczek, Palikot obszernie uzasadnił, dlaczego on, bogaty biznesmen, uznał, że nie opłaca mu się ani trzymać pieniędzy w polskiej sieci bankowej, ani robić w Polsce interesów. Generalnie, mamy tu zbyt wiele podatków i biurokracji, a na Karaibach jest swoboda gospodarcza i tajność (czytaj - nie istnieje NIK). Być może swoim wykładem na temat wyższości raju podatkowego na Polską zachęcił paru bogatych biznesmenów i drobniejszych ciułaczy do likwidacji kont w NBP i szukania szczęścia oraz wolności gospodarczej tam, gdzie on ją znalazł? Ku temu samemu zmierza zresztą tekst Gadomskiego, szczególnie w fragmencie, który na nowo definiuje pojęcie ulgi podatkowej.

Ale Gadomski jest tylko dziennikarzem, a Janusz Palikot posłem, jedną z gwiazd partii rządzącej Polską. Przedstawicielem władzy.

Nasza oś współrzędnych potrzebuje trzeciego wymiaru - osi polityki i państwa. Polski się nie da przerobić na raj podatkowy, ale na bananowe państewko na pewno można... Już teraz część naszego przemysłu stoczniowego znalazła się w tajemniczych, bananowych rękach. Trudno będzie z nimi dyskutować pracę i płacę, skoro nie znamy nawet nazwisk właścicieli. Trudno będzie znaleźć pieniądze na inwestycje czy łatanie dziur w budżecie, jeśli przedstawiciele władzy będą zachęcać - lub nie oponować przeciwko zachęcaniu inwestorów do ucieczki z kapitałem z Polski. Zachęcaniu, ze strony innych przedstawicieli władzy, która "wzięła za Polskę odpowiedzialność".

Na tej samej stronie co tekst Gadomskiego, w rubryce "Ciekawe dyskusje", widnieje zachęta "Palikot przestępca? Nie, być może to nieetyczne i być może okradł byłą żonę". Klikasz - i trafiasz na dyskusję zatytułowaną "Palikot: Mordercy medialni. Będę domagał się ok. 10 mln zł". To dyskusja pod artykułem GW podpisanym nickiem "mm". Nagabywany przez dziennikarzy Donald Tusk oświadczył, że widzi w tej sprawie "prywatny spór finansowy między zwaśnionymi małżonkami", i że nie będzie wnikał w jego treść. Gdyby był politykiem, a nie piłkarzem, może by dostrzegł, że obowiązki premiera się jednak czymś różnią od zajęć Paris Hilton. Gdyby Gadomski był komentatorem politycznym, to może by pomyślał, że dyskusja o tym, że kodeksu etycznego nie ma, a dowodów nie mają, jako żywo kojarzy się z roboczą naradą mafii pruszkowskiej, którą nie żona prześladuje, a wydział do spraw przestępczości zorganizowanej.

"Dla mnie przekroczeniem niepisanego kodeksu jest wykorzystywanie przez polityka swej pozycji dla czerpania materialnych korzyści. Palikotowi nikt tego nie zarzuca. Przeciwnie, swoje dawne firmy sprzedał, a jako biznesmen i bogaty polityk był i jest hojnym sponsorem różnych akcji społecznych i kulturalnych." - kończy Gadomski. Nawet to jest trochę bardziej skomplikowane. "Eksperci szacują, że mój wizerunek jest wart 10 milionów złotych. Tyle musiałaby mi zapłacić firma za reklamę piwa czy szamponu do włosów" -mówi bowiem Palikot. Ów wizerunek osiągnął taką astronomiczną wartość m.in. dzięki wykorzystaniu parlamentu do demonstrowania gumowego penisa rozradowanym dziennikarzom. W kodeksie cywilnym istnieje pojęcie "przewidywanych zysków przyszłych". Skoro poseł Palikot przelicza sesje parlamentarne, konferencje prasowe pod szyldem partii władzy i swój wizerunek posła na dochody z reklamy szamponu do włosów, to nie można z całą stanowczością stwierdzić, że poseł Palikot nie odniósł żadnych korzyści materialnych z takiego sprawowania mandatu poselskiego, jaki odpowiadał tak jemu, jak i Platformie Obywatelskiej i jej szefowi, Donaldowi Tuskowi. Chyba, że redaktor Gadomski przedstawi niezbity dowód, że Poseł Palikot w przyszłości w żadnej reklamie nie wystąpi.

Ponieważ tak się zrobiło głośno o Palikocie, to komentatorom niemal umknęła informacja, że szefowie koncernu ITI wpłacali pieniądze na kampanię Hanny Gronkiewicz Walc (via konto Platformy Obywatelskiej), a potem z kasy miasta Warszawy otrzymali niemal pół miliarda złotych dofinansowania do budowy nowego stadionu Legii. Właścicielem stołecznego klubu piłkarskiego Legia jest właśnie koncern ITI, który kontroluje również telewizję TVN i TVN24 oraz portal Onet.pl. Publiczna TVP.info może przestać istnieć. Piotr Skwieciński zauważył, że minister skarbu Aleksander Grad oszczędził na wypłacie rocznej nagrody 50 tys. złotych byłemu prezesowi TVP, Andrejowi Urbańskiemu, tą samą kwotę wypłacając aktualnemu prezesowi, Piotrowi Farfałowi, jako "zaliczkę za brudną robotę", tj. przeprowadzenie czystki w telewizji przed przejęciem jej przez PO, aby wina spadła na nie istniejącą LPR. Farfał to ten, którego środowiska zbliżone do PO chętnie wymieniają jako "byłego neonazistę".

Do tego sondaże wskazują, że połowa Polaków kocha Platformę Obywatelską i jej styl "rządzenia". Ja zagłosuję na Centrolewicę.



Witold Gadomski, Winy Palikota, Gazeta Wyborcza, 1 czerwca 2009

Andrzej Stankiewicz, Szefowie ITI wsparli kampanię Gronkiewicz-Waltz, Newsweek.pl, 31 maja 2009.

Palikot: Jestem wart 10 milionów. Dziennik, 1 czerwca 2009

Piotr Skwieciński, 50 tysięcy zaliczki za brudną robotę w TVP, Blogi Rzeczpospolitej, 31 maja 2009

sobota, 28 marca 2009

Rozpaczliwa agonia lewicy

Józef Pinior

Z polskiej polityki znikają ostatnie już ślady lewicowych idei


Książka Bernarda-Henri Lévy’ego "Ce grand cadavre à la renverse" rozpoczyna się od opisu rozmowy telefonicznej, którą Nicolas Sarkozy przeprowadził z francuskim intelektualistą przed zakończeniem kampanii prezydenckiej we Francji. Przyszły prezydent zadzwonił do Lévy’ego, prosząc, by, podobnie jak André Glucksmann, wyraził on poparcie dla jego kandydatury. Ku zdziwieniu Sarkozy’ego, mimo podobieństwa poglądów, a nawet bliskich stosunków, jakie ich łączyły, Lévy odmówił. Jego zdaniem bowiem - jak tłumaczy na dalszych stronach książki - nie wolno rezygnować z odrębności lewicy ani pozwalać na jej rozpłynięcie się w ogólnie centrowej platformie politycznej.

Choć książka Lévy’ego stanowi krytykę postmodernizmu i triumfującej bezideowości w polityce francuskiej, zaproponowana w niej diagnoza świetnie przystaje do polityki światowej - w tym również polskiej. Po 1989 roku intelektualiści wskazywali na wyczerpywanie się XX-wiecznych sporów ideologicznych. Podkreślano trwałość konsensusu liberalno-demokratycznego, liberalizację gospodarki i polityki. Miało to szczególne znaczenie dla Europy Środkowo-Wschodniej. Powstające tam partie polityczne odwracały się od walki o idee. Proces ten w sposób bardzo podobny przebiegał we wszystkich krajach byłego bloku wschodniego, jednak szczególną siłę osiągnął właśnie w Polsce, stając się jedną z głównych przyczyn upadku naszej polityki.

Szczególną bezbronność na tym polu - i tu znów analizy zawarte w książce Lévy’ego okazują się uniwersalne i dalekowzroczne - prezentowała i prezentuje nadal polska lewica. Widać to na przykład w zbyt daleko idących kompromisach, jakie zawiera z innymi opcjami politycznymi. Platforma Obywatelska postępuje z lewicą podobnie jak Nicolas Sarkozy we Francji. Nawet silne postaci polskiej lewicy - jak Danuta Hübner czy Włodzimierz Cimoszewicz - wchodzą bardzo często w takie układy. Z punktu widzenia działania politycznego nie ma w tym nic niewłaściwego. Problemem jest jednak to, że ludzie lewicy nie odróżniają współpracy (na przykład przy przegłosowywaniu ustaw) od rezygnacji z własnych projektów ideowych.

I właśnie to, że polska lewica do dziś nie podjęła walki o stworzenie odrębnych idei, o ponowne wprowadzenie do publicznego dyskursu tradycji politycznej oraz wydarzeń historycznych, które tworzą jej tożsamość i odróżniają ją od prawicy populistycznej, jest jej największym problemem. Choć często zdajemy się o tym zapominać, lewicowe idee mogą być bardzo wyraziste, również w Polsce. Po pierwsze, naszą lewicę zawsze odróżniała od prawicy koncepcja narodu politycznego. Od końca XIX wieku lewicowcy przeciwstawiali się definiowaniu polskości w kategoriach etnicznych i religijnych, podkreślając polityczny i obywatelski charakter społeczeństwa. Po drugie, choć lewica w Polsce utożsamia się z rozpoczętą w 1989 roku demokratyczną transformacją, budową instytucji liberalnych oraz rządów prawa, osią budowania jej tożsamości w obecnej chwili powinna stać się krytyka szokowej terapii gospodarczej, jaką zastosowano w naszym kraju po przełomie.

Postpolityka i postkomunizm

Powody kryzysu lewicy polskiej mają trojaki charakter. Po pierwsze, jak wskazywałem wyżej, kryzys ten powiązany jest ze znacznie rozleglejszą polityczną zapaścią. Choć zwykle traktujemy teorię Francisa Fukuyamy o końcu historii z pobłażaniem, trudno nie przyznać amerykańskiemu filozofowi racji w tym, że wielki spór ideologiczny między lewicą a prawicą heglowską wyczerpał się u końca XX wieku. "Końcem historii", w heglowskim rozumieniu tego słowa, jest pojawienie się postpolityki, niedysponującej żadnymi ideami. To właśnie z tego kryzysu wynika fakt, że "Solidarność" nie potrafiła stworzyć żadnej silnej lewicowej partii politycznej po 1989 roku.

Po drugie, z racji niemocy, jaką wykazała lewica solidarnościowa, opisywany tu kryzys wiąże się również z tym, że monopol na politykę socjaldemokratyczną znalazł się w rękach lewicy o PZPR-owskim rodowodzie. Należy pamiętać, że podstawowym punktem odniesienia dla świadomości lewicowej w Polsce jest ciągle Radom. Moje pokolenie, czyli generacja "Solidarności", w wieku 21 lat po wydarzeniach w Radomiu, stanęło przed następującym wyborem, który zadecydował o kształcie jego życia: albo idziesz do organizacji, takiej jak ZMP czy PZPR, albo w kierunku KOR - czyli wybierasz opozycję. Albo urządzasz sobie wygodne życie, albo podążasz za swoimi ideami. Lewica wywodząca się z PZPR od samego początku pozbawiona była fundamentu ideowego i nie miała powodów, by cokolwiek w tym aspekcie zmieniać. To spowodowało, że kryzysy polityczne w postaci korupcji, kompromitacji działaczy, a wreszcie całego ruchu lewicowego, przyniosły z sobą prawdziwą anihilację lewicy.

Po trzecie, gdybyśmy winą za kryzys lewicy w Polsce chcieli obarczać tylko postkomunistów i globalny kryzys, byłoby to - niestety - zbyt daleko idące uproszczenie. Właściwe, i być może najważniejsze pytanie brzmi: co się stało ze społeczeństwem? Nie jest prawdą, że społeczeństwo polskie nigdy nie miało do wyboru lewicy innej niż postpezetpeerowska. Była przecież próba odbudowania PPS przez młodą inteligencję, powstała Unia Pracy, Partia Zielonych, były też inne propozycje. To, że społeczeństwo nie chciało na nie głosować, a ostatecznie doprowadziło do sytuacji, w której hasła sprawiedliwości społecznej używa PiS, świadczy o ogromnym wewnętrznym kryzysie jego samego, o obecnych w nim skłonnościach populistycznych, a nawet autorytarnych.

Odpowiedzialność za tę sytuację ponosi również mój macierzysty związek zawodowy. W momencie swego powstania "Solidarność" (a wcześniej opozycja przedsolidarnościowa) reprezentowała ogromny potencjał emancypacyjny. Już w 1980 roku stworzono bardzo oryginalny program samorządnej Rzeczypospolitej, łączący wolny rynek, samorząd i plan, stawiający na emancypację i wejście Polski na dobrych warunkach w obręb gospodarki kapitalistycznej. Ta emancypacja została później osłabiona represjami, które spadły na ruch robotniczy w stanie wojennym. Jednak przełomowi 1989 roku powinna była towarzyszyć już pewna refleksja, dotycząca naszego wejścia na światowy rynek. Prywatyzacja nie musiała oznaczać, że koniecznie trzeba sprzedać na tym rynku wszystkie gazety, wszystkie media i wszystkie zakłady pracy. Przestawienie Polski na gospodarkę kapitalistyczną nie musiało być tożsame z wprowadzeniem planu Balcerowicza. Nie wolno było bezkrytycznie aprobować przyjęcia przez parlament kontraktowy między Wigilią a sylwestrem 1989 roku programu gospodarczego, który spowodował falę bezrobocia, zaszczepiając tysiącom ludzi poczucie poniżenia i krzywdy. Po stronie "Solidarności" nie pojawiła się jednak wówczas jakakolwiek samokrytyczna refleksja dotycząca tego procesu.

Lata po 1989 roku to również bez wątpienia druzgocąca klęska polskiego ruchu pracowniczego, który nie potrafił stanąć na własnych nogach i oprzeć się na własnych wartościach - czy to socjaldemokratycznych, czy lewicowo-chadeckich. Ironią historii jest to, że "Solidarność", która do dziś jest na całym świecie symbolem wyzwolenia, nie ukonstytuowała się jako samodzielny podmiot polityczny. Kompletny rozkład intelektualny i duchowy środowiska "Solidarności" doprowadził w istocie do tego, że Związek nie ma żadnego pomysłu na nowoczesność. Po 1989 roku można było pokusić się o sformowanie partii pracowniczej, jak to się stało na początku XX wieku w Wielkiej Brytanii, czy w 1980 roku, w momencie demokratyzacji, w Brazylii (Partia Pracowników). Dziś brazylijski model prezydenta Luli da Silvy przedstawia się w najpoważniejszych światowych gazetach jako wzorzec tego, co należy robić w warunkach kryzysu globalnego. W Polsce niestety nikt tego rodzaju działań nie podjął.

W sytuacji, gdy kryzys finansowy wymaga poważnej ogólnospołecznej dyskusji, "Solidarność" pozostaje właściwie nieobecna - co najwyżej spełnia rolę marnej przybudówki Prawa i Sprawiedliwości. Potencjał emancypacyjny został roztrwoniony przez populistów.

Ksiądz Jerzy i Ojciec Dyrektor

Niestety, nie tylko "Solidarność", ale i Kościół rzymskokatolicki, który w czasach komunistycznych wspierał związki zawodowe i za sprawą idei personalizmu był lewicy bardzo bliski, po 1989 roku nie odnalazł się w nowej rzeczywistości.

Wejście na rynek światowy w warunkach globalizacji było dla Kościoła polskiego szokiem. Dlatego w wolnej Polsce, w odróżnieniu od czasów PRL, Kościół nie jest w stanie tworzyć dla społeczeństwa enklaw niezależności duchowo-intelektualnej. W latach 80. działał Jerzy Popiełuszko i podobni mu księża. Ksiądz Jerzy był w stanie tworzyć wokół siebie i swojej parafii niezależną przestrzeń publiczną, w której mogli odnaleźć się robotnicy i intelektualiści, mężczyźni i kobiety, wierzący i niewierzący, wspólnotę opartą na szacunku dla odrębnej tożsamości oraz tradycji ideowej. Dziś Ojciec Dyrektor prezentuje za pośrednictwem swego koncernu medialnego model Polski etnicznej, zamkniętej, wręcz ksenofobicznej, nacjonalistycznej i szowinistycznej. Używa retoryki antymodernizacyjnej, która prowadzi donikąd. Co więcej, radio Rydzyka uformowało w Polsce całą rzeszę księży, którzy dziś mają wpływ na Kościół. A takim wyjątkom, jak Węcławski, Bartoś czy Obirek pozostaje tylko odejść samemu lub poczekać na usunięcie z Kościoła.

Być może zatem pozostaje nam jedynie czekać, aż Kościół odnajdzie się w nowych warunkach społeczno-politycznych, aż uformuje się w nim kolejne pokolenie otwartych, mądrych księży. Wtedy nareszcie nie będzie trzeba określać Kościoła jako instytucji prawicowej i autorytarnej - jest to przecież instytucja odrębna względem opcji politycznych, zakorzeniona głęboko w polskim społeczeństwie. Tylko pod takim warunkiem lewica w Polsce będzie mogła prowadzić z nim dialog, korzystając z tego, że krytyka współczesnej cywilizacji, dokonywana przez duchownych w obrębie Kościoła, jest w wielu punktach zbieżna z myśleniem intelektualistów lewicowych.

Jaka przyszłość lewicy?

Wygląda na to, że na ponowną emancypację Kościoła, jak również na odrodzenie się polskiego społeczeństwa, przyjdzie jeszcze poczekać. Nawet nowa inteligencja z pokolenia 20- czy 30-latków wydaje się zupełnie zagubiona w dzisiejszej rzeczywistości politycznej i ideowej, przez co albo nie bierze udziału w wyborach, albo głosuje na populistów. O zaangażowaniu w aktywną politykę nie ma w ogóle co wspominać.

Zwiastunem czegoś ożywczego w polskiej polityce może być środowisko "Krytyki Politycznej". To pierwsze autentyczne pokolenie polskiej inteligencji po 1989 roku, starające się na nowo wykuwać zręby polityki lewicowej. Nigdy nie kryłem entuzjazmu dla ich pracy ideowej, polityki wydawniczej i działalności klubowej. Jednak ich fascynacja literaturą lewicową nie może w nieskończoność usprawiedliwiać bezradności politycznej w konkretnej polskiej rzeczywistości. Żywione przez to środowisko nadzieje na załamanie się kapitalizmu, na jakiś kataklizm gospodarczo-polityczny zostawiają politykę polską pod kontrolą neoliberałów z PO i konserwatywnych populistów z PiS. Wielkie wybuchy społeczne w rodzaju rewolucji 1905 czy pierwszej "Solidarności" z 1980 roku nie wydarzają się w społeczeństwach co dekadę. Od kilku lat w Polsce następuje konsekwentne wypłukiwanie wszystkiego, co lewicowe, z głównego nurtu polityki. Prawica w Polsce nie boi się nowego Lenina lecz nowego Tony’ego Blaira! "Krytyka Polityczna" nie ma pomysłów na "wyjście w lud", na to, co w XIX wieku nazywano "pracą u podstaw".

Jestem tak otwarcie krytyczny, bo traktuję to środowisko poważnie jako najbliższe mi na polskiej scenie politycznej. Mówiłem o tym w redakcji "Krytyki" na Chmielnej i w czasie nocnej dyskusji z Danielem Cohn-Benditem w Warszawie w maju 2008 roku. Młoda lewica popełni rozłożone na lata samobójstwo polityczne, jeżeli odwróci się od instytucji demokracji liberalnej. Sukces socjaldemokracji w ostatnim stuleciu czy sukces Zielonych w ciągu ostatnich 30 lat polegał na wygrywaniu wyborów, na odwadze szukania poparcia dla swojego programu nie tylko w elitach, ale także w masowym elektoracie. Do tego przecież sprowadza się w istocie triumf Baracka Obamy w Ameryce. W Polsce muszą się pojawić formacje polityczne, które będą w stanie wygrywać wybory i - na instytucjonalnym gruncie liberalnej demokracji - mieć wystarczający potencjał woli politycznej i profesjonalizmu, by realnie zmieniać budżet na rzecz finansowania edukacji i nauki, by aktywnie pobudzać polski, peryferyjny kapitalizm w kierunku modernizacyjnym i prospołecznym, by wreszcie zawrócić politykę polską do głównego nurtu polityki europejskiej.

Pogarda w stosunku do wyborów i partii politycznych zaowocuje dziecięcą zabawą w lewicowość i rozgrywaniem "Krytyki Politycznej" przez wielkie gazety. Zaowocuje lewicowością, z której nic nie będzie wynikało dla społeczeństwa poddanego kontroli tabloidów, wegetującego w pustce cywilizacyjnej dzisiejszej Polski. "Krytyka" dociera do swojej smugi cienia i musi uważać, by nie rozpłynąć się we wpisanym w konstytucję tego narodu życiu na niby. W na niby kapitalizmie, na niby Unii Europejskiej, na niby lewicowości, na niby debacie...

opublikowane: "Europa" nr 260, "Dziennik", 28.03.2009

***

Józef Pinior, ur. 1955, polityk, prawnik, filozof. W PRL działacz Solidarności", aresztowany w 1983 roku i skazany na cztery lata więzienia. Od 1987 roku uczestniczył w próbach reaktywowania PPS. Obecnie członek SdPl i poseł do Parlamentu Europejskiego. W "Europie" nr 253 z 7 lutego br. opublikowaliśmy jego głos w ankiecie "Czym był Okrągły Stół". (notka "Dziennika")

wtorek, 27 stycznia 2009

Lewica i mułłowie Iranu

Jahanshah Rashidian

Można dyskutować nad rozlicznymi wadami komunizmu i jego historycznymi błędami lub ideologiczną nieadoptowalnością do demokracji. Ale w Iranie komunizm swoiście zabarwiła współpraca z religionistami, i to jest trwała bejca, której nie usunięto od rewolucji 1979.

Typowym przykładem owego piętna w czasach po irańskiej rewolucji jest najpopularniejszy we współczesnej historii Iranu ruch marksistowsko- leninowski, Ludowa Organizacja Partyzantki Fedainów („OIPFG”). Istnieli, rzecz jasna, lewicowi intelektualiści oraz małe grupy, które nie pokłoniły się supremacji Chomeiniego. Wyraz "lewica" lub "lewicowy" w tym artykule określa tylko prosowieckie struktury polityczne, zwane Partią Tudeh oraz frakcję OIPFG zwaną Większością. Jednymi i drugimi sterował Kreml w kierunku bezwarunkowego poparcia "antyamerykańskiej” Islamskiej Republiki Iranu (IRI). Większość powstała w wyniku rozłamu w OIPFG w 1980 roku. Druga część tej partii, zwana Mniejszością, wraz z innymi lewicowymi grupami walczyła przeciwko "burżuazji" IRI - cała ta opozycja była systematycznie i stopniowo przez reżim wyrzynana, rozpędzana i rozbijana.

OIPFG został założony w końcu lat 1960tych przez młodą inteligencję i rewolucyjnych studentów. Proklamował swą walkę w 1971, kiedy to grupa uzbrojonych fedainów przejęła wiejski posterunek policji zwany “Siahkal”. W odniesieniu do absolutystycznej dyktatury reżimu szacha wierzyli, że uzyskanie wolności i sprawiedliwości społecznej jest możliwe tylko w wyniku walki zbrojnej awangardy rewolucyjnej, która w pewnym momencie przekształci się w masową rewolucję. Inne środki bez użycia przemocy, szczególnie w wyniku nieudanych doświadczeń Partii Tuddeh i Frontu Narodowego (szerokie spektrum polityczne, popierające Mohammeda Mosaddeqa), były uznawane za ułomne i nieefektywne. Te dwie główne grupy opozycyjne nie były w stanie zmobilizować ludzi przeciwko absolutystycznej dyktaturze szacha - w owych czasach zbrojnych ruchów nie etykietowano określeniami, takimi jak „terroryzm”, „awanturniczość”, czy „utopie drobnej burżuazji”.

Trzeba tu zważyć na niepokoje społeczne lat 1960tych; Francja i Niemcy były zdominowane demonstracjami studenckimi 1968 roku, we Francji niemal doszło do sytuacji rewolucyjnej. Pojawiła się jakaś liczba grup lewicowych w Niemczech, Włoszech, Francji oraz innych krajach. Uzbrojone grupy, jak IRA w Irlandii Północnej czy baskijska ETA, były zaangażowane w walkę zbrojną. Rewolucyjne wydarzenia w Ameryce Łacińskiej cieszyły się masowym poparciem ze strony europejskiej młodzieży. Nawet państwa europejskie, szczególnie zarządzane przez partie socjalistyczne lub socjaldemokratyczne, musiały uwzględniać sympatię ich inteligencji do ruchów rewolucyjnych i antyamerykańskich. Idea Castro, że "kule, a nie głosy, to droga sięgania po władzę" miały polityczny sens. Doradcą Mitterranda do spraw Ameryki Łacińskiej został Régis Debray, który walczył u boku Che Guevary w Boliwii w 1967 i był autorem książki "Rewolucja w rewolucji". Książka ta zainspirowała Fedainów.

Nie trzeba wspominać, że w owym czasie koncepcje walki zbrojnej były wolne od jakichkolwiek skojarzeń z terroryzmem czy politycznym islamem. Ogromna liczba zachodniej młodzieży o poglądach lewicowych lub alternatywnych żywiła sympatię do Ruchu Wyzwolenia Palestyny (PLO) i stąd nosiła palestyńskie chusty jako znak solidarności z palestyńskimi bojownikami. Tymczasem Front przejawiał więcej niż powierzchowne podobieństwo do budzących dziś zaniepokojenie islamistów z Hamasu czy Hezbollahu.

Choć warunki społeczno gospodarcze, które sprzyjały walce zbrojnej w Ameryce Łacińskiej, nie były podobne do warunków w społeczeństwie islamskim, takim jak Iran, walka zbrojna Fedainów była w dużym stopniu zainspirowana doświadczeniami rewolucyjnymi Ameryki Łacińskiej. Uważali, że walka zbrojna wypromuje masową rewolucję w Iranie tak, jak to się stało w Kubie. W historii pierwszych założycieli ruchu Fedainów nie znajdziesz nawet stroniczki o ich kontakcie z islamem czy o roli islamu w ewentualnej rewolucji. Tak ważny czynnik społeczny, jak islam, jest w ich analizach zupełnie nieobecny.

W przeciwieństwie do części księży w Ameryce Łacińskiej mułłowie irańscy nigdy nie pogodziliby się z kolektywizmem, socjalizmem i materializmem lewicy. Od dynastii safadyjskiej do Szacha (oprócz około 16-letnich rządów szacha Rezy) irańscy kapłani czy mułłowie zawsze utrzymywali więź z monarchią. Ten sojusz został później użyty przez władze kolonialne do podtrzymywania status quo. Po decydującej „szyityzacji” Iranu przez Safawidów w 16 wieku społeczno- polityczny wpływ mułłów stale narastał, a proces ten uległ przyspieszeniu w czasie 16letnich rządów szacha Rezy. W latach 1960tych Ajatollach Chomeini sprzeciwił się reformom szacha: rolnej i przyznającej kobietom prawa wyborcze, przez co poprowadził ruch islamski do oporu wobec „nieislamskim reformom”.

Ani prorosyjska Partia Tudeh, ani marksistowsko- leninowski OIPFG nie były w stanie wprowadzić do swoich analiz społecznych marksowskiego „religia to opium dla ludu” -- zamiast tego uważali „antyimperialistyczny” ruch muzułmański za swego strategicznego sojusznika. Nic dziwnego, że obaj eks- rywale (partia Tudeh oraz większość Komitetu Centralnego nie prosowieckiej OIPFG zwana Większością) spotkali się mimo pogłębiających się tarć, aby bezwarunkowo poprzeć „antyimperialistycznego Chomeiniego i jego islamistyczny ruch – i popierali go do momentu, gdy sami, jak inne lewicowe grupy, wpadli pod islamistyczny miecz Chomeiniego jako „bluźnierczy ateiści”.

Ale przedtem ich ślepe poparcie dla islamistycznego reżimu osiągnęło poziom zdradzieckiej współpracy z strukturami represyjnymi i prawicowymi, paramilitarnymi opryszkami reżimu – którzy na terenie całego kraju zajmowali się identyfikacją i „aresztowaniami” „agentów imperializmu”. Wykonano egzekucje na wielu tysiącach owych „agentów”, w tym na osobach niedorosłych. W rzeczywistości olbrzymią liczbę ofiar stanowili nastolatkowie oraz młodzi ludzie, domagający się podstawowych praw demokratycznych.

Klasa robotnicza, którą ta pseudolewica miała wspierać, straciła tą odrobinę praw, jaką uzyskała w czasie rewolucji, i którą nadaremno usiłowała zachować na stałe. Ich nowe, niezależne związki zawodowe, zostały zakazane i zastąpione przez islamistyczne zrzeszenia założone przez Ministerstwo Pracy. Ich udział w zyskach i przywileje, ustanowione jeszcze za szacha, zostały zlikwidowane. Zakazano prawa do strajku. Płace utrzymywano na bardzo niskim poziomie, zamknięto wiele fabryk, a ich pracowników wyrzucono na bruk bez żadnych zasiłków dla bezrobotnych. Ponieważ protestowali, islamistyczny reżim wielu robotników aresztował, osadzał w więzieniach i poddawał egzekucjom – a w tym czasie opisywane tu spektrum lewicy popierało reżim mułłów.

Ta część irańskiej lewicy nie absorbowała swej uwagi prawami człowieka, indywidualnymi wolnościami czy prawami kobiet. Dla nich istniały podziały bazujące na klasie, ideologii oraz jakichkolwiek antagonistycznych czynnikach związanych z koncepcją klasy. Z tej perspektywy selektywnie argumentowali, że krajowi kapitaliści reprezentowali interesy imperialistów, ale już rola mułłów i ich tradycyjne więzi z feudalizmem i tradycyjnym kapitalizmem były przez nich ignorowane. Słynnej książka „Historia trzydziestu lat” Bijana Jazaniego, założyciela marksistowsko- leninowskiej OIPFG, wyraża ogromne uznanie dla Ajatollacha Chomeiniego jako „rewolucyjnego” mułły wywodzącego się z „drobnej burżuazji”. Liczące sobie czternaście stuleci islamistyczne prawa szariatu, opisane w książce Chomeiniego jako Państwo Boga, “Velayt-e-Faghih”, były zdumiewająco ignorowane przez tą część lewicy. Chomeini miał te faszystowskie, mizoginistyczne i antysocjalistyczne idee jeszcze przed rewolucją 1979, ale został przez to spektrum lewicy zaakceptowany i wychwalany jako symbol walki przeciwko Szachowi. Aby skonkludować, islam jako czynnik wytwarzający nowe podziały czy monolityczne stosunki społeczne, w ogóle nie był wzięty przez lewicę pod rozwagę.

Tymczasem to właśnie religia była używana przez siły kolonialne czy wewnętrzne jako tama przeciwko demokracji i nowoczesności. Oczywiście, do pewnego stopnia na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej ruchy islamskie były czynnikiem jednoczącym, ale równocześnie władze kolonialne tolerowały je, by zapobiec wyłanianiu się demokratycznej alternatywy. Islamistyczne ruchy nie oferowały żadnych efektywnych rozwiązań dla istniejących problemów. Nie da się tak po prostu zlikwidować stanu zależności ekonomicznej, z, albo i bez islamistycznych rozwiązań. Jedynym rozwiązaniem, gwarantującym ekonomiczną niezależność, jest szybki rozwój w ramach demokratycznego i świeckiego państwa – inaczej islamskie państwa, takie jak Pakistan, Afganistan, Somalia czy Iran – pozostaną zależnymi ekonomicznie państwami klienckimi wielkich mocarstw.

Siły kolonialne respektowały, a nawet propagowały religię w Iranie, także jako sposób na konspirację. Szyiccy mułłowie w Iranie, podobnie jak chrześcijańscy misjonarze w Afryce, znani byli z zajmowanych przez nich pozycji protégés brytyjskiej administracji kolonialnej; jedni i drudzy wygłaszali kazania, by przyciągnąć ludzi do Boga, ale nie do wolności i postępu. Kolonializm z natury rzeczy pragnie utrzymywać swoje kolonie w stanie jak największego niedorozwoju, analfabetyzmu i zabobonu. Te wsteczne tendencje idą ręka w rękę z religią. Bez takich warunków wstępnych w dziejach kolonializmu plądrowanie i grabież kolonii by nie była taka łatwa.

W koloniach islamskich rolę chrześcijańskich misji wypełniała struktura islamskich ulemów, która podlegała dostosowaniu do celów kolonialnych. Administrujący koloniami nie interweniowali w kwestie dotyczące islamu czy islamskich praktyk, ale oddzielnie religii od spraw praktycznych rządu i prawa było w ich interesie. To, samo w sobie, jest interwencją w sprawy islamu. W przypadku Iranu uważa się, że w 20 wieku Imperium Brytyjskie musiało współpracować z pewną liczbą wpływowych duchownych, aby wzajemnie wzmacniać swoje wpływy i władzę. Szczyt owej wzajemnej współzależności przypadł na rok 1953 i zaplanowany przez USA i Wielką Brytanię zamach na irańskiego premiera Mossadegha, który zagroził brytyjskim interesom nacjonalizując irański przemysł naftowy. Do przeprowadzenia zamachu siły kolonialne spożytkowały najbardziej opryszkowate i reakcyjne elementy muzułmańskiego „bazaru” (tradycyjnego biznesu, zakazanego dla duchownych), którym przewodzili duchowni. Dr. Mossadegh jest jedynym demokratycznym premierem w najnowszej historii Iranu. W wyniku zamachu USA i Wielka Brytania reinstalowały w Iranie szacha na pozycji despoty.

Nawet po pierwszej w historii Bliskiego Wschodu rewolucji konstytucyjnej Iran nie mógł uwolnić się od wpływu mułłów. Wkrótce straciła sens konstytucja, która oddawała władzę w ręce ciał obieralnych. Z pomocą mułłów władza pozostała świętym darem w rękach królów, którzy od czasu Safawidów uważani są za „ziemskich reprezentantów Ukrytego Dwunastego Imama, Mahdiego”, a z kolei mułłowie uważani są za jedynych interpretatorów Imama.

Mimo podziału Iranu na sfery interesów Anglii i Rosji Iran nie został skolonizowany oficjalnie, lecz mimo to kraj utracił swoją naturalną drogę postępu, demokracji, sekularyzmu i niezawisłości. Jak dokumentuje książka F. Williama Engdahla „A Century of War - Anglo-American Oil Politics and the New World Order”, interesy brytyjskie na Bliskim Wschodzie zaczęły szczytować z chwilą, gdy jej przywódcy zorientowali się, że ropa zastąpi węgiel jako źródło energii przyszłości. Na przełomie wieków Wielka Brytania nie miała bezpośredniego dostępu do ropy i jej dostawy zależały od Ameryki, Rosji i Meksyku. Szybko zrozumiano, że taka sytuacja jest nieakceptowalna i poprzez intrygi z udziałem brytyjskiego szpiega nazwiskiem Sidney Reilly oraz australijskiego geologa i inżyniera nazwiskiem William Knox d’Arcy, Wielka Brytania zapewniła sobie prawa do wierceń od perskiego monarchy Rezy Chana. Za prawa wydobywania perskiej ropy do 1961 roku D’Arcy zapłacił 20 tysięcy dolarów w gotówce i zobowiązał się do tantiemy 16 procent od całej sprzedaży na konto szacha. Firma brytyjska, do współpracy z którą Reilly namówił d’Arcy'ego, znana była wtedy pod nazwą Anglo-Persian Oil Company – i była faktycznym prekursorem potężnego dziś British Petroleum. Popularny premier Iranu Mossadegh znacjonalizował irańską ropę, by tej grabieży położyć kres. Dwa lata później w 1953 Mossadegh został obalony przez amerykańsko-brytyjski zamach stanu, nie bez dużej pomocy ze strony przywódców duchowych kierowanych przez ajatollacha Kaszani, wpływowego mułły, który już wcześniej poprzysięgał demokratycznie wybranemu rządowi Mossadegha, że go obali.

Bardziej niż instytucji takich jak armia, służby cywilne i sądownictwo, które systematycznie ustanawiano w koloniach, kolonializm brytyjski potrzebował religii do lepszej kontroli rozległych terytoriów, jakie zdobyli w XIX wieku. Co więcej, kreowano sekty i kulty, podburzano do sekciarskich konfliktów. Wszystkie te środki torowały drogę do utrzymania stanu zależności ekonomicznej, nawet po ich fizycznym wyprowadzeniu się. Przykładem takiej „dekolonizacji” jest zdobycie niepodległości przez Indie w 1947, które szybko zaowocowało podziałem subkontynentu indyjskiego na dwa, a potem trzy państwa, na podstawie konfliktów religijnych. I takie są źródła narodzin islamskiego państwa Pakistanu z prezydentem Ayub Khanem w końcówce lat 1960tych.

Ustanowienie państw komunistycznych w XX wieku było dla niektórych muzułmańskich działaczy jak tych z Ludowej Organizacji Mudżahedinów (MEK) jako szansa antykolonializmu na wzmocnienie politycznego sojuszu przeciwko Zachodowi, a dla szyickich mułłów (jak Chomeini) „komunizm to ateizm” i dlatego go demonizowali jako “Kufr” (bluźnierstwo). Islamistyczne ruchy, a szczególnie irańscy mułłowie, postrzegali wyłanianie się marksizmu jako obcego demona, z którym należy walczyć i nie dopuszczać do mentalnej i fizycznej obecności w szyickim społeczeństwie. Aczkolwiek struktury islamistyczne mają stalinowskie metody organizacji, to są bardziej antykomunistyczne niż antyzachodnie. Ateistyczna legitymizacja komunizmu przypomina im nieustannie, że problem kultury ateistycznej może stanowić większe niebezpieczeństwo niż zachodni kolonializm. Komunizm zawsze pozostawał głównym wyzwaniem dla każdej struktury islamistycznej, przyzwyczajonej do długiej koegzystencji z Imperium Brytyjskim i hegemonią USA.

Ten antysocjalistyczny charakter ruchów islamskich w ogólności, a szczególnie szyickich mułłów w Iranie, stanowił to brakujące ogniwo, które nie pozwoliło szerokiemu spektrum irańskiej lewicy nawiązać kontaktu z rzeczywistością. Wpadli w pułapkę Chomeiniego, co ostatecznie kosztowało ich nie tylko złą reputację, lecz także tysiące ludzkich żyć.
.

Jahanshah Rashidian
Rotten Gods, 19 styczeń 2009