Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 czerwca 2009

Irańskie kobiety - liderki rewolucji

Bogumiła Tyszkiewicz


Ahmad Khatami, członek irańskiego Zgromadzenia Ekspertów, wezwał w trakcie dzisiejszych, piątkowych modłów, transmitowanych z Uniwersytetu Teherańskiego na cały kraj, do egzekucji „chuliganów”, którzy kierowali protestami po kwestionowanych wyborach prezydenckich 12 czerwca. Protestujących nazwał „mohareb” - czyli tymi, którzy wszczęli wojnę przeciwko Bogu: „Każdy, kto walczy przeciwko islamskiemu systemowi albo przeciw liderowi islamskiego społeczeństwa, musi być zwalczany aż do jego kompletnego zniszczenia. Domagamy się, by sądownictwo rozprawiło się z przywódcami protestów, liderów naruszeń (prawa) i wszystkich wspieranych przez USA i Izrael – z całą mocą i bez litości, aby wszystkim dać lekcję”. Wg. irańskiego prawa karą dla ludzi uznanych za "mohareb" jest egzekucja.

Kara śmierci (w Iranie - przez powieszenie) może grozić nie tylko zatrzymanym demonstrantom, ale też zatrzymanym dziennikarzom, kontrkandydatom Ahmadinejada – oraz laureatce nagrody Nobla Shrin Ebadi.

W czwartek 18 czerwca prawniczka i laureatka Nagrody Nobla Shrin Ebadi wezwała władze Iranu do przeprowadzenia ponownych wyborów i bezwarunkowego wypuszczenia na wolność wszystkich zatrzymanych w trakcie protestów – wtedy było ich ok. 500 osób. Dzięki autorytetowi nagrody Nobla Ebadi była w stanie w ostatnich tygodniach przeprowadzić znaczącą kampanię na temat praw człowieka w Iranie – spotkała się m.in. z sekretarzem generalnym ONZ, wysokim komisarzem ds. praw człowieka Navi Pillay, szefem polityki zagranicznej Unii Europejskiej Javierem Solaną i rozmaitymi liderami Parlamentu Europejskiego.

Wczoraj, tj. w czwartek 25 czerwca Fars News (gazeta rządowa) opublikowały list, którego autorami są ponoć prawnicy, wykładowcy akademiccy, rodziny weteranów i martyrów. W liście domagają się od ministra sprawiedliwości, Gholam-Hussein Elhama, by skazał Shirin Ebadi za naruszanie prawa islamskiego i konstytucyjnego. To nie pierwsze groźby, już wcześniej o nich pisaliśmy. W grudniu jej Ośrodek Obrońców Praw Człowieka został zamknięty, a ostatnio do aresztu trafili Abdulfattah Soltani, jej doradca prawny, oraz rzecznik prasowy Reza Tajik. Rzecznik Międzynarodowej Kampanii na Rzecz Praw Człowieka w Iranie Hadi Ghaemi twierdzi, że tego typu artykuły przygotowują opinię publiczną Iranu na aresztowanie Shirin Ebadi po jej powrocie do kraju.

Mamy marzenie

„Is the dream already over?” (czy już po marzeniu?) - pyta dziś „The Economist” - i odpowiada - „nie! ... niektóre obszary mieszkalne Teheranu przypominają strefę wojny. Protestujący wynoszą (na sztandar) obraz pięknej, młodej kobiety, Nedy Agha Soltan, sfotografowanej w Teheranie gdy umierała, zastrzelona przez nieznanego zabójcę... ale gdy wydarzenia na ulicach wskazują na zwycięstwo Ahmadinejada ... tytaniczna walka poza sceną publiczną ... może być kluczowa dla przyszłości kraju.” Nie tylko walka między klerykami, o której wspomina The Economist, zasługuje na określenie „tytanicznej”. Co najmniej równie tytaniczne są wysiłki irańskich kobiet.



Faezeh Rafsanjani, córka byłego prezydenta Akbara Hashemi Rafsanjani, była na ulicy w najtrudniejszych chwilach, wzywając do protestów. Irańscy uczestnicy #iranelection z dumą donosili o jej odwadze. Wcześniej Faezeh Rafsanjani, wypromowana przez swego ojca, była szefem irańskiej Rady Sportu, gdzie aktywnie zajmowała się promowaniem sportowej aktywności wśród kobiet, zakazanej po irańskiej rewolucji. W latach 1996-2000 wybrana na parlamentarzystkę, ale zwolenniczki reform były niezadowolone z jej konserwatywnej postawy i nie zagłosowały na nią powtórnie w następnych wyborach. Od tamtego czasu do dzisiaj przebyła długą drogę, która połączyła prawa kobiet z potrzebą reform w Iranie. Została nawet na jakiś czas aresztowana w trakcie ostatnich zajść w Teheranie. I w drodze życiowej Faezeh Rafsanjani zawarty jest klucz, zarówno do obecnego poparcia dla Musawiego, jak i masowego, wręcz desperackiego udziału kobiet w demonstracjach.

„Nie powiedziałabym, aby te wybory były punktem zwrotnym dla kobiet” - mówi Sanam Anderlini, konsultantka w sprawach kobiet z Waszyngtonu - „ale powiedziałabym, że kobiety były punktem zwrotnym tych wyborów”. Kobiece głosy miały kluczowe znaczenie dla kampanii Musawiego, startującego pod hasłami poszerzania praw ekonomicznych i obywatelskich kobiet, mimo, że w czasie swego premierowania w latach 1981-1989 raczej zainteresowania feminizmem nie wykazywał. Ale decydującym czynnikiem w tych wyborach była fatalna opinia o antykobiecych poczynaniach Ahmadineżada.

Jego rządy dla irańskich kobiet oznaczały systematyczne pogarszanie się ich pozycji społecznej, materialnej i prawnej, czego skutkiem zresztą była polityzacja kobiet i odradzanie się ruchu feministycznego.

Rząd Ahmadineżada we współpracy z konserwatywnym parlamentem wydał miliony na propagandę mówiącą kobietom, że ich właściwym miejscem jest dom. Uniwersytety obniżyły liczbę studentek. W 2005 roku rząd uruchomił kampanię „kultury skromności” zmierzającej do narzucania kobietom ściślejszych zasad co do zasłaniania się. Ufundowany za czasów liberalnej prezydencji Mohammada Khatamiego Ośrodek na Rzecz Uczestnictwa Kobiet został zastąpiony Ośrodkiem na Rzecz Kobiet i Rodziny, którego jedynym celem było promowanie „kultury skromności”.

Co więcej, latem zeszłego roku Ahmadineżad i jego zwolennicy usiłowali przeprowadzić w parlamencie ustawę 'o ochronie rodziny”, która miała poluzować restrykcje nałożone na poligamię oraz opodatkowanie mehriyeh (tradycyjna opłata, jaką przy zawarciu małżeństwa mąż ofiaruje żonie. W systemie prawnym, ograniczającym prawa kobiet do dziedziczenia, rozwodu czy opieki nad dziećmi, mehriyeh oferuje kobietom odrobinę pewności). W związku z tym, że w Iranie 42 procent młodych kobiet poszukujących pracy nie może jej znaleźć, Ahmadineżad wskazywał na poligamię, jako rozwiązanie bezrobocia wśród kobiet.

Nic dziwnego, że te pomysły nie spotkały się z uznaniem kobiet. Koalicja znanych feministek, m.in. noblistki Shirin Ebadi, poetki Simin Behbahani i reżyserki Rakhshan Bani E’temad, poprowadziła zwycięską kampanię przeciwko tej legislacji. Ale nawet konserwatywne kobiety odwróciły się od Ahmadineżada. Z badań irańskiej socjolożki Fatemeh Sadeghi wynika, że nawet konserwatywne aktywistki, zwykle krążące po ulicach, aby napominać kobiety, że mają nosić hidżaby i stosować zasłanianie się i „kulturę skromności”, teraz i one odwróciły się od Ahmadineżada, za jego poparcie dla poligamii oraz sigheh, religijnych „małżeństw tymczasowych”, które pozwalają mężczyznom uprawiać seks z prostytutkami bez żadnych konsekwencji.

„Iran nie przypomina innych państw” - mówi Isobel Coleman w wywiadzie opublikowanym 224 czerwca na stronie Council on Foreign Relations – Kobiety są wysoko wyedukowane, a wiele z nich pracuje. Nikt się nie dziwi w Iranie, widząc kobietę w roli taksówkarza, a na taki widok w USA ludzie by obracali głowy. Kobiety są pilotami. Jest bardzo znana kobieta, kierowca rajdowy. Są kobiety w telewizji, wśród artystów, w przemyśle filmowym. Są wśród członków parlamentu, a 2 kobiety były wieprezydentami. Mimo to istnieją bardzo silne, znaczące restrykcje prawne narzucane kobietom. Ta sprzeczność odzwierciedla sprzeczności wewnątrz samego systemu. Ajatollach Chomeini wywołał kobiety z domów – kobiety, które nigdy wcześniej z domów nie wychodziły – by wyszły na ulice demonstrować na rzecz rewolucji 1978-1979. I one to zrobiły. Odegrały kluczową rolę w mobilizowaniu powszechnego wsparcia dla rewolucji. A kiedy prawa się zmieniły na rzecz ograniczania praw kobiet, to wiele kobiet zaczęło myśleć „to nie jest to, czego oczekiwałam”. Nie mówię, o liberalnej, wyedukowanej elicie. Mówię o konserwatystkach. To one, wraz z ich córkami, są kośćcem ruchu na rzecz reform i dzisiejszych protestów”.

„Szeroko rozpowszechnione rozczarowanie polityką Ahmadineżada w sprawie płci” - dodaje Dana Goldstein - „zaowocowało głębokim i powszechnym przekonaniem kobiet, że trzeba głosować przeciwko niemu, i właśnie to przekonanie wyraża się dziś na ulicach Teheranu, gdzie kobiety protestują tak samo, jak mężczyźni i na to samo są narażone ... kobiety są bite przez bojówkarzy Basij tak samo, jak mężczyźni. Są wśród tłumów, do których się strzela.” To wszystko powoduje, że obecne wydarzenia w Iranie są tak niezwykłe – w kontekście Bliskiego Wschodu, gdzie kobiety rzadko widywane są w pierwszym szeregu ulicznych protestów. W Iranie jednak takie rzeczy się już zdarzały.

W czerwcu 2006 policja brutalnie zaatakowała demonstrację na rzecz praw kobiet w Teheranie, od której miała się rozpocząć Kampania Miliona Podpisów na rzecz zrównania w prawie irańskim praw kobiet i praw mężczyzn. Od tamtej pory odbyło się setki i tysiące spotkań i wieców działaczek i działaczy tej kampanii, zbierane są podpisy oraz rozprowadzana jest broszura bardzo szczegółowo wskazujące wszelkie dyskryminacyjne zapisy w irańskim prawie, od praw rodzinnych do zakazu wystawienia kandydatury kobiety w kampanii na prezydenta.

Ruch kobiet w czasach Ahmadineżada był dosyć rozproszony i organizowany na niskim poziomie, za to rozprzestrzeniał się szeroko i coraz częściej postrzegano go jako ruch o sporych wpływach politycznych. Z dzisiejszej perspektywy óch ruch przypomina to co się dzieje na Twitterze - absolutnie oddolną organizację. Rząd Ahmadineżada aresztował lub osadzał w więzieniach dziesiątki działaczek, zamykał ich witryny internetowe, a gazetom, które donosiły o ich działalności, grożono zamknięciem. Ale takie doświadczenia spowodowały, że kobiety przestały się bać, a ich wartość w życiu publicznym – doceniona.

Jeśli Ahmadineżad utrzyma się przy władzy, dla ruchu feministycznego może to oznaczać znaczące represje. Ale ruchu kobiet to nie powstrzyma. Już przez to przechodziły. Już je etykietowano je jako szpiegów syjonizmu i Stanów Zjednoczonych... Ale ostatnie demonstracje odebrały rządowi Ahmadineżada moralną legitymizację, oskarżenia już nie działają na nikogo, a obok liberalnych kobiet jednakowo demonstrują kobiety konserwatywne, pod hasłami „już dosyć”.

Update: Shrin Ebadi do ludzi, 24 czerwiec 2009 (youtube, Bruksela)

niedziela, 21 czerwca 2009

Her name was Neda - Two letters by her sister

Yesterday an Iranian woman wrote a letter that began with these ominous lines: “I will participate in the demonstrations tomorrow. Maybe they will turn violent. Maybe I will be one of the people who is going to get killed…”
Tonight, she posted a second letter, passed along and translated by two readers. She writes about her "sister" in this cause who was killed today, referring to Neda. These two letters should be printed together- she spoke for heself, but her first letter turned into a testimony written for Neda. Here they are...

First

I will participate in the demonstrations tomorrow. Maybe they will turn violent. Maybe I will be one of the people who is going to get killed. I'm listening to all my favorite music. I even want to dance to a few songs. I always wanted to have very narrow eyebrows. Yes, maybe I will go to the salon before I go tomorrow! There are a few great movie scenes that I also have to see. I should drop by the library, too. It's worth to read the poems of Forough and Shamloo again. All family pictures have to be reviewed, too. I have to call my friends as well to say goodbye. All I have are two bookshelves which I told my family who should receive them. I'm two units away from getting my bachelors degree but who cares about that.

My mind is very chaotic. I wrote these random sentences for the next generation so they know we were not just emotional and under peer pressure. So they know that we did everything we could to create a better future for them. So they know that our ancestors surrendered to Arabs and Mongols but did not surrender to despotism. This note is dedicated to tomorrow's children.

Posted by From Iran on Fri 19th Jun 22:58
http://pastebay.com/23298


Second

Yesterday I wrote a note, with the subject line “tomorrow is a great day perhaps tomorrow I’ll be killed.” I’m here to let you know I’m alive but my sister was killed…
I’m here to tell you my sister died while in her father’s hands
I’m here to tell you my sister had big dreams…
I’m here to tell you my sister who died was a decent person… and like me yearned for a day when her hair would be swept by the wind… and like me read “Forough” [Forough Farrokhzad]… and longed to live free and equal… and she longed to hold her head up and announce, “I’m Iranian”… and she longed to one day fall in love to a man with a shaggy hair… and she longed for a daughter to braid her hair and sing lullaby by her crib…

my sister died from not having life… my sister died as injustice has no end… my sister died since she loved life too much… and my sister died since she lovingly cared for people…

my loving sister, I wish you had closed your eyes when your time had come… the very end of your last glance burns my soul….

sister have a short sleep. your last dream be sweet.




Neda's update:
- Famous video on Hamed Rad's page documenting Neda's death.
- Yesterday at 18.58 (our time) we observed a tweet saying "PLEASE RT WATCH MY SISTER'S DEATH #iranelection" It directed to this video. In fact, it could be published a bit earlier...

Miała na imię Neda


Neda Agha Soltan, studentka filozofii urodzona w 1982r, została zabita wczoraj 20 czerwca na skrzyżowaniu Karekar Ave., w miejscu, gdzie krzyżują się Khosravi St. i Salehi St. Stała razem z ojcem oglądając protesty. Zastrzelił ją Basij basija kryjący się na dachu pobliskiego budynku. W Farsi Neda znaczy głos lub wołanie. "Ona jest głosem ludzi, wołaniem o wolność - RIP Neda" - napisał ktoś na Twitterze.

Naoczny świadek Hamed Rad relacjonuje: „miał czysty strzał i nie mógł jej chybić. Celował prosto w serce. Jestem lekarzem, więc pospieszyłem na pomoc. Ale strzał był tak silny, że kula po prostu wybuchła w jej piersi. Zmarła w ciągu 2 minut. W tym czasie protesty odbywały się około kilometr dalej, część demonstrantów uciekała przed gazem w kierunku Salehi St. Film został zrobiony przez mego przyjaciela, który stał obok mnie.” Zapytany później przez Tristana powiedział, że zabita dziewczyna miała na imię Neda. Chas wyjaśnił na Twitterze, że „Neda” w farsi znaczy głos lub wołanie, i dodał „ona jest głosem ludzi, wołaniem o wolność. RIP, Neda”. Niemal natychmiast pojawił się hasztag #neda oraz propozycje, by tym hasztagiem zastąpić dotychczasowy #iranelection.

Nie wiadomo dokładnie o której godzinie zmarła. W naszej wczorajszej transmisji live o godz. 18.58 opublikowaliśmy dwa filmy, oba z Facebooka. Pierwszy z nich, zamieszczony na stronie Shekoo Sab, ktoś ogłosił drukowanymi literami na #iranelection: "PROSZE RT VIDEO SMIERC MOJEJ SIOSTRY" - i tak też go ogłosiliśmy; niemal równocześnie pojawił się drugi film, zamieszczony na stronie Hameda Rada. Został zrobiony przez jego przyjaciela, który stał tuż obok niego. Obiegające świat zdjęcie umierającej Nedy pochodzi właśnie z tego filmu.

W notce o ciężkiej nocy o godzinie 22.58 zamieściliśmy linka do listu, któremu nadaliśmy tytuł: "Ta notka jest poświęcona jutrzejszym dzieciom." Dzisiejszej nocy ta sama osoba opublikowała następny list – i choć wszyscy przytaczają z pierwszego tylko jedno zdanie, wydaje się, że powinny być rozpowszechniane razem, gdyż pierwszy jest testamentem. Za Nedę ów testament napisała jej siostra...



List Pierwszy

Będę uczestniczyć w jutrzejszych demonstracjach. Mogą skończyć się przemocą. Może będę jedną z osób, którym jest przeznaczone, że zostaną zabici. Słucham całej swojej ulubionej muzyki. Chce mi się potańczyć do paru ulubionych piosenek. Zawsze chciałam mieć bardzo wąskie brwi. Tak, może nawet pójdę do salonu (kosmetycznego) zanim jutro pójdę! Jest parę wspaniałych scen filmowych, które też muszę obejrzeć. Powinnam też zahaczyć o bibliotekę. Warto znowu przeczytać wiersze Forougha i Shamloo.

Wszystkie rodzinne zdjęcia też muszą być przejrzane. Muszę również obdzwonić przyjaciół i powiedzieć im do widzenia. Wszystko co mam, to dwie półki z książkami i powiedziałam rodzinie kto je powinien dostać. Jestem dwa semestry od licencjatu, ale kogo to dziś obchodzi. Mój umysł jest w wielkim chaosie. Piszę te przypadkowe zdania dla następnych generacji, żeby wiedziały, że nasze postępowanie nie wynikało z emocji czy presji towarzyskiej. Żeby wiedzieli, że zrobiliśmy wszystko, co się dało, by wytworzyć dla nich lepszą przyszłość. Żeby wiedzieli, że nasi przodkowie poddawali się Arabom i Mongołom, ale nie poddawali się despotom. To jest notka dedykowana jutrzejszym dzieciom.



List drugi

Wczoraj napisałam notkę zawierającą w tytule "jutro jest wielki dzień, jutro może zostanę zabita". Jestem tu dzisiaj bo chcę, byście wiedzieli, że ja żyję, ale moja siostra została zabita...

Jestem tu, by wam powiedzieć, że moja siostra zmarła w ramionach jej ojca.
Jestem tu, by wam powiedzieć, że moja siostra miała wielkie plany...
Jestem tu, by wam powiedzieć, że moja siostra, która umarła, była przyzwoitą osobą... i jak ja tęskniła za dniem, kiedy jej włosy będzie mógł rozwiewać wiatr... i jak ja czytała "Forough" [Forough Farrokhzad]... i tęskniła za życiem w wolności i równości... i tęskniła za podniesieniem wysoko głowy i powiedzeniem "Jestem Iranką"... i tęskniła za takim dniem, w którym się zakocha w mężczyźnie z zmierzwionymi włosami... i tęskniła za córeczką, aby splatać jej włosy i śpiewać kołysanki przy jej łóżeczku...

moja siostra zmarła dlatego, że nie miała życia... moja siostra zmarła, gdyż niesprawiedliwość nie ma końca... moja siostra zmarła, gdyż zbyt mocno kochała życie... i moja siostra zmarła, bo z miłością dbała o ludzi...

moja miłująca siostra... Chciałabym, byś miała zamknięte oczy, kiedy przyszła na ciebie pora... to ostatnie spojrzenie twoich oczu pali moją duszę...

siostro, miej swój krótki sen. Niech twój ostatni sen będzie słodki...

sobota, 20 czerwca 2009

Co to za miejsce?

oldouz84 z Iranu
Krótko po północy naszego czasu #iranelection poinformował o pojawieniu się na YouTube nowego filmu z nocnego Teheranu. W ciemnej scenerii miasta, rozświetlanej już nielicznymi światłami, ciągle jeszcze brzmią okrzyki z okien, balkonów i dachów "Bóg jest wielki". Zza kamery słychać głos kobiety, która z płaczem mówi w farsi coś, co zostało natychmiast ocenione, że przejdzie do historii jako wiersz. Rzeczywiście, w masie komentarzy, która się niemal natychmiast pojawiła, są też próby odpowiadania wierszem. Na ogół o tej porze irańskie głosy cichną, ludzie śpią. Dziś Teheran nie śpi i czeka na Sobotę.

Poprzednia notka zawiera film z Teheranu z nieco wcześniejszej pory, z większą ilością świateł i okrzyków. Film, o którym tu mowa, został tam zaznaczony tylko linkiem. Proszę go teraz obejrzeć w całości i przeczytać polskie tłumaczenie pod spodem.



Piątek, 29 Khordad (19 czerwiec) 1388 (2009).
Czy to już jutro? Sobota.
Tego wieczora okrzyki "Bóg jest wielki" brzmią silniej niż poprzednich nocy.
Co to za miejsce?
Co to za miejsce, gdzie wszystkie drzwi są zamknięte?
Co to za miejsce, gdzie wszyscy wzywają Boga?
Co to za miejsce, gdzie wołania "Bóg jest wielki" są coraz silniejsze?

Czekam co noc by sprawdzić, czy dziś wołania będą silniejsze i bardziej liczne.
Moje ciało dygocze.
Nie wiem, czy sam Bóg dygocze?

Co to za miejsce, które więzi tylu niewinnych ludzi w pułapce?
Co to za miejsce, że nikt nie przychodzi na pomoc?
Co to za miejsce, gdzie wykrzykujemy nasze słowa w kompletnej ciszy?

Co to za miejsce, które patrzy na krew swych młodych ludzi, przelaną we własnej ojczyźnie, i patrzy na ludzi, którzy przychodzą i modlą się nad tą samą krwią.
Co to jest? Gdzie obywatele są traktowani jako mniej niż nic.
Co to za miejsce?

Chcesz, bym ci powiedziała?
To miejsce to Iran.
To kraj mój i twój!
To miejsce to Iran.


Obejrzyj jeszcze film tej samej autorki z poprzedniej nocy. Ludzie krzyczą Allahu akbar! i inni im odpowiadają Allahu akbar! - mężczyźni i kobiety, nieustanną nocną pieśnią - modlitwą, a na tym tle ona mówi:

I znowu słyszysz Allah-u-akbar!
Najprostszy ze sposobów, by wspólnie się wypowiedzieć.
mogą nam zabrać internet albo nawet telefony
Ale i tak będziemy demostrować naszą solidarność, krzycząc Allah-u-akbar!
Ludzie wzywają Boga.
Może On usłyszy ich włosy i będzie nimi poruszony.
Bezbronni ludzie stawiają czoła brutalnym bandytom.
Bezbronni ludzie w orkiestrze pokojowego buntu.
Tej nocy błagają Go o pomoc.

czwartek, 22 stycznia 2009

Józef Pinior w obronie Shirin Ebadi

Józef Pinior

Przemówienie Józefa Piniora w imieniu grupy PES na sesji plenarnej w Strasburgu w dniu 15 stycznia 2009 roku w obronie Shirin Ebadi oraz zatrzymanych studentów w Iranie

Panie Przewodniczący! Panie Komisarzu! Po pierwsze, chciałem zwrócić uwagę na brak przedstawiciela prezydencji Republiki Czeskiej w czasie tej debaty. Odbieram to bardzo przykro, gdyż Republika Czeska, wykonując prezydencję Unii Europejskiej jest dziedzicem demokratycznych tradycji walki o prawa człowieka całej Europy Środkowo-Wschodniej. Powtarzam: jest to dla mnie bardzo przykre, że nie ma dzisiaj przedstawiciela prezydencji w czasie tej debaty, mimo że inne prezydencje, chociażby niemiecka, takiego przedstawiciela zawsze wysyłały.

Iran Awakening, Shirin Ebadi's memoir.Image via WikipediaDebatujemy dzisiaj na temat sytuacji praw człowieka w Iranie, który jest ważnym państwem na Bliskim Wschodzie i jednym z państw, które będzie miało decydujący wpływ na sytuację polityczną w tym regionie świata. Tym bardziej zobowiązuje to władze Iranu do bezwzględnego przestrzegania praw człowieka oraz norm międzynarodowych w dziedzinie prawa humanitarnego.

Stajemy w obronie noblistki Shirin Ebadi i sprzeciwiamy się ostatnim działaniom władz i kierowanej przez władze do opinii publicznej kampanii przeciwko Shirin Ebadi. Chcę także zwrócić uwagę na dalsze aresztowania studentów Uniwersytetu w Shiraz. W tym tygodniu, w którym Parlament Europejski obraduje w Strasburgu (a dokładnie dnia 12 stycznia), aresztowano następnych 6 osób. Musimy stanąć w obronie autonomii ruchu studenckiego w Iranie. Chcę także zwrócić uwagę na represje, szykany w stosunku do lekarzy zajmujących się badaniem AIDS.

Panie Komisarzu! Wynika z tego tylko jeden wniosek: sytuacja praw człowieka w Iranie musi podlegać dokładnemu monitoringowi ze strony Komisji Europejskiej i całej Unii Europejskiej.


poniedziałek, 5 stycznia 2009

Hamas, Fatah, palestyński miraż i wojna.

Józef Dajczgewand, Bogumiła Tyszkiewicz

Wystarczy kilka godzin, by świecka epoka Gazy minęła bez śladu … dziś kończy się herezja. Dzisiaj walka toczy się między Islamem a niewiernymi i zakończy się zwycięstwem wiary. [Po swoim zwycięstwie] Hamas otworzy ramiona dla [członków] sił bezpieczeństwa, aby powrócili do wiary, gdyż Islam jest szczodry dla niewiernych [którzy się nawrócą]. My dzierżymy prawdę, a oni [reprezentują] fałsz…. jakże byśmy mogli nie walczyć przeciwko tym, którzy zbezczeszczają świętość Allacha, zabijają kleryków i wyprzedają palestyńską sprawę, tym, co bluźnili w domach modlitwy, palili meczety, egzemplarze Koranu i pomoce edukacyjne [do nauczania Islamu], a także zabijali bojowników islamskich? Będziemy prowadzić dialog z tymi [ludźmi] tylko przez celowniki naszej broni” - Kto to powiedział, kiedy i o kim?

Słowa te padły w trakcie zbrojnego przejmowania kontroli nad strefą Gazy, w czerwcu 2007 roku. Wypowiedział je zabity ostatnio w ataku izraelskim na Gazę szejk Nizer Rayan, który często – także w polskiej prasie - bywał opisywany jako “profesor prawa islamskiego” i “uczony”. Niewiernymi, którym obiecywał dialog za pomocą celowników, byli Palestyńczycy z Fatah, a raczej ogólnie, Palestyńczycy opowiadający się za świeckim państwem.

Przemoc wobec Palestyńczyków jest głęboko wpisana w historię Hamasu. Po swoim uformowaniu w 1987 jako zbrojne ramię zdelegalizowanego później stowarzyszenia al-Mudżammat ul-Islami Hamas zajmował się głównie zwalczaniem bardziej pokojowo nastawionych Palestyńczyków, których uznał za przeszkodę w przyszłym dżihadzie przeciwko Izraelowi. Od pobić do tortur i morderstw, rozmaite źródła podają rozmaite szacunki, ale najczęściej powtarza się, że w czasie pierwszej intifady zamachowcy z Hamasu zabili co najmniej kilkudziesięciu Palestyńczyków. Proklamując prymat szariatu nad prawem cywilnym Hamas stosuje chłostę, a czasem zabójstwo za zdradę (także małżeńską), pijaństwo, narkotyki, a także “niemoralne prowadzenie się”. Torturuje nie tylko wrogów, ale i swoich, niewystarczająco posłusznych. Mosab Hassan Yousef, syn jednego z prominentnych liderów Hamasu szejka Hassan Yousef, nie tylko, że tą informację potwierdza, ale twierdzi też, że na własne oczy widział, jak liderzy Hamasu osobiście torturowali członków tej organizacji.

Hamas przejął kontrolę nad Gazą za pomocą około 10 tysięcy bojówkarzy, w tym około 6 tysięcy policjantów z uformowanych przez rząd Hamasu Policyjnych Sił Wykonawczych oraz około 4 tysięcy uzbrojonych członków Brygad Izz al-Din al-Qassam. Siły Hamasu były dobrze wytrenowane w toku niemal dwuletnich szkoleń, zorganizowane w quasi-militarne formacje i znakomicie wyposażone w broń, w tym karabiny snajperskie, wyposażenie noktowizyjne, granatniki, moździerze, środki komunikacji i niezliczoną ilość amunicji. Po drugiej stronie Fatah, lojaliści Abbasa i tamtejsze narodowe siły bezpieczeństwa liczyły razem 60 tysięcy ludzi, ale większość z nich nigdy nie przeszła wojskowego treningu, byli słabo uzbrojeni, głównie w lekką broń i mieli tylko nieznaczne zapasy amunicji. Praktycznie można tą sytuację opisać jako wystąpienie jednostek elitarnych przeciwko cywilom. Dzięki fatwom, edyktom religijnym, które zdefiniowały Fatah jako heretyków i zdrajców, zabijanie Palestyńczyków przez Palestyńczyków stało się możliwe: Hamas traktuje Fatah jako “mortadin”, czyli tych, którzy opuścili Drogę Islamu po śmierci proroka Mahometa. Następca Mahometa kalif Abu Bakr wydał edykt, który nie tylko pozwala, ale wręcz zachęca do zabijania “mortadin”. I to właśnie zapowiadał swoim ziomkom uczony profesor Nizer Rayan. To samo zapowiada statut Hamasu: śmierć Izraelowi, z powołaniem się na Koran i “Protokoły mędrców Syjonu” oraz śmierć mortadin, gdyż Palestyna, która ma powstać w miejsce startego z mapy Izraela, ma być państwem islamskim, w którym obowiązuje szariat.



Pełzająca wojna domowa

Dziennikarze opisujący stan rzeczy wewnątrz Autonomii Palestyńskiej używają oględnych określeń: “konflikt”, “napięcia”, “starcia”, ale w rzeczywistości to długotrwała, pełzająca wojna domowa, która niekiedy wybucha gorętszym płomieniem, i w której rannych nie liczy nikt, a liczba zabitych jest co najmniej dwukrotnie wyższa, niż od początku nalotów izraelskich na cele Hamasu w Gazie do chwili obecnej. Szóstego czerwca 2007 roku agencja Reuters podała, że od zwycięskich dla Hamasu wyborów w styczniu 2006 w wyniku walk wewnętrznych zabito 616 Palestyńczyków. Roczny raport Palestyńskiej Niezależnej Komisji Praw Obywatelskich z siedzibą w Ramallah za rok 2006 podaje, że w walkach frakcyjnych zabito 345 Palestyńczyków, a w pierwszych pięciu miesiącach 2007 kolejnych 271. Raport za 2007 tejże komisji, przemianowanej tymczasem na Niezależną Komisję Praw Człowieka, już prawie w całości poświęcony jest dramatycznym konsekwencjom konfliktu Hamas – Fatah. Jego autorzy oceniają, że był to najgorszy rok z dotychczasowych dziejów Autonomii Palestyńskiej. Zapewne w raporcie o roku 2008 napiszą, że jednak może być jeszcze gorzej.

Żadna ze stron tego konfliktu nie ma czystych rąk, nie tylko Hamas, ale i Fatah ma swoją niechlubną historię, ale wydaje się, że podejście do procesu pokojowego, a przede wszystkim wizja przyszłego państwa palestyńskiego dzielą ich naprawdę. Niemniej do animozji politycznych między Hamasem i Fatahem systematycznie dopisywano zwyczajne rachunki krzywd i wołania o pomstę. Dobrym przykładem takich cyklicznych, wzajemnych rewanżów i przemocy, charakteryzujących pierwszą połowę 2007 roku, są wydarzenia z drugiej połowy stycznia w obozie dla uchodźców w Jabalya, kiedy to eksplodująca na poboczu drogi bomba poraniła siedmiu członków przejeżdżającego tamtędy Hamasu. W odwecie już kilka godzin później Hamas odpalił rakiety na dom Nabila Jarjir z Fatah. Kiedy rannego mężczyznę sąsiedzi wieźli do szpitala, rajderzy Hamasu zatrzymali ich auto i zabili Jarjira strzałem w głowę. I znowu, nim upłynęła godzina, pojawiło się oświadczenie “Ci, co zabili Jarjija, zostaną ukarani”..

Ale najgorsze wydarzyło się w połowie roku i później. 15 maja rozpoczęła się pierwsza tura tego, co się dzieje teraz: na ponad 200 rakiet wystrzelonych z terenu Gazy Izrael odpowiedział atakiem z powietrza. Wcześniej Hamas przeszmuglował do Gazy ogromną ilość broni, w tym ręcznej, która miała być użyta przeciwko Izraelowi, ale spora jej część została użyta przeciwko Palestyńczykom. W ciągu tylko 4 dni najgorętszych walk w czerwcu 2007 roku zginęło co najmniej 116 osób, a 550 zostało rannych. W listopadzie 2007 roku ustawieni na dachach domów, uzbrojeni w broń maszynową bojówkarze Hamasu otworzyli ogień do 200-tysięcznego tłumu przybyłego na zorganizowany przez Fatah miting upamiętniający trzecią rocznicę śmierci Arafata. Zabito co najmniej 6 osób, raniono ponad 80, a jakaś liczba osób została stratowana w trakcie panicznej ucieczki. W sierpniu 2008 w obozie uchodźców Sadżaija policjanci Hamasu otoczyli zabudowania klanu rodzinnego Heles, sympatyzującego z Fatahem. W wyniku starcia zginęły 4 osoby, a co najmniej 30 osób cywilnych, w tym dzieci, zostało ranne lub ciężko ranne. 1 stycznia 2008 rozpoczął się od ośmiu osób zabitych w walkach Hamasu z Fatahem; lista ofiar starć wewnątrzpalestyńskich wydłużała się stale aż do wybuchu obecnej wojny w Gazie i nawet wtedy nie została zamknięta.



Rok 2007 – najgorszy w historii Autonomii Palestyńskiej

Do 345 Palestyńczyków zabitych w walkach frakcyjnych w 2006 roku, kolejny doroczny raport Palestyńskiej Komisji Praw Człowieka dodaje kolejnych 585 zabitych w roku 2007, w tym 346 bezpośrednio w trakcie walk frakcyjnych, co razem daje 691 osób zabitych w walkach Hamasu z Fatahem tylko w ciągu dwóch lat - z czego niemal wszyscy zostali zabici na terenie Gazy, a aż 190 w czerwcu 2007, a ponad 900 ogółem. W liczbie dotyczącej 2007 roku 529 osób zostało zabitych od kul lub środków wybuchowych, Wśród zabitych było 87 dzieci i 45 kobiet, w tym 18 kobiet zabitych w tak zwanych “honorowych zbrodniach” (zabójstwo kobiety w przekonaniu, że naruszyła honor rodziny, dobre obyczaje, etc). Raport podaje kolejnych 41 przypadków śmierci z powodu “niedostępności zasobów bezpieczeństwa publicznego” co prawdopodobnie oznacza brak pomocy medycznej dla osób rannych lub chorych oraz kolejnych 11 “zaginięć obywateli z nieznanych przyczyn”. Kolejnych 5 stwierdzonych przypadków śmierci miało miejsce w instytucjach bezpieczeństwa na terenie Gazy i West Banku, w tym 2 przypadki śmierci z wysokim prawdopodobieństwem w wyniku tortur i okrutnego traktowania na terenie Gazy. Komisja otrzymała ogółem 491 zażaleń na naruszenie prawa obywateli do fizycznego bezpieczeństwa, najczęściej na okrutne traktowanie czy tortury w trakcie zatrzymania lub śledztwa, co jest najwyższą liczbą tego rodzaju zażaleń od 1996 roku.

Nieznana jest liczba rannych w tym czasie oraz trwale okaleczonych. Walki toczono za pomocą każdej dostępnej broni, z zamachami bombowymi włącznie, przez obie strony konfliktu. Przede wszystkim w czerwcu 2007 “popełniano bardzo poważne naruszenia praw człowieka, szczególnie przeciwko prawu do życia i fizycznego bezpieczeństwa, prawa rannych i chorych do ochrony i opieki medycznej oraz prawa do wolności osobistej” – podaje Raport na stronie 50 - “Miały także miejsce zabójstwa pozasądowe, traktowano ludność cywilną jako cele i używano ją jako żywych tarcz, a w trakcie operacji zbrojnych używano cywilnych konstrukcji, takich jak domy mieszkalne.” Raport nie podaje ilości tego rodzaju incydentów, ale musiało ich być wystarczająco wiele, by w jednym z zaleceń dla władz palestyńskich znalazło się i takie: “Rozwinąć specjalne standardy co do otwierania ognia przez członków rozmaitych sił bezpieczeństwa w celu zwalczania intensywnego używania siły w odniesieniu do cywili”. Szczególnie przed przejęciem władzy przez Hamas, o wypadki śmierci w wyniku starć zbrojnych można oskarżać obie strony, do pewnego stopnia również i później, choć stroną kontrolującą sytuację jest niewątpliwie Hamas.

Oprócz zabójstw miały też miejsce przypadki terroru psychicznego, ograniczanie praw i wolności obywatelskich. W tym względzie sytuacja pogorszyła się na obu terytoriach palestyńskich, choć dużo poważniej na terenie Gazy. Rząd Hamasu zakazał członkom Fatah noszenia broni w miejscach publicznych. We wrześniu w miejsce dotychczasowej Najwyższej Rady Sądownictwa powołał Najwyższą Radę Sprawiedliwości w Strefie Gazy, co w ograniczyło jurysdykcję sądownictwa Autonomii tylko do West Bank. Wymieniano też istniejące kadry wymiaru sprawiedliwości, szczególnie na najwyższych stanowiskach, przez co, oraz ze względu na zamachy, w drugiej połowie roku sądy Gazy i jej prokuratury w ogóle przestały działać, a los osób zatrzymywanych poważnie się pogorszył: często aresztowań dokonywały instytucje, które w ogóle nie mają uprawnień, wielu zatrzymanym nie podawano powodów zatrzymania, wielu stawiano fałszywe zarzuty kryminalne, wielu uniemożliwiano komunikacje ze światem zewnętrznym, w tym rodzinom i adwokatom. Osoby przetrzymywano nie tylko w przeznaczonych do tego celu aresztach i więzieniach, ale w rozmaitych pomieszczeniach służb bezpieczeństwa i militarnych. Dokładna liczba tych miejsc nie jest znana. Przeszukiwano osoby i pomieszczenia, w tym pomieszczenia mieszkalne, bez nakazu lub przez instytucje do tego nie przewidziane.

W 2007 roku palestyńskich dziennikarzy zatrzymywano, bito, napadano, a nawet zabijano. Media były używane do szerzenia nieprawdy lub szkalowania osób publicznych. Instytucje akademickie, kafejki internetowe, sklepy sprzedające kasety video i CD były wysadzane w powietrze. Ogromna ilość takich incydentów spowodowała, że organizacja Reporterzy bez Granic umieściła Autonomię Palestyńską (Gaza i West Bank, jako całość) na 158 miejscu wśród 169 krajów indeksu mierzącego poziom wolności prasy i wolności słowa.

Nagminnie naruszano też prawo do wolności zrzeszania się i zgromadzeń: atakowano pokojowe zgromadzenia i przemarsze, wesela, stowarzyszenia, organizacje społeczeństwa obywatelskiego, związki zawodowe i biura partii politycznych. Popełniano przestępstwa przeciwko wolności wyznania, atakując meczety, kościoły chrześcijańskie i miejsca modłów innych wyznań. Znacząca liczba obrońców praw człowieka, tak osób indywidualnych, jak i organizacji (w tym także autorzy omawianego tu raportu), została poddana intensywnym prześladowaniom: grożono im bronią, konfiskowano sprzęt, dokumenty, a nawet karty identyfikacyjne, fabrykowano przeciwko nim rozmaite oskarżenia, zakazywano wstępu do ośrodków zatrzymań lub grożono, że już z nich nie wyjdą, organizowano przeciwko nim kampanie publiczne i snuto podejrzenia.



W trakcie wojny z Izraelem

Palestyńczycy przywitali dzień 1 stycznia 2008 roku śmiercią ośmiu osób zabitych w walkach Hamasu z Fatahem, a 1 stycznia 2009 roku zabitymi i rannymi w wyniku izraelskiej akcji wojskowej. Ale to wcale nie znaczy, że walki wewnętrzne ustały, przeciwnie - od początku operacji wojskowej Izraela milicja Hamasu nasiliła prześladowania członków Fatah, którzy podają, że co najmniej 75 członków tej organizacji zostało postrzelonych w nogi, podczas gdy innym połamano ręce. Strzał w nogi był specjalnością Hamasu już w trakcie zdobywania władzy w Gazie: przestrzeliwano kolana bronią przystawioną do nogi pod specjalnym kątem, aby mieć pewność, że ofiara już nigdy nie będzie chodzić. Tak został potraktowany np. Wisam Abu Jalhoum z obozu Jabalya, który nieostrożnie wyraził zadowolenie z ataków powietrznych Izraela na cele Hamasu.


Fahmi Za'arir, rzecznik Fatah z West Banku, oskarżył Hamas o wykonanie egzekucji na nieznanej liczbie więźniów z Fatah oraz o zastrzeleniu na ulicy co najmniej dwóch członków Fatah przez milicję Hamasu, zaraz po wypuszczeniu ich z więzienia. Zabici nazywali się Nasser Muhana i Saher al-Silawi. Członkowie Fatah, którzy poszli na ich pogrzeb, zostali w konsekwencji mocno pobici przez hamasowską milicję, oskarżającą ich o kolaborację z Izraelem. Potwierdza się również informacja o zabijaniu więźniów. Źródła zbliżone do Hamasu podały w ten weekend, że wykonano egzekucje na co najmniej 35 Palestyńczykach przetrzymywanych w rozmaitych instalacjach wojskowych Hamasu, zatrzymanych na podstawie podejrzeń, że mogą kolaborować z Izraelem. Źródła te cytowały liderów Hamasu mówiących, że decyzja o zabiciu podejrzanych o współpracę z Izraelem zapadła z powodu obaw, że Izrael może spróbować ich uwolnić podczas ofensywy lądowej, i że na co najmniej połowie z nich wyrok wykonywali krewni milicjantów Hamasu zabitych w atakach powietrznych Izraela na skutek informacji przekazywanych Izraelowi przez “kolaborantów”.

Przedstawiciel Hamasu z miasta Gazy oświadczył, że istotnie siły bezpieczeństwa podjęły “szeroko zakrojoną akcję prewencyjną, zmierzającą do uniemożliwienia Fatahowi siania anarchii i chaosu” oraz potwierdził, że wielu członków Fatah zostało postrzelonych w nogi, “by mieć pewność, że nie pomogą Izraelowi”. Dodał, że wg. informacji docierających do jego rządu, prezydent Mahmoud Abbas instruuje swoich lojalistów, aby podjęli działania przeciwko Hamasowi: “Zabijemy ich wszystkich jeśli spróbują pomóc Izraelowi obalić nasz rząd. Publicznie powiesimy Mahmouda Abbasa i [byłego szefa bezpieczeństwa Fatah] Muhammada Dahlana jeśli spróbują wjechać do Gazy na izraelskich czołgach”. Według Hamasu Fatah jest winien podwójnie: zdradzili religię, a teraz zdradzają Gazę. Oficjele i sympatycy Hamasu publicznie oskarżają już nie pojedyńcze osoby, a Fatah jako całość, o spiskowanie z Izraelem, włącznie z koncepcją, że atak izraelski został cichcem uzgodniony przez Izrael i władze z West Banku, a jego celem jest przywrócenie władzy Abbasa nad Gazą.

W ramach akcji prewencyjnej na kilkudziesięciu kolejnych członków Fatah nałożono areszt domowy z obawy, że mogą wykorzystać sytuację dla odzyskania kontroli w Gazie. Decyzja o areszcie domowym została wydana przez wzbudzający największy strach “Aparat Bezpieczeństwa Wewnętrznego”. Ogólna liczba Palestyńczyków zabitych, ranionych i okaleczonych w wyniku “działań prewencyjnych” nie jest znana i prawdopodobnie już nigdy nie zostanie poznana, gdyż z dużym prawdopodobieństwem można spodziewać się, że ofiary te zostaną dopisane na konto Izraela.

W czasie, gdy Hamas aresztuje członków Fatah, policja West Banku pozwala na demonstracje solidarności z Palestyńczykami z Gazy, ale aresztuje natychmiast wszystkich próbujących rozwijać białozielone flagi Hamasu lub wznosić okrzyki popierające Hamas. “Fragmentaryzacja ruchu palestyńskiego naprawdę frustruje populację” – mówi Qais Abdul Karim z West Banku, członek Palestyńskiej Rady Legislacyjnej, który nie należy ani do Fatah, ani Hamasu - “Nie ma jedności w ruchu narodowym i nie ma jedności na ulicy. Te ataki [izraelskie] tylko pogłębiły podziały. A powinno być odwrotnie.” Być może to owa frustracja jest powodem, że palestyńskie protesty poza strefą Gazy były słabsze, niż się spodziewali analitycy.

Państwo palestyńskie nigdy nie było tak wielkim mirażem, jak teraz. I to nie dlatego, a przynajmniej nie tylko z powodu Izraela…


źródła:

The Status of Human Rights in Palestine, 2007. 13‘th Annual Report, Niezależna Komisja Praw Człowieka, Ramallah, 2008.

Ronny Shaked, Gaza clashes are over values, way of life and future Palestinian identity, YnetNews, 02. kwiecień 2007

Palestinian Public Opinion Poll No (30), Palestinian Center for Policy and Survey Research (PSR), 3-5 grudzień 2008

Khaled Abu Toameh, Palestinian Affairs: Touted as traitors, The Jerusalem Post, 1 styczeń 2009

Son of Hamas Leader Gives Glimpse Into Terror Organization, Fox News, 3 styczeń 2009

Khaled Abu Toameh, Hamas moves on Fatah 'collaborators, The Jerusalem Post, 4 styczeń 2009

Griff Witte, Fatah, Hamas division widens, The Pittsburgh Post Gazette, 4 styczeń 2009

Muslims Against Sharia. Islamic Reform Movement - blog

piątek, 22 sierpnia 2008

Po dymisji Anny Fotygi - kobiety, cieszcie się, że nie jesteście politykami!

Bogumiła Tyszkiewicz

Po dymisji Anny Fotygi "Dziennik" przypomniał wypowiedź posła PSL Stanisława Żelichowskiego, który w rozmowie z Tok FM stwierdził, że "we wspólnocie plemiennej zostałaby ona wrzucona przez starszyznę do kotła i ugotowana"; Michał Majewski zebrał wszystko złe, co się na nią dało znaleźć, a ponieważ niewiele złego się udało znaleźć w jej pracy, to ocenił jej charakter, zapobiegawczo wkładając te oceny w cudze, nieokreślone usta: "z reguły w Pałacu mówią o niej źle", że jest "małostkowa", "złośliwa", "przewrażliwiona", "nerwowa", "nadambitna" "zarzucająca prezydenta absurdalnymi problemami"; Grzegorz Miecugow z Cezarym Michalskim szczerze wyjaśnili sobie, jaki związek ma dobre dziennikarstwo z biciem kobiet, na przykładzie medialnej wojny o wizerunek Radosława Sikorskiego z Anną Fotygą: "młody, przystojny mężczyzna wiadomo, że będzie przodował w sondażach. Fotyga tej przewagi nie ma. Jest kobietą, kobieta w polityce zawsze będzie wrażliwsza na ciosy. Zawsze łatwiej będzie można znaleźć w niej to bolesne miejsce." mówi Miecugow i dodaje szczerze "dlaczego w Polsce kobieta ma większy kłopot, bo to nie tylko dotyczy kobiet PiS, np. Pitera oberwała wizerunkowo dużo bardziej niż Niesiołowski, niż Palikot."

Przy polskich dziennikarzach niemiecka kanclerz nie miałaby szans na wybór nawet na szefa terenowej organizacji jej partii w małej wiosce.
Autorzy tekstu zdają się zgadzać, a przynajmniej Michalski nie oponuje, że owo szczególne upodobanie do bicia kobiet przez media to efekt "dobrego dziennikarstwa", polegającego na spełnianiu oczekiwań widzów, bo takimże właśnie jesteśmy społeczeństwem, mizoginicznym, i nie traktującym kobiet jako partnerów. "Tak, to są tacy mężczyźni dziewiętnastowieczni. Może też peerelowscy, w tym sensie, w jakim PRL też był XIX-wieczny" oponuje Miecugow, i jako wzorzec mężczyzny XXI-wiecznego, przekonanego do równości praw obywatelskich kobiet i mężczyzn, dodaje: "Weźmy żelazną damę, która była twardsza od wszystkich ówczesnych brytyjskich polityków-mężczyzn. Czy teraz Angelę Merkel. Jej specjalnie nic nie ruszało. One potrafiły to przetrwać. Czy u nas są takie kobiety? Chyba nie. Nie ma takich kobiet. Może nasze polskie kobiety są łagodniejsze, cieplejsze."

Czy rzeczywiście musiały znosić to samo? "nikogo nie obchodziło, że (Fotyga) ukończyła handel zagraniczny, wyższą szkołę administracji publicznej w Danii, miała za sobą parę ważnych praktyk w USA" - powiada Michalski. " Dokładnie, takie elementy biografii muszą być ograne. Dotrzeć do opinii publicznej, najlepiej zanim jeszcze dana osoba trafi na bardzo wysoki urząd." - dodaje Miecugow. Obaj panowie nie precyzują, kogo mają na myśli mowiąc "nikogo" oraz kto takie elementy biografii powinien "ogrywać", bo gdzie indziej na świecie takie rzeczy robią właśnie dziennikarze. Publikują biogramy wszystkich polityków, a nie tylko mężczyzn. Oczywiście Merkel, jak każdy polityk, musiała się liczyć z atakami, ale już nie z tym, że dziennikarze, niezależnie od opcji politycznej, będą ukrywać jej biografię przed opinią publiczną, skupiać się na jej koafiurze i walce medialnej o to, jak bardzo jest nerwową i niezrównoważoną kobietą. Merkel stanęła do walki politycznej o uznanie własnych kompetencji i wygrała właśnie ze względu na prawo równego startu i jednakowego traktowania kobiet i mężczyzn, w tym przez dziennikarzy, które to prawo społeczeństwa Zachodu może nie do końca przestrzegają, ale nikt by tam się nie ośmielił poddać kobiety występującej w roli polityka takiemu mobbingowi, jak to ma miejsce w Polsce. Przy polskich dziennikarzach niemiecka kanclerz nie miałaby szans na wybór nawet na szefa terenowej organizacji jej partii w małej wiosce.

"Dyplomatołek" - termin ukuty w programie Miecugowa i przylepiony Fotydze, w rzeczywistości bardziej się należy Sikorskiemu. Zdecydowanie gorzej wykształcony niż Fotyga i z minimalną, w porównaniu z nią, praktyką, nigdy nie stanął do konkurencji na polityczną kompetencję. Nie musiał, zdaniem autorów tego tekstu głownie dlatego, że jest młodym, przystojnym mężczyzną. "Nikogo" również nie interesują jego cechy charakteru, nerwowość, płynność angielszczyzny oraz to, że to Fotygę, a nie Sikorskiego Rice nazwała "my friend".

Kobieta w Polsce albo ma swego politycznego "właściciela", albo wypada z gry.
Czy posłanka Pitera ma rzeczywiście mniej kompetencji do sprawowanego urzędu niż Donald Tusk czy Grzegorz Schetyna do swoich? Czy minister Kopacz odbiega rażąco od (niskiego, niestety) poziomu rządzenia wyznaczanego jednak przez premiera? Problem w tym, że coraz częściej zdarzają się kobiety lepiej wykształcone i lepiej przygotowane do pełnienia swoich funkcji, niż ich koledzy. Budzą zawiść i złość polskich mizoginów, także we własnych ugrupowaniach, którzy w konsekwencji chętnie podrzucają - równie mizoginistycznym - dziennikarzom wszystko złe, co na nie znajdą, w ramach eliminacji konkurencji. Najlepiej o minach, fryzurach i niezrównoważonym charakterze, który ani się równa kryształowym, męskim charakterom. A mizoginistyczni dziennikarze, szczęśliwi, że nie muszą młodemu, przystojnemu mężczyźnie zadawać kłopotliwych pytań o wykształcenie i kompetencję, przystępują do studiowania kobiecych, ciepłych, ale słabych charakterów Polek. Ma to miejsce w każdym ugrupowaniu. Czy ktoś jeszcze pamięta posłankę Barbarę Labudę? Była na lewicy...

Kobieta w Polsce albo ma swego politycznego "właściciela", albo wypada z gry. "Właścicielem" Labudy był Kwaśniewski. "Właścicielem" Pitery - Donald Tusk. "Właścicielem" Fotygi - Lech Kaczyński. Ale, jak w każdym systemie niewolniczym, właściciele mają własne interesy, a niewolnika zawsze można sprzedać. I tu też kobiety się od mężczyzn różnią: mężczyzna odsunięty od centrum władzy zwykle się utrzyma jakoś na jej obrzeżach. Kobieta - wypada ze sceny całkowicie, najczęściej zmobbowana tak, że żaden mobbing w firmie prywatnej się temu nie równa. Ale właściciel firmy by odpowiadał, za to, co robi, a dziennikarz jest bezkarny i podlega środowiskowej ochronie, tłumaczącej tego typu działania "kunsztem dziennikarskim".

"Jakiś czas temu, na tych łamach, napisałem tekst wychwalający dziennikarski kunszt Moniki Olejnik." - oznajmia właściciel blogu Toyah - Mówiąc krótko, szło o to, że red. Olejnik potrafiła uzyskać tak pełną symbiozę ze swoimi słuchaczami i widzami, że nie musi już ani wysłuchiwać politycznych wskazówek swoich przełożonych, ani też szczególnie manipulować samą informacją, bo dzięki swojemu talentowi, w każdym momencie kontaktu z odbiorcą zna jego dowolne pragnienie, każdą jego emocję, każdy moment zawodu, każdy uśmiech, każdy skurcz wściekłości, z tej prostej przyczyny, że ten uśmiech i to pragnienie są jednocześnie jej pragnieniem i jej uśmiechem. Monika Olejnik stała się dziennikarzem idealnym, podobnie zresztą jak i większość głównych prezenterów i komentatorów TVN-u. Wszyscy oni posiedli wspólną umiejętność uzyskiwania pełnej jedności z widzem, i w ten sposób, z punktu widzenia oczekiwań nowych, post-politycznych czasów, gdzie rządzą już tylko media i supermarkety, tworzą stację bardziej doskonałą nawet, niż Radio Maryja. Bez porównania doskonalszą".

Myślą, że mają prawo, albo wręcz obowiązek atakować w szczególny sposób kobiety, jak nigdy by nie zaatakowali mężczyzn - i nazywają to zjawisko nie zwyczajnym chamstwem, jak by należało, lecz - "postpolityką".
Toyah, określający się jako "łagodny konserwatysta", jako przykład owej szczególnej symbiozy szczególnego dziennikarza z szczególnym odbiorcą wybrał oczywiście kobietę, choć Miecugow się do tej roli nadaje zdecydowanie bardziej. Ale to tak już jest. Nie ma miejsca dla kobiet w polityce, mimo, że nieliczne wyjątki jakoś w niej funkcjonują, choć zwykle tylko do czasu. Ba, nawet w politycznej publicystyce kobietom się obrywa bardziej; Na Salonie24 przypuszczono kiedyś atak na Joannę Lichocką właśnie w tym specjalnym stylu, kiedy nie z poglądami się dyskutuje, a z wyglądem i nerwowymi słabościami autorki (nawet mi się nie chciało z tym polemizować, tak tego jest dużo). Konserwatyści myślą, że miejsce kobiety jest w domu. Liberalno- lewicowy salon dopuszcza istnienie kobiet w życiu publicznym, ale uważa, że ma prawo, albo wręcz "obowiązek rzetelnego dziennikarstwa" atakować w szczególny sposób kobiety, jak nigdy by nie zaatakowali mężczyzn - i nazywają to zjawisko nie zwyczajnym chamstwem, jak by należało, lecz - "postpolityką". Swoją drogą, wykazując tym samym, że nie mają pojęcia, co ten termin znaczy... Pytając o naturę owej symbiozy, toyah zauważa, że nie obejmuje ona swym zasięgiem całego kraju, jak długi i szeroki, lecz drąży jakieś koryta, meandry i rozlewiska. Ale kończy tradycyjnym pytaniem o plaże Michnika. Tymczasem ciekawiej jest zapytać, jaką rolę w polskim obiegu informacji i organizacji społecznej pełnią dziś dziennikarze? Do jakiego elektoratu się zwracają i z jakim popadają w symbiozę?

Elity to dzisiaj, czy przywódcy motłochu?

Cieszę się, że nie jestem polskim politykiem. Zastanawiam się tylko, co dalej. Mam dosyć Polski z jej całą egzotyką. Niedługo będę w Warszawie. Mogę pójść na Starówkę, demonstracyjnie spalić polski paszport, jak to onegdaj robił ruch Wolność i Pokój z książeczkami wojskowymi - i zostać Szwedką. Tylko, kto to zrozumie? Miecugow? Michalski? Podobnie jak Fotyga, nie jestem młodym, przystojnym mężczyzną, więc się dyskutuje wyłącznie o moich koafiurach i umiejętnościach tanecznych.... Pozostaje emigracja wewnętrzna...

Źródła:
Grzegorz Miecugow, Cezary Michalski: Fotyga odeszła, bo nie ma skóry nosorożca", Dziennik, 22 sierpnia 2008

Michał Majewski : "W Pałacu mówili o niej "złośliwa Foti", Dziennik 22 sierpnia 2008

"Fotyga powinna zostać wrzucona do kotła" Dziennik, 10 lipca 2008

Na jakiej plaży wypoczywa Adam Michnik - http://toyah.salon24.pl, 2008-07-28

Dyskusja na Salonie24